szukaj
Wyszukaj w serwisie

Ks. Żyliński: moje powołanie to owoc wielu wydarzeń

Ks. Tomasz Sokół / Artur Hanula / 30.11.2023
fot. archiwum ks. Daniela Żylińskiego
fot. archiwum ks. Daniela Żylińskiego

Ciężka choroba w dzieciństwie, wypadek ojca, śmierć cioci, ale też niezwykła wizyta w Lourdes i list od św. o. Pio – ks. Daniel Żyliński, dziekan dekanatu północnego Polskiej Misji Katolickiej we Francji, w swoim życiorysie ma wiele wydarzeń, które wpłynęły na jego powołanie. Jako dla potomka Polaków urodzonego już we Francji kończący się rok 100-lecia masowej emigracji z Polski na ziemię francuską jest dla ks. Żylińskiego szczególny.


„Wszystko zaczęło się w rodzinie” – rozpoczyna swoją opowieść ks. Daniel. Urodził się 29 listopada 1959 r. w Harnes na północy Francji, gdzie obecnie pracuje w polskim duszpasterstwie. Podkreśla, że miał bardzo dobrych rodziców. Jego ojciec Henryk był górnikiem, którego rodzice przyjechali do Francji z Warszawy. Rodzice mamy – Weroniki Michalskiej – również przybyli z Polski, ale z okolic Poznania.

„Było nas w rodzinie pięciu: tylko chłopaki, a drugi brat Franciszek urodzony w 1947 r. żył jedynie 5 miesięcy. Zawsze mówiliśmy, że mamy anioła w niebie” – kontynuuje opowieść rozmówca Polskifr.fr. Jak podkreśla, on i jego bracia wzrastali w pobożnej rodzinie, w atmosferze polskiej. Chodzili też na lekcje języka polskiego. Ojciec pochodził z rodziny adopcyjnej i wiarę przyjął już w wieku dorosłym przed ślubem, mama natomiast uczyła synów modlitwy w różnych sytuacjach, m.in. przed wyjściem do szkoły.

Przyszły kapłan Daniel, podobnie jak jego bracia Henryk, Janusz i Bernard był ministrantem. Ks. Żyliński służył nawet do… „Mszy odprawianej” przez jego brata. „Z bratem Bernardem odprawialiśmy Mszę świętą w domu jako dzieci przy utworzonym ołtarzu. Służyłem mu do tej Mszy. Wszyscy myśleli w rodzinie, że brat zostanie kapłanem, a został lekarzem nie dusz, ale ciał. Padło więc na mnie – najmłodszego z rodziny” – wspomina ks. Daniel Żyliński.

Tragedie i radości u źródeł powołania

Dziekan dekanatu północnego jest przekonany, że na jego powołanie miało wpływ kilka czynników. „Po pierwsze oczywiście wiara i pobożność rodziców i dziadków. Dziadek Franciszek był sparaliżowany 14 lat i leżał w łóżku. Babcia Jadwiga w tygodniu jak i w każdą niedzielę szła na piechotą z domu do kościoła ponad 2 km. Mama należała do Towarzystwa Różańcowego. Była nawet prezeską. Tata należał do Towarzystwa Mężów Katolickich i wiele pomagał przy parafii i w kościele. Zawsze pobożnie obchodził pierwsze piątki miesiąca” – mówi ks. Żyliński i podkreśla, że „rodzinna pobożność była u źródeł powołania”.

Jako dziecko przyszły ksiądz Daniel ciężko zachorował. „Musiałem leżeć w łóżku kilka miesięcy. Nie mogłem nawet patrzeć na światło” – wspomina ks. Żyliński. Już pod koniec choroby lekarze zezwolili, żeby wraz z rodzicami wziął udział w pielgrzymce do Lourdes. „Tam był obecny bp Władysław Rubin, późniejszy kardynał, wtedy delegat ds. polskiej emigracji. Wziął mnie na ramiona i mogłem dotknąć krzewu dzikiej róży u stóp Maryi w Grocie Massabielskiej. Mam zawsze w pamięci tamto wydarzenie” – opowiada ks. Żyliński i zaznacza, że po powrocie lekarze uznali za zbędne dalsze jego leczenie.

Mały Daniel Żyliński przeżył również chorobę ojca. „To był wypadek w kopalni. Tata spadł z wysokości 15 m. Musiał przejść kilka operacji, które do końca się nie udały. Potem kilka miesięcy bezrobocia. Ciężko było w domu, tata cierpiał mocno, nie chciał mieć ostatniej operacji, która mogłaby, choć nie było to wcale takie pewne, go uleczyć” – wspomina tamte trudne wydarzenia dziekan dekanatu północnego. Dodaje: „Tata sam wrócił na piechotę ze szpitala i tak pozostał w domu do końca. Były to dla nas trudne czasy. Sąsiedzi pomagali rodzinie, jednak tata pomału wracał do siebie, ale nie mógł już pracować długo w kopalni, jedynie na powierzchni”. Ojciec ks. Żylińskiego był wdzięczny Bogu za uratowanie jego życia z tamtego wypadku. „Raz w roku, w ramach dziękczynienia za otrzymane łaski, tata urządzał prywatną pielgrzymkę – szedł 35 km na piechotę od domu do kościoła św. Rity w Vendeville koło Lille. Wiedział, iż ona jest Patronką od beznadziejnych przypadków (fr. „les cas désespérés)” – opowiada dziekan.

