szukaj
Wyszukaj w serwisie

Eugenia Wiśniewski – przedstawicielka Polaków z północy Francji

Artur Hanula / 28.12.2019
Pani Eugenia Wiśniewski, fot. AH
Pani Eugenia Wiśniewski, fot. AH

Dobiega końca rok 2019, w którym przeżywaliśmy wyjątkową rocznicę – 100-lecie przybycia Polaków na północ Francji. Z tej okazji zadaliśmy kilka pytań pani Eugenii Wiśniewskiej mieszkającej obecnie w domu PMK w La Ferté-sous-Jouarre, która urodziła się właśnie w polskiej społeczności na francuskiej północy. Oboje rodzice byli Polakami. Nasza rozmówczyni dzieli się wspomnieniami wyniesionymi z domu rodzinnego; opowiada m.in. o przeżywaniu Bożego Narodzenia w czasach jej dzieciństwa, wspomina najważniejsze fakty z życia jej rodziny i bliskich na północy Francji oraz zdradza swoją miłość do… PSG i Lille OSC.


Artur Hanula: Jak wiadomo w tym roku przeżywamy 100 rocznicę przybycia Polaków na północ Francji. Historia pani rodziny wpisuje się w te dzieje Polaków na francuskiej północy. Jak pani przodkowie znaleźli się we Francji? Pani rodzice byli Polakami, prawda?

Eugenia Wiśniewski: Mój ojciec Stanisław Kobierski urodził się w Skoraszewicach. Przyjechał do Francji, gdy potrzeba było robotników po I wojnie światowej, podczas której Francuzi stracili wielu mężczyzn. Był żołnierzem marynarki. Ojciec przyjechał prosto z Polski na północ Francji. Rodzice mojej mamy pracowali w niemieckiej kopalni. Nazywali się Jędrzejczak. Pobrali się w latach 80. XIX w. W 1920 r. przyjechali pociągiem do Francji razem z licznymi rodzinami; tysiące Polaków… Moja mama urodziła się w niemieckim Recklinghausen Süd w 1906 r.; chodziła do tamtejszej szkoły. Kiedy wraz z rodzicami przyjechała do Francji, miała 14 lat. Mama rozmawiała z rodzicami po polsku, ale czytała i pisała po niemiecku.

Gdy moi dziadkowie i mama przybyli na północ Francji, zastali już gotowe domostwa czekające na przyjęcie Polaków w Douai.

Współczesne Douai, fot. Pir6mon, Bloody-libu, wikimedia (na licencji CC BY-SA 3.0)

Mój dziadek był moim ojcem chrzestnym (ja się urodziłam w 1935 r.). Był prezesem stowarzyszenia mężczyzn katolickich na północy Francji. Przeżywali uroczystości po polsku, ze sztandarami polskimi. To byli Polacy, sercem związani z Polską, mimo że musieli przybyć do Francji, żeby pracować.

A.H.: Jakie są pani wspomnienia z dzieciństwa? Na ile w pani rodzinie pielęgnowano polskie tradycje i zwyczaje? Na ile rozmawiano o polskiej historii? Może pani opisać przeżywanie Bożego Narodzenia, Wielkanocy, ślubów w pani domu rodzinnym.

E.W.: Wszystko przeżywaliśmy po polsku, gdyż od kiedy pamiętam mieliśmy polskiego księdza. Polacy przyjechali z księdzem i nauczycielką, którzy pomagali im wypełniać dokumenty. Dobrze to było zorganizowane. Moi rodzice przyjechali do Francji, ale wielu Polaków udawało się do Belgii.

We Francji urodziło się też moje rodzeństwo. Do dziś żyje tylko moja siostra Wanda, która w maju przyszłego roku skończy 95 lat. Do dziś ma znakomitą pamięć, jak uczennica. Było nas pięcioro. Dwie siostry (Zofia i Wanda) i brat (Heniu) byli ode mnie starsi. Miałam też młodszego brata. Z bratową często rozmawiamy przez telefon. Ma troje dzieci, które też są wychowywane po polsku. Zachowywaliśmy polskie tradycyjne i dlatego ja się teraz znajduję w polskim domu (śmiech).

