szukaj
Wyszukaj w serwisie

PolskiFR na wakacjach 5 #2 | Filmowe inspiracje

Jan Kozaczuk / AH / 13.07.2023
fot. archiwum Jana Kozaczuka
fot. archiwum Jana Kozaczuka

Wakacje to dobry czas, żeby odwiedzić ciekawe miejsca w Europie i na świecie, a także obejrzeć dobre filmy. I jedno, i drugie nie jest obce Janowi Kozaczukowi, utalentowanemu aktorowi, który w swojej pracy wiele podróżuje, odgrywa ciekawe roli i ogląda inspirujące filmy. Oto garść podróżniczo-filmowych inspiracji nie tylko na okres wakacyjny.


A dla przypomnienia: W środę 3 maja, o godz. 18:00 we Włoskim Instytucie Kultury w Marsylii odbył się finisaż solowej wystawy pt. „Rhizomes” Marco Angeliniego, któremu towarzyszyła premierowa we Francji projekcja włoskiego filmu krótkometrażowego „Maree della Memoria ” w reżyserii Luisy Mariani, ze znaczącym udziałem Jana Kozaczuka. Więcej >>>

Premiera w Marsylii, fot. archiwum Jana Kozaczuka

Zanim przejdziecie do lektury wywiadu, zerknijcie na wakacyjne życzenia, jakie Jan Kozaczuk oraz jego współpracownicy Luisa Mariani i Marco Angelini skierowali do naszej portalowej społeczności.

*

PolskiFR.fr: Jak zrodziła się Pana aktorska pasja?

Jan Kozaczuk: Nie pamiętam momentu, w którym odkryłem w sobie pasję do sztuki aktorskiej. Myślę, że cały czas była we mnie, może ostatecznie określiła się w momencie zdania egzaminów do PWSFTviT (Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna i Teatralna) im. Leona Schillera w Łodzi i przyjęcia mnie na ówcześnie mocno oblegany i prestiżowy Wydział Aktorski, który objął opieką nad rokiem profesor Jan Zdrojewski, świetny polski aktor i wybitny pedagog mieszkający w Łodzi.

Na pewno pasja mogła zrodzić się we mnie z zainteresowania literaturą,  dramatem i sztuką wizualną. Jako chłopiec lubiłem często chodzić do Teatru Dramatycznego im. Aleksandra Węgierki w Białymstoku, odwiedzać miejską galerię i aktywnie brałem udział w wydarzeniach artystycznych w szkole. Jako absolwent I LO im. A. Mickiewicza związanego z UNESCO nie mogłem narzekać na brak inspiracji w życiu młodzieńca, w sumie szkoła zapewniła mi dobre przygotowanie, w liceum miałem wspaniałych Pedagogów, z którymi utrzymywałem kontakt po jej ukończeniu, więc moja pasja rozwijała się stosownie do intelektu i pogłębiała się w kierunku artystycznym.

Odkąd siebie pamiętam miałem świadomość, że świat, który mnie otacza postrzegałem emocjonalnie. Później to już była kwestia ich zrozumienia, poukładania i przygotowania do wykorzystania w zawodzie aktora.

JanKozaczuk, Warszawa, fot. archiwum Jana Kozaczuka

 

Premiera filmu z Pana udziałem odbyła się w Marsylii. Jakie jeszcze inne związki z Polonią, może też francuską, obecne są w Pana życiu, a szczególnie w karierze aktorskiej?

Tak, ważna premiera włoskiego filmu krótkometrażowego pt. ,,Maree della Memoria/Tides of Memory” w reżyserii Luisy Mariani dzięki Instytutowi Kultury Włoskiej, a dokładnie Dyrektorce Paoli Ciccolelli, z którą miałem zaszczyt uczestniczyć w oficjalnym pokazie, odbyła się w drugim co do wielkości mieście we Francji – w Marsylii.  Projekcja filmu była częścią zaplanowanego programu, finisażem indywidualnej wystawy pt. ,,Rhizomes” włoskiego artysty Marco Angeliniego, z którym współpracuję z sukcesem od ponad 15 lat na arenie sztuk wizualnych na świecie. Zresztą on również był podmiotem narracji w filmie jak i  jego malarskie dzieła nowoczesne, które nawiązują do migracji ludzi, relacji między nimi w bardzo szerokim pojęciu, emocjonalnych przemian i uchwyceniu tego co jest niedostrzegane na co dzień. Ten film stworzył mi możliwość poznania nowego środowiska, zróżnicowanego etnicznie i religijnie, ale spójnego i żyjącego w niezwykłej zgodzie, w jednym celu, aby przeżyć i zachować ciągłość.

