szukaj
Wyszukaj w serwisie

Uciął gałęzie, zamiast soków wypłynęła krew

ks. Tomasz Sokół / AH / 13.05.2022
Wiklina, która krwawiła, fot. dzięki uprzejmości ks. Mariusza Śliwy MS
Wiklina, która krwawiła, fot. dzięki uprzejmości ks. Mariusza Śliwy MS

Dzień 13 maja to wspomnienie Matki Bożej z Fatimy, która w 1917 r. objawiała się trojgu pastuszkom: Łucji, Hiacyncie i Franciszkowi. To jedne z objawień najbardziej znanych i zatwierdzonych przez Kościół katolicki. Warto przy tej okazji przypomnieć, że w południowo-wschodniej Francji w Notre-Dame-de-l’Osier (Owernia-Rodan-Alpy, Isère) w połowie XVII w. Maryja ukazała się niejakiemu Piotrowi Port-Combet. O niezwykłości tego miejsca, swoim powołaniu i pracy we Francji opowiedział portalowi polskifr.fr ks. Mariusz Śliwa, saletyn.


Ks. Tomasz Sokół: Jaka była Księdza droga powołania?

Ks. Mariusz Śliwa MS: Moja droga do powołania zaczęła się w 6 klasie szkoły podstawowej, kiedy zaczęły mi przychodzić rożne myśli, patrząc na księży Saletynów pracujących w naszej Parafii.

Urodziłem się w Rzeszowie, w Parafii Matki Bożej Salentyńskiej. Żadnego wysiłku nie zrobiłem, aby coś gdzieś szukać. Po prostu życie wspólnotowe tych księży, którzy tam byli mnie pociągnęło i również ich sposób odprawiania Mszy Świętej oraz katechezy. I tak to mnie obudziło i zainteresowało wydarzeniami Objawień Matki Bożej Saletyńskiej w La Salette. Słowa z tych objawień: „Idźcie na cały świat i przekażcie to mojemu ludowi”; przesłanie, które Matka Boża Salentyńska objawiła dwojgu dzieciom w La Salete w 1846 r. o modlitwie – są to takie słowa, które mnie mocno wzruszyły w tymże orędziu: „Choćbyście nie wiem jak się modlili i nie wiem co czynili, nigdy nie zdołacie wynagrodzić mi trudu, którego się dla was podjęłam”. Myślę, że to były słowo – z jednej strony – jakby niewdzięczność (niemożność wypełnienia, odwdzięczenia się Matce Bożej), a z drugiej strony Jej całkowite oddanie się i zrobienie wszystkiego za wszelką cenę, abyśmy odkryli samego Chrystusa. Myślę, że to pracowało we mnie i po zdaniu matury zgłosiłem się do zgromadzenia.

Jeszcze przedtem były inne wydarzenia, zajmowałem się sportem, uprawiałem lekkoatletykę, biegałem na 100 m przez plotki, potem na 400 m… w liceum i pod koniec podstawówki. Wtedy dokonało się przedziwne wydarzenie. Były to czasy jeszcze komunizmu polskiego w 70. latach. Wtedy była pewna akcja w naszym klubie w Rzeszowie. Kierownicy klubu wpisywali ludzi do ZMS-u (red. ZMS – Związek Młodzieży Socjalistycznej). Mnie to zdziwiło, aczkolwiek i zdenerwowało, dlatego, że nas zmuszali wziąć deklaracje, aby się wpisać. Ja tą deklaracje wziąłem, ale dałem mamie i nie chciałem należeć już do tego grona. Moja mama, będąc bardzo zdenerwowana na tę propagandę, zadzwoniła do naszego trenera i powiedziała, że jeżeli się nie ugną, to jej syn przestanie chodzić do kadry sportowej. Potem na treningu trener, przychodząc do mnie mówił, iż nie muszę tego dokumentu podpisywać. Obudziło we mnie to wydarzenie następujące pytanie: Do czego ten przymus był? Ta sytuacja pobudziła mnie do szukania innych konkretnych wymagań i prawdy.