Ks. Daniel Żyliński bardzo odczuł również chorobę i śmierć cioci Józefiny. „Chorowała na płuca. Była bardzo pobożna. Napisała nawet do Ojca Pio i otrzymała odpowiedź w liście pachnącym fiołkami, że ma się przygotować na wolę Bożą i na spotkanie z Chrystusem. Nastąpiło to kilka dni później. List ten włożono do trumny cioci” – relacjonuje nasz rozmówca.

Będąc już w Instytucie Świętego Kazimierza u oblatów dorastający ks. Daniel Żyliński coraz mocniej odczuwał powołanie do kapłaństwa. Prosił nawet zmarłą babcię Jadwigę o pomoc w tej sprawie. Po ukończeniu liceum w Vaudricourt i zdaniu matury, ks. Żyliński wstąpił do polskiego seminarium duchownego w Paryżu na Rue Des Irlandais. Tam poznał m.in. późniejszego wicerektora Polskiej Misji Katolickiej we Francji ks. prałata Krystiana Gawrona, który był jego profesorem eklezjologii. Seminarium przeniosło się później na Issy-les-Moulineaux, gdzie znajduje się do dziś.

Kapłan w Paryżu i na północy Francji

Święcenia diakonatu ks. Daniel otrzymał w kościele pw. Wniebowzięcia Najśw. Maryi Panny w Paryżu 12 maja 1984 r. z rąk jego Eminencji ks. kard. Józefa Glempa, Prymasa Polski, który pierwszy raz przybył do Francji. Święcenia kapłańskie dokonane zostały w rodzinnej parafii 9 grudnia 1984 r. z rąk bp. Szczepana Wesołego, Delegata KEP do spraw Duszpasterstwa zagranicą. „Zostałem mianowany przez ówczesnego rektora PMK ks. prałata Zbigniewa Bernackiego duszpasterzem polonijnym we Francji, mianowicie w Paryżu na ‘Concorde’ jako wikary” – opowiada o początkach pracy kapłańskiej dziekan dekanatu północnego.

Święcenia diakonatu ks. Daniela Żylińskiego, fot. archiwum ks. Żylińskiego

Święcenia kapłańskie ks. Daniela Żylińskiego, fot. archiwum ks. Żylińskiego

Ks. Bernacki zmarł podczas pielgrzymki do Lourdes. Nowym rektorem został ks. infułat Stanisław Jeż. „Mianował mnie na pół etatu w Polskiej Misji przy tygodniku ‘Głos Katolicki’. Zajmowałem się też rachunkowością. 10 lat byłem w Paryżu. Zachowałem do dziś bardzo dobre kontakty z rodzinami, które poznałem w Paryżu czy w regionie paryskim” – podkreśla ks. Żyliński. Dodaje: „Bardzo się cieszę, że pracowałem w środowisku polskim i poznałem je. To nie jest to samo, co na północy Francji. Zawdzięczam także ks. prałatowi Józefowi Musiałowi, obecnie proboszczowi w parafii św. Genowefy w Paryżu, poznanie wielu nowych pieśni nieznanych na północy. Do dziś jestem w bardzo bliskim kontakcie również z ks. Jurkiem Ciechomskim, który był sekretarzem PMK” – opowiada rozmówca Polskifr.fr.

Pobyt wśród Polonii regionu paryskiego wpłynął nawet na biegłość w posługiwaniu się językiem polskim przez ks. Daniela. „Cieszyłem się, kiedy po kilku latach w Paryżu ktoś postawił mi pytanie czy nie jestem ze Śląska. Na początku z powodu akcentu każdy wiedział, że to Francuz” – mówi ks. Daniel i dodaje: „Później więc wróciłem na północ jako duszpasterz w Liévin, Avion, Billy-Montigny i Calonne-Liévin. Cieszyłem się, że wracam tu na północ ubogacony doświadczeniem paryskim. Wiele mi to pomogło w organizacji pracy duszpasterskiej na północy, mimo że mentalność polska nie jest ta sama co w Paryżu” – zaznacza ks. Żyliński.

W tym roku Polacy północnej Francji świętowali 100-lecie masowego przybycia do Francji. „Mam bardzo miłe wspomnienia z obchodów 100-lecia przybycia Polaków do Liévin i odnalazłem tam byłych parafian, którzy przyszli się przywitać. Bardzo mile wspominają te nasze czasy” – podsumowuje ks. Daniel Żyliński.

 

czytaj też:

Ks. Żyliński: polska kultura i wiara są nierozerwalne >>>

Jubileusz 35-lat kapłaństwa ks. Daniela Żylińskiego, dziekana Dekanatu Północnego >>>

Odbyły się polonijne uroczystości jubileuszowe w Liévin >>>


2024-03-03 00:15:11