Marco Angelini, Luisa Mariani, Jan Kozaczuk, fot. archiwum Jana Kozaczuka

Przez około 13 lat mieszkałem w Nowym Jorku, wcześniej pomieszkiwałem w Europie: w Paryżu, w Grecji na Krecie czy Austrii w Salzburgu, w Szwajcarii w Zurichu itd. To umożliwiło mi patrzenie na życie innych, którzy niekonieczne są rdzennymi obywatelami. Widziałem jak dla nich są ważne korzenie, których nigdy nie odcięli. Na tej życiowej bazie tworzyli pewien amalgamat nowej, płynnej i bogatej kultury, będącej fenomenem integrującym społeczeństwo.

Jan Kozaczuk, Antibes, fot. archiwum Jana Kozaczuka

W Rzymie, mogę powiedzieć, że mieszkam cyklicznie od wielu lat i poznałem wiele pięknych,  ciekawych i niezwykłych osób z Polski, którzy sobie wspaniale ułożyli życie we Włoszech. Wykonują przeróżne zawody, począwszy od prostych domowych zajęć, poprzez złożone prace socjalne, edukacyjne itd., po bardziej zaawansowane związane z moim zawodem, gdzie znajomość języka włoskiego odgrywa podstawowe znaczenie w pracy. Myślę tutaj o festiwalach filmowych, organizatorach lub przedstawicielach publicznych instytucji kulturalnych. Wszystkich nas łączy jedno – solidarna miłość do Polski, naszego ojczystego języka, co przejawia się w twórczym sposobie postrzegania wielu lokalnych spraw. Nawet w tym filmie, w którym gram w języku włoskim, jest fragment, w którym mówię o miłości i wybaczeniu po polsku z włoskimi napisami. Zauważyłem, że każda Polonia niezależnie od miejsca bardzo pielęgnuje dziedzictwo wybitnych Polaków, którzy pozostawili po sobie bogaty wkład w rozwój kultury.

Jan Kozaczuk, Castello Odescalchi, Italia, fot. archiwum Jana Kozaczuka

W Rzymie dotychczas współpracowałem ze znaną, wspaniałą i kreatywną dziennikarką Danutą Wojtaszczyk, która zadbała o rzetelny przekaz polskich informacji w mediach włoskich poprzez współpracę z założonymi przez nią publicznymi kanałami informacyjnymi. Przez wiele lat współpracowała z gazetą „Nasz Świat”, wydawaną w formie drukowanej, a obecnie pracuje na międzynarodowym portalu internetowym „Polski Obserwator”. Zawdzięczam jej liczne ciekawe teksty opisujące moją aktywność teatralno-filmową we Włoszech.

Jan Kozaczuk, Santa Marinella, Italia, fot. archiwum Jana Kozaczuka

W Padwie w regionie Veneto, kiedyś prowadziłem warsztaty teatralne z dziećmi w języku polskim i włoskim, zorganizowane przez utalentowaną Polkę Barbarę Czyżewską, z którą do dziś utrzymuję serdeczne relacje. Celem warsztatów była integracja dzieci z domów dwujęzycznych rodziców,  które dzięki mnie wzięły udział w spektaklu świątecznym, a wszystko zawdzięczaliśmy polskiemu Ministerstwu Kultury, które sfinansowało wydarzenie. Obecnie współpracuję z Barbarą Białkowską, która m.in. zrobiła włoskie napisy do mojego spektaklu monodramu pt. ,,Na pniu…”, który był prezentowany w teatrze Meta-Teatro na Trastevere/Zatybrzu w Rzymie. Jak widać nie można zapomnieć swojego jedynego pochodzenia, a muszę przyznać, że miałem na tyle szczęście, że poznałem bardzo ciekawych Polaków.

 

Wspominał Pan rozmowę z Polakiem w Marsylii po premierze filmu z Pana udziałem. Jakie to uczucie spotkać rodaka na obcej ziemi?

