szukaj
Wyszukaj w serwisie

Kultura kolęd

Ks. Tadeusz Domżał / 26.12.2023
fot. pixabay.com
fot. pixabay.com

Zdaję sobie sprawę z tego, że temat „Kultura kolęd” nie jest tuzinkowy, ale postaram się przekonać moich czytelników, że kolędy to rzeczywiście źródło kultury. Co więcej, jest to kultura wielowątkowa i wielowymiarowa. Do tej skarbnicy nadziei – kolęd – dokładali swoje cegiełki zarówno wielcy twórcy jak i prości ludzie. Co było magnesem tak wielkiej popularności kolęd?


Dla Polski i Polaków były to przecież lata trudnej historii: rozbiorów i zniknięcia z map Europy na 123 lata. Ta moc i kultura kolęd jest bardzo optymistyczna, bogata, serdeczna i otwierająca człowieka na człowieka. Ile to razy pokłóceni ludzie – przed Wigilią – przebaczali sobie, godzili się ze sobą, podawali sobie ręce i składali życzenia. Każda kolęda ma w sobie jakąś głębię ducha, która inspiruje do przemiany, ku dobru. Ta swoista metamorfoza uczy pochylenia się nad drugim człowiekiem, któremu potrzebna jest pomoc.

Usłyszałem kiedyś taką definicję kultury, w odniesieniu do natury: według natury mocniejszy niszczy słabszego, a według kultury mocniejszy pomaga słabszemu. Warto zauważyć, że jest to zupełne odwrócenie porządku relacji pomiędzy siłą panowania czy władzy w odniesieniu do tych, którzy często sobie w pewnych kwestiach nie radzą i oczekują najzwyklejszego podania dłoni. Jezus Chrystus narodzony jako dziecko w betlejemskiej stajence – w sposób czysto naturalny i zarazem zrozumiały – uczy nas pochylania się nad bliźnim. Czy nie jest to szkoła modlitwy, która zaczyna się od przyklęknięcia i pochylenia? Rodzice pochylają się nad łóżeczkiem, nad synkiem czy córeczką, aby ją czy jego podnieść, uczyć chodzić czy jeździć na rowerku, a opiekunowie ciągle czuwają.

Przed Maryją i Józefem były zamknięte drzwi gospody, niejednej gospody w Jerozolimie, a więc pozostała stajenka w Betlejem. Przeszkodą nie było to, że nie było miejsca, ale bardziej to, że przepisy związane z oczyszczeniem miejsca po narodzinach dziecka były dość kłopotliwe. Pozostała więc grota pod Betlejem, gdzie spędzano zwierzęta. Tam też był żłobek, gdzie zaczęła się droga miłości Boga do człowieka w Jezusie Chrystusie.

Skąd wziął się zwyczaj pustego miejsca przy stole? Być może stąd, że nie wszyscy przyszli o jednym czasie np. mędrcy ze Wschodu. Poza tym, po to, aby zwrócić uwagę na tych, których tu nie ma; którzy byli, a nie przyjdą, którzy byli, a dzisiaj czeka to puste miejsce, jakby łączyło oczekiwanie na Chrystusa i na kogoś jeszcze. Począwszy od 2020 roku – kiedy weszły obostrzenia Covid – tych pustych miejsc przybyło. Czy to tylko przepisy i wymogi epidemiologiczne? Nie do końca. Coś niedobrego stało się z rodziną. Wiele osób świętuje inaczej albo po swojemu. Puste czy wolne miejsce ? – taka drobna różnica, ale warto nad tym się zastanowić. Puste, bo nie mógł, czy wolne, bo nie chciał? Miejmy na uwadze i to, aby radość światła z betlejemskiej nocy zanieść na groby zmarłych. Każda Wigilia ma swoją historię. Jest to jakiś punkt relacji naszego życia w odniesieniu do zbawienia.

Pamiętam taką Wigilię która łączyła się z 10-leciem małżeństwa mojego brata Waldemara. W jego salonie były dwa stoły, przy których zasiadło 26 osób, aby podzielić się opłatkiem i i złożyć sobie życzenia. Po kilku latach nie było już takiej Wigilii, ale postawiłem bratu pytanie: Czy warto było? Bez żadnego namysłu odpowiedział: „Tak!” i dodał: „To była jedyna taka Wigilia w moim życiu, w twoim życiu, w naszym życiu”. Przyznałem mu rację i podziękowałem za tamtą Wigilię sprzed lat. Wigilia to taki dzień, kiedy człowiek jest albo bardzo, bardzo radosny, albo bardzo, bardzo smutny. Przeżywałem Wigilię jako emigrant, gdy przebywałem siedem lat za granicą i niejedną Wigilię w Polsce, gdzie nie zawsze mogłem być przy wigilijnym stole wraz z rodzicami i rodzeństwem. Każda z nich wpisywała się we mnie.

Do dzisiaj lubię śpiewać kolędy i wracać do tamtych wydarzeń kiedy jeszcze żyli moi dziadkowie. Babcia przynosiła racuchy, które zazwyczaj jadłem na drugi dzień, bo bardziej mi smakowały, a tato wkładał sianko pod obrus, a potem nazajutrz szedł karmić kolorowym opłatkiem nasz skromny zwierzyniec, w którym były króliki i jakaś jedna albo dwie świnki i krowa – to taka nasza stajenka. To była Wigilia, gdy po skrzypiącym śniegu szło się na Pasterkę. To była wielka tradycja. Jeszcze jakieś janczary, jakieś sanie i jakaś cisza – atmosfera, którą pamięta się przez całe życie i do dziś i do końca życia. Możemy sobie tylko wyobrazić czym była Wigilia dla tych, którzy byli na Syberii i w innych miejscach, gdzie tworzyli jakieś swoje pieśni pełne nadziei w oparciu o melodię kolęd.

W 1818 roku rozbrzmiała po raz pierwszy najsłynniejsza na świecie kolęda „Cicha noc”. To ona zabłysła jak gwiazda betlejemska w sercach wielu ludzi na całym świecie. Do dziś w tym kościele, w Oberndorf w Austrii jest muzeum tej kolędy. Każdego roku ta kolęda jest wykonywana na specjalnym koncercie w kilku językach przez liczne chóry i zespoły. Przetłumaczono ją do dziś na ponad 300 języków. Jest i sztuka „Betlejem Polskie” Lucjana Rydla, a ile reportaży, konkursów i koncertów?

Życzę radosnych Świąt! Jestem z każdym, kto w oparciu o te słowa uczyni refleksję nad miłością, dobrocią i pokojem. W pojęciu kultury jest miejsce na wszystko, co godne człowieka, nawet mimo różnic. Życzę każdemu: niech w Twoim sercu będzie cisza – tak wielka i święta, abyś Boga usłyszał!

fot. pixabay.com

 

czytaj też:

Boże Narodzenie znane i nieznane >>>


2024-03-01 00:15:11