Potem zgłosiłem się do seminarium, zostałem oczywiście przyjęty. Kilka razy byłem na stażu, gdyż można było wyjeżdżać z Polski do La Salette i ta właśnie Francja przybliżała mi się, chociaż osobiście nie myślałem, aby tam później być i żyć. Z innymi kolegami z seminarium myśleliśmy, żeby pojechać do Angoli, do Afryki. To była dla nas bardziej podróż misyjna w tamtych czasach i prośba naszego przełożonego generalnego, żeby się zgłosić. Jednak wybuchła tam wojna i wszystko się zatrzymało. W tej sytuacji mój prowincjał powiedział, abym pojechał do Francji.

 

Proszę opowiedzieć o swojej pracy duszpasterskiej we Francji.

Przyjechałem do Francji by pracować, jako ksiądz, dlatego też wcześniej byłem tu parę razy z seminarium, mam także swoją rodzinę we Francji. Ze strony mojego taty, moja ciocia, była deportowana do Niemiec na przymusowe roboty i później znalazła się we Francji. Poznała tu swojego przyszłego męża, wyszła za niego za mąż. W latach 70. ona przyjechała do Polski i nawiązaliśmy wtedy kontakt i to mnie mocno zmobilizowało do języka francuskiego. Po skończeniu nauk i po ukończeniu seminarium wylądowałem tu w 1990 r. W tamtych czasach jeszcze była zupełnie inna sytuacja. Do parafii, gdzie przyjechałem, w Grenoble, były niedzielne Msze św.: dwie Msze rano, i kaplica, w której były odprawiane również Msze św. i była ona pełna ludzi. I tamte czasy były bardziej dynamiczne od dzisiejszych. Dziś tutaj wszystko jakby osłabło szczególnie tam, gdzie jestem w miejscowości Vinay; 40 km od Grenoble mamy wprawdzie katechezy raz w miesiącu. Próbowałem oczywiście to zmienić, zachęcając rodziców do uczestnictwa w katechezie, przynajmniej 2 razy w miesiącu, ale jest to dla nich dosyć trudne, nie są jednak zupełnie przeciwni. Widać teraz duży kontrast. W parafii mamy jedną Msze św. w niedziele. Zmienia się i następuje spadek praktyk; to jest zupełnie ewidentne, ale z drugiej strony myślę o małych grupkach modlitewnych w parafiach, które jednak są, istnieją. W Vinay jest taka fajna grupa; jak przyjechałem tam w miesiącu maju, w każdy dzień organizują modlitewny różaniec. Są to przeważnie osoby pochodzenia portugalskiego, ale też przychodzą Francuzi z miejscowej parafii. Także nie mogę tu powiedzieć, że ludzie się w ogóle nie modlą. Myślę, że modlitwa jest podstawą wszystkiego i pewne owoce przynosi.

Z innych znaków w parafii: są ludzie, którzy przychodzą, aby spotkać się ze mną, aby przygotować np. Komunię Świętą. W tym roku zgłosiły się 2 osoby i przygotowywałem je do Chrztu św. Byli stosunkowo młodzi: 18 lat oraz 22 lata, które to osoby ochrzczone chcą dalej  przygotowywać się do Pierwszej Komunii. Spotykam się z nimi raczej indywidualnie bo to ich pierwszy rok. Myślę, iż są zaciekawieni, choć są jeszcze daleko od tych bieżących spraw religijnych. Jedna dziewczyna, która studiuje komunikacje\ę medialną, 22 lata, Eliza, po prostu chłonie Pismo Święte. Jest ochrzczona, rodzice nie proponowali jej żadnej katechezy. Inne osoby też podobnie wzbudzają swoje zaciekawianie. Czytamy razem Pismo Św., Nowy Testament – czasami wracamy do Starego Testamentu. Ukazuję im głębiej sens Pisma Św., aby go często czytać i rozważać. Są oczywiście zainteresowani tymi wskazówkami. Muszę powiedzieć, że nie są to tłumy, jednak widać ten przekaz wiary, a Kościół nie stracił jeszcze do końca wszystkiego. Chociaż, tak mi się wydaje, że kiedy przyjechałem do Francji, to antyewangelizacyjna propaganda była bardziej nieśmiała.

