szukaj
Wyszukaj w serwisie

Misjonarz uratowany przed śmiercią: „Byliśmy znakiem nadziei”

ks. Tomasz Sokół / AH / 07.01.2022
fot. dzięki uprzejmości ks. Mateusza Dziedzica
fot. dzięki uprzejmości ks. Mateusza Dziedzica

Ks. Mateusz Dziedzic przez lata pracował w Afryce, a teraz jest duszpasterzem w Neuilly-sur-Marne (Île-de-France). W pewnym momencie swojej pracy misyjnej jego życiu groziło poważne niebezpieczeństwo: został nawet wzięty do niewoli, gdzie spędził 6 tygodni. W rozmowie z polskifr.fr powrócił pamięcią do tamtego czasu i opowiedział m.in. o tym, co pozwoliło mu przetrwać ten niełatwy okres.

Pierwsza część naszej rozmowy >>>


Ks. Tomasz Sokół: Jak to się stało, że w Afryce znalazłeś się w tak dużym niebezpieczeństwie?

Ks. Mateusz Dziedzic: Problemy nasze rozpoczęły się w 2013 r., czyli 4 lata po moim przyjeździe, kiedy był zamach stanu, kiedy rebelianci z Sudanu, Czadu i inni, przejęli władzę. Szef rebelii ogłosił się prezydentem, a jego ludzie rozjechali się po całym kraju i zaczęli rządzić bardzo ostro, bardzo krwawo, to wtedy przeżyliśmy bardzo trudne chwile. Mieliśmy oczywiście możliwość wyjazdu, przed samym zamachem stanu, mieliśmy niepokojące informacje z naszych ministerstw. Francuzi je mieli, Włosi, Hiszpanie i my Polacy. Była więc możliwość ewakuacji, bo istniało prawdopodobieństwo, że będzie bardzo niebezpiecznie. Nikt z tego nie skorzystał. Wszyscy misjonarze z Europy zostali na miejscu. Zostaliśmy z naszymi wiernymi, nie wiedzieliśmy, co będzie, nie spodziewaliśmy się, iż będzie tak niebezpiecznie. Tak też było niebezpiecznie, ale dlatego, że byliśmy dla ludzi szczególnymi znakiem nadziei. Ludzie – kiedy było najbardziej niebezpiecznie – uciekali na placówki misyjne, chronili się w naszych kościołach, salach parafialnych, naszych szkołach. Nawet na początku przynosili swoje rzeczy, dlatego magazyny nasze były pełne,  aby je uchronić przed rebeliantami, a później sami przychodzili. Mieliśmy bardzo dużo ludzi na misji: dzieci, kobiety, no i pomagaliśmy im, ile sami mogliśmy. Lekarstwa, woda, jedzenie, ale przede wszystkim, dla nich byliśmy znakiem nadziei kiedy było niebezpiecznie.

fot. dzięki uprzejmości ks. Mateusza Dziedzica

Byłeś internowany i aresztowany, jak przeżywałeś tę trudną chwilę?

Nie była to łatwa chwila, coś nowego, ale Pan Bóg był i czuwał nad wszystkim. Przeżyłem 6 tygodni w niewoli, trudne chwile, ale wszędzie opowiadam, że jestem przykładem tego, że modlitwa za kapłanów, za misjonarzy, ma wielki sens, ja jestem tu żywym przykładem – ona działa.  Wtedy, kiedy zostałem zatrzymany, bardzo dużo ludzi się za mnie modliło, sprawa była głośna, szczególnie w Polsce, w mediach katolickich, w innych publicznych mediach. Bardzo dużo ludzi wtedy rozpoczęło modlitwę za mnie i ci, którzy mnie znali w Afryce w parafiach, Afrykańczycy, jak również moi przyjaciele, moi znajomi, moja rodzina, ale też ludzie, którzy usłyszeli, że misjonarz został porwany, których ja osobiście nie znałem, którzy mnie nie znali, i ta właśnie modlitwa działała. Ta modlitwa była moją wyjątkową siłą. Pan Bóg działał niesamowite znaki, cuda, kiedy byłam w niewoli, gdy rebelianci się stopniowo zmieniali, gdy np. pozwolili na przesyłkę, początkowo nie chcieli się zgodzić, a ta przesyłka dla mnie była bardzo ważna, bo była to woda, były to lekarstwa. Gdybym nie miał tych lekarstw, nie przeżyłbym tej niewoli i nie moglibyśmy teraz razem rozmawiać. Później były inne rzeczy do Mszy św. i pozwolili mi też na modlitwę.  Dostałem takie pozwolenie, a później przyszedł moment, kiedy będąc sam… po tygodniu, przeżyłem własny kryzys, chciałem stamtąd iść, ale w końcu, zrodziła się siła, żeby powiedzieć Bogu: „Bądź wola Twoja”. Kiedy zgodziłem się z tą niewolą, wówczas wszystko się zmieniło, przebaczyłem rebeliantom, zacząłem z nimi normalnie rozmawiać i wiedziałem, że jestem tam potrzebny dla innych więźniów. Po tej zgodzie z wolą Bożą przyszedł niesamowity pokój, pokój mego serca, którego nie znałem wcześniej, którego nigdy nie miałem, dopiero później, gdy wyszedłem z niewoli, uświadomiłem sobie mocno, skąd ten pokój serca był – to oczywiście był owoc głębokiej modlitwy. Tylu ludzi się za mnie modliło, a owocem tej modlitwy był pokój, radość, ja tenże pokój serca miałem i mogłem być również ogromnym wsparciem dla współwięźniów. Nawet teraz, będąc we Francji, spotykam ludzi, którzy mi mówili: księże my 7 lat temu za księdza modliliśmy się. Do dzisiaj także spotykam ludzi w różnych miejscach Polski i świata, którzy się za mnie wtedy modlili i to są właśnie czytelne dowody, jak bardzo modlitwa wstawiennicza mocno i cudownie działa.

