szukaj
Wyszukaj w serwisie

Wspomnień czar: Rejs Niepodległości

ks. Tomasz Sokół / AH / 10.11.2021
fot. dzięki uprzejmości ks. Mariusza Futymy
fot. dzięki uprzejmości ks. Mariusza Futymy

Setna rocznica odzyskania przez naszą Ojczyznę niepodległości stała się okazją do uświetnienia obchodów tego jakże szczególnego wydarzenia licznymi wystawami, koncertami, uroczystościami religijnymi, a także jedynym i niepowtarzalnym rejsem fregaty „Dar Młodzieży” dookoła świata, który nazwano Rejsem Niepodległości. Wielkość tego wydarzenia podkreśla fakt, iż w organizacji tego przedsięwzięcia pod patronatem Prezydenta RP uczestniczyły Ministerstwo Żeglugi, Uniwersytet Morski w Gdyni oraz Pallotyńska Fundacja Misyjna „Salvatti” – opowiedział portalowi polskifr.fr ks. Mariusz Futyma SAC, kapelan, uczestnik rejsu. Niebawem kolejne Święto Niepodległości, więc to szczególna okazja do wspomnień.


Ks. Mariusz powiedział nam:

Choć od zakończenia rejsu 28 marca br. upłynęły dwa lata to jednak relacje między uczestnikami tego wydarzenia są wciąż żywe. Przykładem na to jest spotkanie z uczestnikami rejsu jakie odbyło się 9 września br. w Paryżu w Centrum Dialogu u Księży Pallotynów. Wspomnienia na nowo odżyły w opowieściach,  świadectwach, tańcach uczestników, którzy w tym właśnie celu przybyli do Paryża by opowiedzieć o tym niezwykłym wydarzeniu i jak ono wpłynęło na ich życie. Opowiadali o codziennym życiu na statku, o ich obowiązkach, radościach, trudnościach związanych z rozłąką i przebywaniem na morzach i oceanach długimi tygodniami, a także o Światowych Dniach Młodzieży w Panamie w styczniu 2019 r. Sam miałem to szczęście uczestniczyć w Rejsie Niepodległości jako kapelan od ŚDM w Panamie do wpłynięcia białej fregaty do portu w Miami na Florydzie. Przebywając 24 h na dobę z uczestnikami rejsu staliśmy się jedną wielką rodziną i byliśmy gotowi na wyrzeczenia jakie niesie ze sobą życie na morzu. Chociaż Rejs Niepodległości zakończył się 28 marca 2019 r. to jednak nasze żeglarskie przeżycie wciąż trwa i co więcej utrzymujemy bliskie relacje, kontakty, ponieważ wydarzenie w jakim mogliśmy uczestniczyć odcisnęło swoją pieczęć na naszym spojrzeniu na życie, a także postrzeganiu świata, który nas otacza. Mam nadzieję, że poniższe świadectwa z odpowiedziami na pytania, postawione obecnym na spotkaniu uczestnikom rejsu, pozwolą odczuć, chociaż w jakiejś niewielkiej mierze to, czego doświadczyliśmy i czego jesteśmy świadkami.

fot. dzięki uprzejmości ks. Mariusza Futymy

 

Odpowiada Weronika Jonak, uczestniczka Rejsu Niepodległości:

Czy przebyty Rejs Niepodległości sprawił, że staliście się sobie bliżsi; może zawiązały się jakieś głębsze przyjaźnie? 

– Oczywiście! Wypróbowane przyjaźnie to najważniejszy ze skutków rejsu. W perspektywie codziennej rejs – to przebywanie wobec żywiołu na niewielkiej powierzchni z grupą osób przedtem obcych: wspólna praca, sen, jedzenie, czas wolny. To naturalnie zmusza do “dotarcia się” (na statku nie sposób żywić urazy, w krótkim czasie stałoby się to nieznośne) i prowokuje sytuacje, w których poznaje się ludzi jak nigdzie indziej.

Spotkania z różnymi ludźmi i ich kulturą. Jakie wywarły na was wrażenia i odczucia? 

– Półżartem uważam, że najbardziej “odmienną” kulturą, którą przyszło nam poznać, była kultura życia na morzu… poważniej: przybywając do nieznanego kraju i miasta na dzień-dwa, czyli tak, jak my w trakcie rejsu, zwykle ogląda się świat mieszkańców z zewnątrz, po turystycznemu. Natomiast naszym wielkim przywilejem było to, że w każdym porcie witali nas ludzie, którzy traktowali każdego z nas jak swojego osobistego gościa. Dzięki czemu na tych krótkich postojach zawsze i całkiem naturalnie uczestniczyliśmy w miejscowej kulturze.

fot. ks. Mariusz Futyma

Obecność na ŚDM pozwoliła wam umocnić lub na nowo rozpalić młodzieńczą wiarę? 

– Myślę, że Boga spotykamy przede wszystkim w bliźnim. Dla mnie najważniejszą częścią obecności na ŚDM było mieszkanie u mojej panamskiej rodziny, w Anton. Przyjęli moją koleżankę i mnie jak córki, naprawdę byli dla nas rodziną. Jesteśmy w kontakcie i mamy nadzieję znów się spotkać, najszybciej, jak to będzie możliwe.

Jeśli stanęlibyście przed podobnym wyzwaniem w przyszłości podjęlibyście kolejną walkę z żywiołami i z opuszczeniem rodzinnych stron? 

– Tak. Mój odcinek rejsu (z Panamy do Gdyni) trwał dwa miesiące. To był mój kolejny dłuższy rejs, ale pierwszy, na którym miałam bezpośredni kontakt z zawodowymi marynarzami w “naturalnym środowisku” i mogłam rzetelnie rozważyć różne warianty życia na morzu, różne możliwości i konsekwencje. W dużej mierze to udział w Rejsie Niepodległości upewnił mnie, że część mojego życia musi być na morzu, pod żaglami, że (co by się nie działo) będzie mi tam dobrze. No i… pływam dalej (i coraz dalej), i coraz dłużej.

fot. ks. Mariusz Futyma

Co chcieliście pokazać tym pięknie wydanym albumem oraz powstającą fabułą filmową?

– Utrwalić Rejs Niepodległości takim, jakim był, po to, żeby jak najwięcej osób mogło chociaż w ten sposób przeżyć wszystko, co z sobą niósł. To, co w nim fascynujące, to, co żmudne. To przygoda, która dała nam wyjątkowy punkt odniesienia i spojrzenie na resztę naszej rzeczywistości, no i chcemy się tym podzielić, bo takie przygody najlepiej i najowocniej żyją w opowieściach.

czytaj też:

Panama z Darem Młodzieży >>>

Migawki z Daru Młodzieży podczas rejsu dookoła świata >>>


2024-03-01 00:15:11