Dziś także takie słowa przychodzą mi na myśl, czytając o rewolucji francuskiej, należy powiedzieć, iż tam też byli tzw. dechristianizatorzy. Mówi się dużo o prozelityzmie, zarzucając go często Kościołowi. A trzeba również nam mówić o tzw. prozelityzmie ateistycznym, który jest niesamowicie dynamiczny i ma duże środki medialne i wyśmiewają się wprost z ludzi, którzy w obecnych czasach wierzą w Boga. I myślę dalej, że ludzi praktykujący, nawet sami Francuzi, zostali mocno przekonani do laickości. Mówienie czegoś publicznie o wierze, wydaje się jakąś barierą nie do przekroczenia. Ostatnio na przykład zrobiliśmy modlitwę: „Francja się modli”. Wielu ludzi zaczęło się wówczas zastanawiać, czy mają jeszcze prawo publicznie modlić się np. przed kościołem czy przed krzyżem. Jedno z merostw sprzeciwiło się tym ludziom, którzy tam byli i modlili się. Na wszystkich wtedy padł strach, a myśmy utrzymali tę modlitwę w Sanktuarium Notre-Dame-de-l’Osier i jest u nas kaplica – w miejscu Objawienia i można wciąż spokojnie tu przyjeżdżać na modlitwę.

 

Notre-Dame-de-l’Osier – Jaka jest historia Objawienia Matki Bożej w tym miejscu?

Jeden człowiek, który nazywał się Piotr (Pierre) Port-Combet, przeszedł na protestantyzm. 25 marca 1649 r. było święto nakazane, prawo kościelne wówczas było prawem królestwa francuskiego i nie można było pracować na roli w tenże świąteczny dzień. I on mimo wszystko poszedł wyciąć drzewo, z którego robił wiklinowe kosze. Jak uciął gałęzie z tego drzewa sekatorem, to zamiast soków wypłynęła krew. Z początku myślał, że się skaleczył. Zawołał wtedy swoją żonę, która była katoliczką i która odradziła mu, aby pracował w tenże świąteczny dzień. Ona patrząc na jego ręce widziała, iż nie są w ogóle skaleczone. Ucięła sama jedną gałązkę, ale nic się jej nie stało, a jak on osobiście uciął – to zaczęło tryskać krwią. Roznosiło się owo wydarzenie po całej okolicy, a dowód jest taki, że doszła ta sprawa do uszu policji i policja wystawiła jemu mandat. Miał również proces oraz zapłacił mandat za wykonywanie pracy, która w tym dniu była zakazana.

8 lat później w 1657 r. rano Piotr Port-Combet wyszedł o wschodzie słońca, aby orać swoją ziemię. Jego pole było ok. 300 metrów od domu, gdzie zamieszkiwał, a dom był blisko Bazyliki. Kiedy orał w polu nagle zjawiła się pewna młoda dziewczyna i myślał, że jest to jakaś kobieta, która przechodzi przez rolę na skróty i nie jest warta żadnego zainteresowania.

Ale właśnie Ona zwraca się do niego słowami „Szczęść Boże” w jego języku. On zupełnie nie chce z Nią rozmawiać, bo uważa, iż nie ma Jej nic do powiedzenia.

Ona jednak mówi do niego pytając: „Czy zdarzają się tu jakiejś cuda?”. On Jej odpowiada: „Jakieś cuda się zdarzają”. Jednakże jest zupełnie niezainteresowany. Pamiętamy tu, że jest on protestantem… huguenotem.