Po premierze w Marsylii, przysłuchiwałem się interesującej wypowiedzi jednej z uczestniczek, którą na 100 procent postrzegałem jako Francuzkę, a ku mojemu zdumieniu okazało się,  że jest Polką mieszkającą od 40 lat we Francji, świetnie mówiącą po polsku i bardzo sympatyczną, otwartą na sztukę. Pani Ewa przyznała mi się, że moja rola w filmie najbardziej zwróciła jej uwagę, może dlatego, że mówię o uczuciach, o emocjach, z którymi bardziej lub mniej radzimy sobie w życiu.

Myślę, że każdy z nas w pewnym momencie zderza się z samotnością, zdaje sobie sprawę z tego, że samotność jest wpisana w nasze życie i mimo wspaniałego otoczenia są powody, z którymi musimy zmierzyć się sami, aby osiągnąć niezależność i dojrzałość. Bardzo miło wspominam nasze spotkanie. Nie ukrywam, że była dla mnie wielkim zaskoczeniem, no bo skąd na wydarzeniu włosko-francuskim nagle pojawiła się Polka, a w sumie miałem przed projekcją cichą nadzieję na takie spotkanie.

Nasza rozmowa była bardzo intensywna, tak jakbyśmy mogli w 30 min., wymienić się doświadczeniami z kilku minionych dekad. Nie było między nami żadnej bariery, szybko nawiązaliśmy ze sobą bezpośredni kontakt i szczerze mówiliśmy po prostu o wszystkim. To dowód na to jak bardzo jesteśmy wszyscy ze sobą powiązani mimo rozproszenia po świecie, niezależnie od zmieniających się systemów. Zresztą Polska, Polacy obecnie są bardzo dobrze postrzegani wśród Europejskiej Społeczności. Minione lata zrobiły swoje, jesteśmy zdolnym, inteligentnym emocjonalnie i intelektualnie narodem, a nasza słowiańska dusza jest źródłem czystej serdeczności.

Premiera w Marsylii, fot. archiwum Jana Kozaczuka

 

Czy aktor to człowiek, który dużo podróżuje? A jeśli tak, to czy dla Pana liczne podróże są plusem, czy raczej czymś męczącym?

Aktor to zawód. Może wiązać się z licznymi podróżami lub być wykonywany w jednym miejscu. Wtedy są to podróże do wyobraźni, do miejsc biorących udział w sztuce teatralnej lub filmowej. Moje życie jednak ułożyłem dość dynamicznie i realnie. Możliwe, że ma to związek z moim charakterem, dość ciekawskim życia, ludzi, fluktuacji i związanych z nią wyzwań, których chętnie się podejmuję. Mam też możliwości intelektualne, bo mówię dobrze po włosku, angielsku, zresztą wykorzystuję te umiejętności w mojej pracy aktorskiej. To stworzyło mi możliwość podróżowania po całym świecie. Dodatkowo moją pasją jest organizowanie wystaw sztuki nowoczesnej, co znowu daje mi kolejną szansę na podróżowanie.

Muszę przyznać, że takie szybkie zmiany otoczenia utrzymują mnie w dobrej kondycji psychiczno-fizycznej. Oprócz, czasami odczuwanego dosłownie fizycznego zmęczenia z powodu długiego lotu, odnajduję w tym dużo dla mnie satysfakcji metafizycznej, elastycznego spojrzenia z dystansem do siebie i oczywiście odkrywam różnorodne zjawiska, od tych przyziemnych związanych z pyszną kuchnią po angażujące rozmowy o życiu i przetrwaniu.

Podróżowanie to nie tylko przygoda, ale świadomy wewnętrzny rozwój i umiejętne poznawanie tej części siebie, której się obawiamy, najmniej znamy lub wypieramy z powodu zakodowanych uprzedzeń. Ludzie są tak różnorodni, a gdy spotkasz mądrego człowieka, kruszą się wtedy nasze przekonania, nawyki, uzależnienia. Czerpiemy wtedy z nowego doświadczenia mądrość, która jest impulsem do  zakreślenia świadomie, z większym przekonaniem mapy siebie, na której opieramy się będąc w podróży.

Jan Kozaczuk, Ateny, fot. archiwum Jana Kozaczuka

 

Czy zdradzi Pan kilka ciekawostek z fachu aktorskiego? Może poda Pan jakieś wydarzenia/ciekawostki/niespodzianki, które szczególnie utkwiły Panu w pamięci z dotychczasowej kariery aktorskiej?