Rodzinne zdjęcie ślubne; nasza rozmówczyni zaznaczona na fotografii, fot. AH

Rodziny były polskie, z polskimi korzeniami. To zostało w naszych sercach, mimo że nie mówimy dobrze po polsku, bo całe życie pracowaliśmy we Francji. Polskość nigdy nie wyszła z naszych serc. Na francuskiej północy do dziś mamy polskich księży. Moja rodzina na północy w trakcie świętowania różnych okazji lubi sobie pośpiewać polskie piosenki. We Francji świętuje się bardziej urodziny niż imieniny; inaczej niż w Polsce. Organizowano duże przyjęcia. Również śluby świętowano po polsku: łącznie z piosenkami, itd. Msza św. też była odprawiana oczywiście po polsku. Zabawa odbywała się w największym pokoju w domu. Mogę zaśpiewać fragment jednej z piosenek (śpiew):

Jak długo w sercach naszych ojczysta miłość tkwi…

Zdjęcie z kolekcji pani Eugenii, fot. AH

Podobnie było z moim ślubem – był urządzony po polsku.

W czasie Bożego Narodzenia śpiewaliśmy kolędy. Znam prawie wszystkie polskie kolędy. Ksiądz chodził po kolędzie. Wręczaliśmy sobie prezenty, jedliśmy Wigilię – jak w Polsce. Ja byłam prezesem polskiego Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Żeńskiej do 23 roku życia. W trakcie zebrań m.in. przygotowywaliśmy uroczystości polonijne, np. na 3 Maja. Do La Ferté-sous-Jouarre przyjechałam pierwszy raz jak miałam 16 lat. Byli tu jeszcze ojcowie oblaci. Znałam ten polski dom już wtedy, choć tu było jeszcze inaczej.

Pani Eugenia posiada wiele polskich akcentów w swoim pokoju, fot. AH

Mieliśmy polską nauczycielkę, która przychodziła dwa razy w tygodniu do francuskiej szkoły, żeby nas uczyć polskiego. Ogółem były to 2 godziny tygodniowo. Do dziś pamiętam jej nazwisko – to była pani Zgórecka. Uczyła mnie od 6 do 14 roku życia. Mieliśmy polskie książeczki. Po przybyciu Polaków w ciągu trzech, czterech lat powstawały różne organizacje polonijne, np. oprócz Stowarzyszenia Młodzieży Żeńskiej były też Towarzystwa Polek, Towarzystwa Różańcowe, sokoły (ja też byłam w sokołach, czyli organizacjach gimnastycznych); były też Towarzystwa Dzieci. Można powiedzieć, że to były miasteczka polskie, jak na przykład to, gdzie ja się urodziłam, czyli Sin-le-Noble (niedaleko Douai i Waziers). Miało ono między 14 a 18 tys. mieszkańców. Ochrzczono mnie w pobliskim Dechy.

Kościół Saint-Martin de Sin-le-Noble, fot. Floflo62 – Praca własna, wikimedia (na licencji CC BY-SA 3.0)

Polaków na północy były miliony. To była mała Polska. Dopiero po 30, 40 latach pojawiały się małżeństwa mieszane polsko-francuskie.

Inna fotografia z kolekcji rozmówczyni, fot. AH

A.H.: Czy już jako dorosła osoba starała się pani zawsze podtrzymywać polskość? Czy można powiedzieć, że jest pani reprezentantką dwóch narodów: polskiego i francuskiego?

E.W.: Ja mówiłam dobrze po francusku. Mój ojciec bardzo cieszył się, że studiowałam, a potem pracowałam u notariuszy. Zajmowałam się m.in. adopcjami polsko-francuskimi. Bardzo lubiłam swoją pracę. Nie mogłabym robić nic innego. Często gdy Polacy potrzebowali przykładowo wynająć jakąś salę na potrzeby uroczystości wysyłali mnie do merostwa, żebym tę sprawę załatwiła. Starsi Polacy nie znali dobrze francuskiego, więc młodsi musieli pomagać w kontaktach z Francuzami. Polacy często mówili: “Gienia, idź tam załatw to lub tamto”. Potem nawet księża przychodzili do mnie po pomoc we francuskim (śmiech).