Konflikty zbrojne w Afryce – czy one mają wpływ na niekontrolowany przepływ ludności?

Na pewno mają wpływ, jeśli jest to konflikt zbrojny, kiedy jest niebezpiecznie, a ludzie uciekają tam, gdzie mają w miarę bezpiecznie. Uciekają na nasze placówki misyjne, czasem blisko granicy, uciekają oni do sąsiedniego kraju np. Kongo albo do Kamerunu. Nie mają wielkich możliwości, żeby bezpiecznie uciekać, a nie wszyscy mają możliwości, aby uciekać również do Europy. Niektórzy oczywiście wyjeżdżali do Francji, ale byli to nieliczni, tylko ci których było stać, reszta przemieszczała się w miejsca bezpieczne. Czasem  do lasu, do buszu i tam w buszu, potrafią przetrwać 3 tygodnie, 4 tygodnie będąc w skrajnych warunkach. Wyczerpani ogromnie, wracają potem do swoich miejsc, ale tylko dlatego, żeby ratować swoje życie.

Czy znane są w Afryce jakieś polskie postacie lub autorytety?

Jan Paweł II znany jest jako papież, który tam był i jako pierwszy papież odwiedził Republikę Środkowoafrykańską w 1985 r. i jest bardzo dużo ludzi, którzy kojarzą Polskę, właśnie z naszym papieżem. Jak się mówi im, że Polak, to oni: „A, to jesteś bratem Jana Pawła II” – takie sformułowania słyszałem wiele razy.  Kto jest jeszcze znany? Znany jest Robert Lewandowski, bo w Afryce, w środku buszu, można znaleźć telewizję, wyświetlane są mecze Ligii Mistrzów i dlatego znani tam są wszyscy piłkarze – ci oczywiście najlepsi. Są też znani inni polscy Święci, o których my opowiadamy np.:  Maksymilian Maria Kolbe, bł. Karolina. Dużo mówimy tamtejszej młodzieży o sakramencie bierzmowania. Warto tu wspomnieć, iż bardzo mocno interesuje ich postać bł. Karoliny. Ja sam miałem kilka konferencji o bł. Karolinie i miałem wtedy ogromnie dużo pytań o nią. Bo bł. Karolina była zwykłym dzieckiem wiejskim, kiedy w wieku 16 lat nauczała katechizmu, a później oddała życie w obronie czystości – to bardzo do nich przemawia.

A wsparcie z Polski?

Jest, mamy takie wsparcie. Ja przecież jestem księdzem diecezji tarnowskiej, a w tejże diecezji animacja misyjna jest bardzo rozwinięta i mamy takie wsparcie na wszystkie nasze projekty. W diecezji działa akcja kolędników misyjnych, właśnie z tej kolędy misyjnej również wiele projektów misyjnych udanie realizujemy. Mamy także indywidualnych dobroczyńców, których  spotykamy na urlopach, którzy nam ogromnie pomagają i później my sami możemy pomagać innym. Pod względem materialnym organizowana jest więc duża pomocy z Polski, ale też cieszymy się, iż mamy szczególne zaplecze modlitewne, bo wielu ludzi za nas się modli, modli się za wszystkich misjonarzy.

fot. dzięki uprzejmości ks. Mateusza Dziedzica

Ks. Mateusz o porwaniu w RDN TV >>>

czytaj też:

Bp Jan Ozga: powołanie misyjne zawdzięczam Janowi Pawłowi II >>>

#JadęNaMisje | Dominika Kędzierska: warto zaryzykować (odc. 7, cały wywiad) >>>

Ks. Marek Kapłon, przyszły misjonarz: chciałbym spróbować… >>>

Wyjazdu na misje nie trzeba się bać >>>

Niecodzienny wpis #17 | Cztery kolory. Niebieski >>>

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Avatar użytkownika, wgrany podczas tworzenia komentarza.


2024-05-17 23:15:12