szukaj
Wyszukaj w serwisie

Polak i Francuz, dwa bratanki? Polsko-francuskie fakty i mity z II wojną światową w tle

Artur Hanula / 31.08.2019
fot. praca własna na podstawie Pixabay.com
fot. praca własna na podstawie Pixabay.com

Niejednokrotnie można usłyszeć lub przeczytać dość niepochlebne opinie na temat waleczności Francuzów oraz ich gotowości do stawania w obronie Polski. Czy porównania typu Francuz-ktoś strachliwy, Francuz-osoba apatyczna, Francuz-ktoś niezdecydowany są rzeczywiście na miejscu? Może właśnie zbliżająca się 80 rocznica wybuchu II wojny światowej to dobry czas, żeby potwierdzić lub obalić tego typu stwierdzenia.


Jak dobrze wiemy, sytuacja Polski we wrześniu 1939 r. była nie do pozazdroszczenia – sama pomiędzy dwoma potęgami; mówiąc obrazowo: między młotem i kowadłem. A co z naszymi sojusznikami – Anglikami i Francuzami? Faktem historycznym jest, że oba te państwa wypowiedziały wojnę niemieckiemu agresorowi, o czym 3 września poinformowało radio w Polsce. Polacy wprost oszaleli z radości; wielu wznosiło okrzyki na cześć sojuszników. Słowa słowami, ale jak to często w życiu bywa, brakowało konkretów. Anglicy podjęli niezbyt brawurową akcję jaką było zrzucanie ulotek na Berlin, a Francuzi… Ktoś może powie, że wywiesili białe flagi. Tak czy inaczej 12 września sztaby obu alianckich mocarstw zdecydowały: skazujemy Polskę na straty. A miało być tak pięknie… A zatem rzekoma zdrada Polski przez Francję i Anglię to fakt?

Polsko-brytyjskie rozmowy sztabowe, lipiec 1939. Widoczni: Edward Śmigły-Rydz i Edmund Ironside, fot. wikimedia (domena publiczna)

Coś wisiało w powietrzu

Dociekliwi historycy powiedzą, że dla wielu zaskakująca apatia francusko-angielska wyczuwalna była już jednak przez jakiś czas przed wybuchem wojny. Wiele rozmów polsko-alianckich nie odnosiło podobno zamierzonych skutków. Ciągle brakowało konkretów, czyli pomocy sprzętowej i kredytów za zakup broni. Ani Anglicy, ani Francuzi nie byli w stanie faktycznie zaoferować obiecywanej pomocy, a zdecydowanie pomniejszone sumy pożyczki oferowali dopiero po usilnych namowach, mnożąc przy tym biurokrację.

I tak wszystkich zastała II wojna światowa.

“Będziemy umierać za Gdańsk!”

Zanim jednak wybuchła II wojna o zasięgu globalnym zdarzyło się coś, co rzuca cenne światło na sprawę, którą dziś poruszamy. Zdarzyło się i to wcale nie raz!

Rok przed wojną z inicjatywy Jeana Stoetzela powstał Francuski Instytut Opinii Publicznej (IFOP – Institut Français d’Opinion Publique). Przeprowadził on między innymi badanie ankietowe po zakończeniu obrad na tzw. konferencji monachijskiej (koniec września 1938 r.). W dużym skrócie można powiedzieć, że owa konferencja była chyba najbardziej jaskrawym przykładem polityki ustępstw (appeasementu) stosowanej przez aliantów wobec agresywnego Hitlera, który zyskał aprobatę Zachodu na przejęcie sporych terenów Czechosłowacji! Wróćmy do wspomnianego badania. Okazało się, że wbrew wielu współczesnym komentarzom dotyczącym postawy francuskiego społeczeństwa, aż 70% ankietowanych uznawało tylko zbrojną odpowiedź na żądania Hitlera jako jedynie słuszną. A zatem nie ustępstwa, ale siła powinny utemperować zapędy dyktatora.

Neville Chamberlain po powrocie z konferencji monachijskiej deklaruje: „Przywiozłem pokój dla naszych czasów”, lotnisko Heston w Londynie, 30 września 1938, fot. wikimedia (domena publiczna)

Zaznaczmy, że takie a nie inne opinie Francuzów nie były wyssane z palca, ale wyrażane nawet wobec ewidentnie zbliżającego się potężnego konfliktu.

Żeby było ciekawiej, jeszcze w czerwcu 1939 r. Francuzi zapytani wprost o zasadność użycia francuskich sił zbrojnych w obronie zagrożonego przez Hitlera Gdańska odpowiedzieli, że tak: aż 76% respondentów było gotowych umierać za Gdańsk!

Warto zaznaczyć, że podobne nastroje panowały również w społeczeństwach brytyjskim i amerykańskim, które również w zdecydowanej większości opowiadały się po stronie polskości Gdańska i uznawały potrzebę zbrojnej obrony polskiego, a nie niemieckiego, miasta.

Może to nie tylko słowa

Ktoś może powiedzieć, że wspomniane badania ankietowe także były przykładem pustych słów. Ale z drugiej strony można jednocześnie przyznać, że być może postawa alianckich polityków nie wynikała z apatyczności ani strachu, lecz po prostu wyrachowania i chęci uniknięcia za wszelką cenę powtórki z I wojny światowej.

Jedno jest pewne: nie możemy jednoznacznie potępiać Francuzów czy Anglików o brak konsekwencji i konkretów w realizacji sojuszniczych zobowiązań. Należy zawsze brać pod uwagę realia i sytuację w tamtym okresie historycznym. Trzeba też wyraźnie oddzielać postawę polityków od przeciętnych przedstawicieli społeczeństwa. Zapewne bardzo wielu zwykłych Francuzów, a może i większość, nie godziło się z agresywną polityką Hitlera także wobec Gdańska. Nie wnikamy w to, na ile takie deklaracje były wynikiem przywiązania do Gdańska, a na ile troską o własne bezpieczeństwo. Wiadomo, że niektórych alianckich posunięć lub raczej konkretnych braków działania nie da się zaakceptować i obronić, ale zawsze trzeba patrzeć głębiej i szerzej, a wtedy nie oberwie się niewinnym lub mniej winnym osobom czy grupom ludzi.

Tak czy inaczej pozostaje nam wyciągnięcie wniosków z tamtych wydarzeń w myśl zasady “historia nauczycielką życia”.

Strony źródłowe: ciekawostkihistoryczne.pl, wiadomości.wp.pl, dzieje.pl, historykon.pl, niezlomni.com