Zdjęcie rodzinne naszej rozmówczyni, fot. AH

Muszę powiedzieć, że zawsze spotykaliśmy się z życzliwością Francuzów, zarówno merostwa jak i pospolitych ludzi. Polski ksiądz odwiedzał rodziny, żeby dowiedzieć się czy wszystko jest w porządku. Było bardzo rodzinnie i sympatycznie.

Po ślubie z moim mężem mieszkaliśmy jeszcze na północy, a 10 lat temu przyjechaliśmy do La Ferté-sous-Jouarre. Mąż nie żyje już od ponad 6 lat. Spoczywa na północy razem z naszym synem. W uroczystościach pogrzebowych męża brali udział zaprzyjaźnieni z nami księża.

Pani Eugenia z mężem Marcelem, fot. AH

Mój mąż lubił piłkę nożną. Oglądali mecze razem z miejscowym księdzem. Ja do dziś interesuję się piłką. Śledzę ligę francuską, np. PSG. Znam Mbappé i innych piłkarzy. W PSG gra też Neymar, ale on ma taki zwyczaj, że nawet lekko popchnięty kładzie się na boisku. Lille jest mi bliskie, bo w tamtych stronach przecież się urodziłam. Tu w La Ferté-sous-Jouarre mieszka też Polka, która pochodzi właśnie z Lille. Kupuję nawet gazetę, żeby wiedzieć kiedy będą rozgrywane mecze.

Pani Eugenia i jej rodzinne pamiątki, fot. AH

Tak, jestem reprezentantką dwóch narodów, bo z pochodzenia jestem Polką, ale jednak wykształconą i pracującą blisko 40 lat we Francji i na co dzień mówiącą w szkole i pracy po francusku.

A.H.: Czym dla pani jest patriotyzm? Jak pani myśli: na ile ważne jest współcześnie mówienie dzieciom Polaków urodzonym już we Francji, że są Polakami, że powinny poznawać historię Polski, itd.? Czy powinno się w ogóle przypominać dzieciom, że mają polskie korzenie?

E.W.: Dla mnie zawsze bogactwem było posiadanie polskich korzeni. Pięknym przeżyciem były też odwiedziny polskiego papieża Jana Pawła II na północy Francji. Do dziś w moich rodzinnych stronach, w Waziers, posługuje polski ksiądz, który się nazywa Wojtyła. Mówi o sobie, że pochodzi z tego samego rodu co papież Polak. Jest podobno ostatnim żyjącym przedstawicielem tej gałęzi Wojtyłów.

W naszych rodzinnych stronach polski ksiądz organizuje polsko-francuskie nabożeństwa. Zacieśnia się wspólnota polsko-francuska.

Uważam, że oczywiście trzeba mówić dzieciom o Polsce. Dzięki temu już 100 lat istnieje polskość na północy Francji. Mogę dodać, że w mojej miejscowości pracuje teraz pięciu notariuszy, a jeden podobnie jak ja jest pochodzenia polskiego.

Pamiątka rodzinna pani Eugenii, fot. AH

Mimo wszystko bardziej czuję się Polką, bo w moich żyłach płynie polska krew. Jak mówiłam, polskie tradycje i obyczaje były mocno obecne w naszym domu i naszych rodzinnych stronach. Zawsze byłam dumna z polskich korzeni.

A.H.: Czy w pani domu mówiło się o tym przybyciu Polaków na północ Francji? Czy ta setna rocznica przybycia Polaków do Francji jest dla pani czymś wyjątkowym, bardzo ważnym w historii pani życia?

E.W.: Ta rocznica jest ważna. Wspominaliśmy naszych dziadków, którzy pochodzili z regionu poznańskiego. Dziś możemy się zastanawiać co by było, gdybyśmy urodzili się w Polsce albo Niemczech, a nie we Francji.

Prezent od polskiego księdza dla pani Eugenii, fot. AH

Na koniec mogę powiedzieć jak raz byłam z mężem w Polsce. Mąż zabrał trochę ziemi polskiej do Francji, żeby przypominała nam skąd się wywodzimy.

A.H.: Dziękuję bardzo za rozmowę.

Jedna odpowiedź do “Eugenia Wiśniewski – przedstawicielka Polaków z północy Francji”

  1. Ona pisze:

    Witam.mieszkam blisko Skoraszewi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Avatar użytkownika, wgrany podczas tworzenia komentarza.


2024-04-11 23:15:11