Życie aktora to niekończące się pasmo przeróżnych ciekawostek. Mógłbym bez końca o tym mówić lub pisać. To doświadczenia człowieka,  jego psychologia, która do tej pory jest w niewielkim procencie odkryta.

Miałem przywilej ostatecznie kształtować po ukończeniu państwowej uczelni z tytułem Magistra Sztuki mój warsztat aktorski z wybitnymi polskimi reżyserami teatralnymi jak Maciej Prus czy Adam Hanuszkiwicz lub w filmie spotkałem się z Agnieszką Holland, Jerzym Gruzą, Radosławem Piwowarskim itd., którzy dostarczyli mi potrzebnych dodatkowych umiejętności. Pracowałem w Warszawie na etacie w Teatrze Nowym, gościnnie w Teatrze Studiu lub Adekwatnym. Graliśmy na deskach różnych teatrów w Polsce, dzięki czemu poznałem apetyt na sztukę polskiej publiczności. Każdy spektakl był dla mnie niezwykłą przygodą, odkrywaniem kosmosu, który nie mieścił mi się w głowie. Jestem aktorem komediowo-dramatycznym, więc mam szeroki zakres ekspresji i to również pozwala mi na bogate emocjonalnie wykonywanie zawodu.

Do tej pory postrzegam jako niezwykłe zjawisko w sobie to, w jaki sposób funkcjonuje mechanizm ludzki mózgowo-emocjonalny-fizyczny, gdy zapominam o sobie, będąc w roli i wyrażam się w interpretacji aktorskiej w języku wyuczonym np. włoskim. To wspaniałe przeżycie odczuwać, gdy zaciera się granica pomiędzy „w głowie i duszy”, a nabyty język, którego używam, jest integralną częścią mnie. Jestem wtedy Włochem, Amerykaninem, Imigrantem, w sumie Obywatelem Świata, który mieszka na ziemi bez granic.

Obecna współpraca z włoską reżyserką Luisą Mariani przynosi mi bogactwo dotychczas mi nieznanych, a niezwykle cenionych przed czułą kamerą umiejętności posługiwania się tzw. naturalną metodą ekspresji. Gram bez grania, to wyższa szkoła pracy. W efekcie praca aktora może nawet zostać niezauważona, bo nie widać różnicy, a płynny i naturalny sposób interpretacji wciąga widza w narrację filmu, który nie zdaje sobie sprawy z tego ile zaangażowania aktor musiał włożyć wcześniej, aby osiągnąć taki efekt.

Zawód aktora utrzymuje mnie w życiu w dyscyplinie, wymaga różnych wyrzeczeń bez określonego wymiaru czasu. Każda sytuacja, człowiek, przygoda jest inspiracją, nauką, którą wykorzystuję do stworzenia postaci. Luisa Mariani to profesjonalna reżyser, ufam jej i pozwalam jej się prowadzić przed kamerą. Przed nami kolejna premiera włoskiego długometrażowego filmu kinowego, którego tytułu nie mogę na razie zdradzić, ale po wstępnej kolaudacji widzę jak efektowny, mądry i wywarzony jest jej udział w naszej współpracy. Staram się być zawsze  przygotowany, czytelny, aby z łatwością się ze mną pracowało. Oczywiście nauczyłem się w życiu, że jeżeli czegoś nie rozumiem to pytam, rozmawiam o tym. Uważam, że spokojny i rozważny dialog jest podstawą do sukcesu w pracy.

Jan Kozaczuk, Luisa Mariani, Marsylia, fot. archiwum Jana Kozaczuka

 

Jakie filmy Pana inspirują i które mógłby Pan zaproponować na wakacje dla naszych Czytelników?

Film, który na stałe zagościł w moim sercu to ,,Jeszcze tylko ten las” w reżyserii Jana Łomnickiego, z Ryszardą Hanin w roli głównej. To film o migracji, o postawionych granicach, też emocjonalnych i wytrzymałości, o kondycji psychicznej człowieka, ale również jest w nim dużo walki, przemocy, cierpienia i niesprawiedliwości… więcej nie powiem, trzeba zobaczyć.

Dużo oglądam, trudno jest mi powiedzieć, co mógłbym polecić. Lubię kino sf i dramat, polski, włoski czy francuski. Komedie również sobie cenię. Scenariusze obecnie są tak ciekawie napisane. Polskie młode kino jest doceniane na świecie. Polskie filmy zdobywają nagrody na międzynarodowych festiwalach. Trzeba śledzić internet i docierać samemu co się chce oglądać.