Wówczas Piękna Pani mówi do niego: „A co się stało z tym człowiekiem, który obcinał drzewo i krew się polała z niego?”. On odpowiedział: „Gdzieś tu mieszka!”. A wtedy Matka Boża mówi do niego: „Myślisz, że nie wiem, że to ty jesteś tym huguenotem?”. I dodaje: „Nawróć się, bo nie zostało ci wiele czasu do życia. Jeżeli się nie nawrócisz… będziesz najbardziej rozżarzonym węglem w piekle!”. On nie chce dalej z Nią rozmawiać, ale Ona do niego wciąż mówi: „Tutaj przychodzą ludzie i modlą się, ale powiedz im, że ich modlitwy nie są wystarczająco skuteczne, jeżeli będą modlić się lepiej, otrzymają o wiele więcej łask od samego Boga”. Piękna Pani zmusza go by zatrzymał swoje woły, które orały pole i zatrzymuje się idąc za Nią ok. 200 metrów – nawet trochę dalej. W tym miejscu po dzień dzisiejszy, gdzie Matka Boża mu się objawiła, jest piękna kaplica.

W końcu  idzie za Nią, bo poruszyło go to, co ta Pani jemu powiedziała i chce z Nią także porozmawiać. Próbuje ją namówić, aby jeszcze trochę została, ale wtedy Matka Boża niestety znika. Spóźniony wraca do domu, a jego żona wyszła na pole i zobaczyła leżący na bruździe pług bez orzącego. Dzieci potwierdziły, że on wcześniej tu był, ale go później nie widziały. Wracając do domu Piotr Port-Combet, poruszony tymże cudownym wydarzeniem, opowiedział wszystko swojej żonie. To, co Matka Boża wcześniej jemu powiedziała, spełniło się, bo 15 sierpnia nawraca się na katolicyzm, a po 6 miesiącach od spotkania z Nią, jego żona prosi księdza, aby przyszedł do domu z Sakramentami. Pojednuje się z Bogiem, spowiada się i otrzymuje sakrament chorych. Po paru dniach umiera.

Jego nawrócenie i śmierć potwierdza wyjątkową prawdę, że Matka Boża, zwracając się do niego, usilnie prosiła, aby upomniał ludzi do dobrej i właściwej modlitwy, aby dotarł też do protestantów, którzy się nie modlą. Należy tu przypomnieć, iż protestanci w tamtym czasie z Maryjnej duchowości trochę się wyśmiewali i ją wyszydzali.

To cudowne wydarzenie zostało szybko uznane przez papieża w XVIII w. Matka Boża była ukoronowana pięknymi koronami – są dekrety poszczególnych papieży – uznające w pełni ważność tegoż Sanktuarium i maryjnego Objawienia. Dlatego przyjeżdża do Notre-Dame-de-l’Osier sporo pielgrzymek, ludzie przybywając tu, głęboko modlą się do Maryi. Jest również specjalna aleja, zrobiona między Bazyliką, a kaplicą Objawienia Matki Bożej. Różaniec jest odmawiany procesyjnie, idąc po tejże drodze. Zapraszam do naszego uroczego miejsca Objawień Pięknej Pani.

*

Notre-Dame-de-l’Osier

Notre-Dame-de-l’Osier est une commune française située dans le département de l’Isère, en région Auvergne-Rhône-Alpes.

czytaj też:

10 mało znanych faktów o objawieniach w Fatimie >>>

Przełożony La Salette: spotkaniu z Bogiem sprzyja panująca tu cisza i piękno przyrody >>>

Chorągiew z utkanym ornamentem z krwawiącymi gałązkami z 25 marca 1649 r., fot. dzięki uprzejmości ks. Mariusza Śliwy MS

fot. dzięki uprzejmości ks. Mariusza Śliwy MS

fot. dzięki uprzejmości ks. Mariusza Śliwy MS

fot. dzięki uprzejmości ks. Mariusza Śliwy MS

fot. dzięki uprzejmości ks. Mariusza Śliwy MS

fot. dzięki uprzejmości ks. Mariusza Śliwy MS

fot. dzięki uprzejmości ks. Mariusza Śliwy MS

fot. dzięki uprzejmości ks. Mariusza Śliwy MS

fot. dzięki uprzejmości ks. Mariusza Śliwy MS

Kapliczka zbudowana na miejscu zjawienia z 1657r., fot. dzięki uprzejmości ks. Mariusza Śliwy MS

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Avatar użytkownika, wgrany podczas tworzenia komentarza.


2024-05-17 23:15:12