szukaj
Wyszukaj w serwisie

Sto lat Polonii na Północy Francji

Paweł Rozwód / 20.08.2019



Trwają obchody setnej rocznicy napływu polskiej emigracji na Północ Francji; ich inauguracja miała miejsce na początku maja w polskim kościele Milenium, zbudowanym w roku jubileuszu tysiąclecia chrztu Polski w Lens. Wydarzenia rocznicowe przewidziane są na najbliższe pięć lat w ramach projektu „Misja Stulecia Masowego Przybycia Polaków do Francji”.


– Wszystko zaczęło się w 1919 r. podpisaniem między Francją, a Polską konwencji dotyczącej emigracji, ponieważ Francja po I wojnie światowej potrzebowała rąk do pracy. Na mocy tej konwencji pierwsze transporty z Polski przyjechały do Francji już pod koniec 1919 r. i na początku 1920 r. Byli to głównie ludzie, którzy nie mieli pracy w Polsce, osoby samotne, przeważnie mężczyźni – opowiada prof. Gabriel Garçon.

Polacy pracowali głównie w górnictwie, choć duża liczba osób, przeważnie kobiety, była zatrudniona także w rolnictwie. – Najbardziej pożądanymi pracownikami w kopalniach byli Polacy, którzy już pracowali w górnictwie na terenie niemieckiej Westfalii. Oni zaczęli przyjeżdżać od 1921 r., kiedy to przy konsulacie polskim w Essen zostało założone francuskie biuro pośrednictwa pracy prowadzące werbunek górników. Trwało to do 1925 r., kiedy Niemcy zorientowali się, że odpływa im siła robocza. W statystykach po 1925 r. bardzo trudno jest rozróżnić Polaków, którzy przyjechali z Polski od tych, którzy przybyli z Niemiec – mówi prof. Garçon.


Pierwsi emigranci zastali bardzo trudne warunki życiowe, z czasem przy kopalniach zaczęły powstawać polskie kolonie mieszkalne. – Ci którzy przyjechali na początku byli bardzo samotni, żyli w bardzo trudnych warunkach, w barakach. Ich rodziny dojechały dopiero później – podkreśla prezydent Collecitif Polonia Hauts de France Edmond Oszczak. Dodaje, że potem kompanie górnicze dawały Polakom opieką socjalną i zdrowotną, ubezpieczenia, mieszkania oraz węgiel.

– Z czasem sytuacja zaczęła się poprawiać. Zaczęło się to w zasadzie od 1921 r., kiedy przyjechali polscy górnicy z Westfalii, mający wyższy status społeczny. To oni zaczęli budować polską społeczność. Polskie szkoły i kościoły były budowane przez kompanie górnicze, powstawały polskie organizacje. Sytuacja jednak była zróżnicowana w zależności od podejścia kopalń do potrzeb polskich górników – mówi Edmond Oszczak. –  Powstawały organizacje polonijne, zespoły folklorystyczne, harcerstwo. Odbywały się rozmaite koncerty, występy teatralne, zloty, w których uczestniczyły tysiące osób – dodaje.

Polonia z Okręgu Północnego z okazji rocznicy chce przypominać historię Polaków we Francji. – Był okres, że polskie organizacje bardzo dużo wnosiły od życia społecznego na Północy Francji i działały bardzo prężnie. Dzięki nim rozwijało się życie polonijne, przy kopalniach powstawały polskie osiedla, szkoły, kościoły. Chcemy się jednoczyć i nawiązywać do tamtych tradycji – podkreśla prezydent Collecitif Polonia Hauts de France.

Jak mówi dziekan ks. Daniel Żyliński, w tej chwili Okręg Północny liczy 15 duszpasterskich ośrodków polonijnych. Dodaje jednak, że obecnie przychodzi do nich coraz mnie ludzi i coraz mniej młodych ludzi mówi po polsku.

– Umieją jeszcze śpiewać po polsku, odmawiać modlitwy, ale nie potrafią już rozmawiać. Powstał wielki problem z rodzinami, mało dzieci chodzi na katechezę. Zastanawiamy się jaka będzie przyszłość polskiej emigracji, bo można zachować ducha polskiego, kilka słów języka dla dzieci, ale już nie widać tych dzieci w niedzielę na mszy św., nie widać ich podczas wielkich uroczystości. To jest największy problem w naszych parafiach. Wyzwaniem jest to, jak prowadzić dziś katechezę, jak przyciągać młodych do Kościoła, skoro starsi nie są już zaangażowani w przekazywanie wiary. Są jeszcze w Kościele, ale już nie mają śmiałości mówić dzieciom: jest niedziela, chodź ze mną na mszę św. Zmienił się obraz emigracji na Północy. Wielkim skarbem jest to, że w środowisku polskim zachowano jeszcze trochę duszę rodzinną – dodaje ks. Żyliński.


Wieloletni duszpasterz z kościoła Notre-Dame-des-Mineurs z Waziers, ks. Franciszek Wojtyła OMI zaznacza, że do jego ośrodka przyjeżdża także wielu Francuzów. – Ludzie się gubią, gdzie jest msza św. we Francji, bo nie jest w każdym kościele, dlatego przychodzą do nas – mówi.  Ks. Wojtyła przyjechał do Francji 37 lat temu. – Ten kościół był prawie w ruinie, w Polsce mówiono „Francja elegancja”, a ja tu przyszedłem i zastałem Francję jako dziadostwo. Trzeba było remontować kościół – wspomina.

Pani Irena Królikowska z Waziers urodziła się na Północy Francji jako trzecie pokolenie polskich emigrantów.
– Wiem od moich dziadków, że jak tu przyjechali w roku 1920, nie było im łatwo, dziadzia pracował w kopalni, babcia zajmowała się piątką dzieci. Później było im trochę łatwiej, mieli dom, dzieci poszły do szkoły. Moim rodzicom żyło się już lżej. W domu polskość była utrzymana bardzo ściśle, chodziliśmy do naszego polskiego kościoła i polskiej szkoły. Były dużo organizacji polskich – podkreśla. Mąż pani Ireny też był z pochodzenia Polakiem. – Mieliśmy dwoje dzieci, także wychowywaliśmy je w polskości – dodaje.


Rodzina państwa Józefa i Moniki Olszewskim nie mieszka we Francji tak długo.  – Urodziłem się we Francji w 1943 r., ale w 1947 r. wyjechaliśmy z mamą do Polski, ponieważ ojciec zginął w Dachau. Powróciłem do Francji z żoną, 4,5-letnim synem i 8-letnią córką na zaproszenie dziadka na wakacje, ale zostaliśmy już na stałe – wspomina pan Józef.

– Na początku było ciężko, mąż pracował całe dnie w kopalni, ja zajmowałam się dziećmi, odprowadzałam je do szkoły i przedszkola, dodatkowo pracowałam. Później warunki się poprawiły, dostaliśmy mieszkanie kopalnianie. Teraz udzielamy się społecznie, przygrywamy w zespole – opowiada pani Monika. – Nie było łatwo, ale jakoś sobie poradziliśmy. Dzieci pokończyły szkoły, żyjemy do dziś we Francji i nie narzekamy.

Więcej w wakacyjnym Voix Catholique