Oczywiście polecam obejrzeć film włoski Luisy Mariani pt. ,,Maree della Memoria” z moim znaczącym aktorskim udziałem, bo przyniósł nam liczne nagrody na Międzynarodowym Festiwalu Filmów w Nowym Jorku, gdzie zdobył główną nagrodę GOLD AWARD, w Meksyku i  Hiszpanii. Mam nadzieję,  że zostanie też zaprezentowany na festiwalu w Polsce.

 

*

A Wy Was również podróże inspirują? Jakie filmy najbardziej lubicie? Zostawcie komentarz poniżej!

Zapraszamy na kolejne odcinki wakacyjnej serii, a także lektury tekstów, jakie publikowaliśmy w tym roku i poprzednich latach.

 

PolskiFR na wakacjach 5 #1 | Chrześcijańskie perły Sycylii >>>

 

PolskiFR na wakacjach 4 #8 | Niezwykły klimat Hajnówki >>>

PolskiFR na wakacjach 4 #7 | Czarna Madonna w USA >>>

PolskiFR na wakacjach 4 #6 | Wyjątkowy Asyż >>>

PolskiFR na wakacjach 4 #5 | Polonijna emigracja serc w Czarnogórze >>>

PolskiFR na wakacjach 4 #4 | Jestem w 100 proc. Polką i Senegalką >>>

PolskiFR na wakacjach 4 #3 | Letni odpoczynek w parkach Paryża >>>

PolskiFR na wakacjach 4 #2 | Śladami św. Pawła – pielgrzymka morska >>>

PolskiFR na wakacjach 4 #1 | Chopin au Jardin, czyli polska muzyka klasyczna w Paryżu >>>

 

PolskiFR na wakacjach 3 #8 | Odpust ku czci św. Jacka na Korsyce >>>

PolskiFR na wakacjach 3 #7 | „Niektórzy zdrowieją dla rodziny, rodzina ich motywuje” >>>

PolskiFR na wakacjach 3 #6 | Młodzi Polacy odwiedzili Paryż >>> 

PolskiFR na wakacjach 3 #5 | Z wizytą w Zuzeli >>> 

PolskiFR na wakacjach 3 #4 | Polska w pięciu językach (też po francusku) >>> 

PolskiFR na wakacjach 3 #3 | Gdzie na rowerowe wakacje we Francji? >>> 

PolskiFR na wakacjach 3 #2 | Wakacyjne rady Konsula RP >>> 

PolskiFR na wakacjach 3 #1 | Wśród francuskich Basków >>> 

 

PolskiFR na wakacjach 2 #5 | Podziwiając mały Paryż w Inwałdzie >>> 

PolskiFR na wakacjach 2 #4 | Z wizytą w Paryżu koło Żnina >>> 

PolskiFR na wakacjach 2 #3 | W „polskim” kościele św. Filipa z Roule >>>

PolskiFR na wakacjach 2 #2 | Na moście imienia króla Polski w Paryżu >>>

PolskiFR na wakacjach 2 #1 | Na herbatce u Sienkiewicza w Saint-Maur-des-Fossés >>>

 

PolskiFR na wakacjach #7 | Korsyka, czyli blisko i daleko >>>

PolskiFR na wakacjach #6 | Nowa Akwitania i Kraj Loary – dlaczego warto tam zajrzeć? >>>

PolskiFR na wakacjach #5 | Południowe klimaty >>> 

PolskiFR na wakacjach #4 | Od Burgundii po Alpy – wybierz coś dla siebie >>> 

PolskiFR na wakacjach #3 | Co warto zobaczyć w Hauts-de-France i Grand Est? >>> 

PolskiFR na wakacjach #2 | Wakacje po bretońsku i normandzku >>> 

PolskiFR na wakacjach #1 | Atrakcje Paryża, Île-de-France i Regionu Centralnego-Doliny Loary >>> 

 

czytaj też:

#PolacyUSA/Krótka historia Amerykańskiej Częstochowy >>>

Lato, lato wszędzie… – nasze propozycje >>> 

Odkryj Świętego #9 | Św. Jacek Odrowąż – patron domu PMK na Korsyce >>> 

Odkryj sanktuarium #5 | Nieodkryta perła w Bétharram niedaleko Lourdes >>> 

Trójkolorowe zapiski #23 | Ja Napoleon i mój kodeks karny >>>