szukaj
Wyszukaj w serwisie

Świnia na szafot – nietypowy proces sądowy w czternastowiecznym Falaise

Artur Hanula / 27.03.2019
Proces lochy z prosiętami we Francji, fot. wikimedia (domena publiczna)
Proces lochy z prosiętami we Francji, fot. wikimedia (domena publiczna)

Czy zwierzę może być pełnoprawną stroną procesu sądowego? Okazuje się, że tak. Mniej więcej od połowy XIII w. w średniowiecznej Europie nierzadko zdarzało się, że zwierzaki musiały stawiać się w sądach, głównie w roli oskarżonych. W samej tylko Francji, od XIII do XVI w., można doliczyć się ok. 60 takich zwierzęcych procesów. Bodaj najsłynniejszy odbył się w Falaise w 1386 r.


W średniowieczu wielu zastanawiało się czy zwierzęta można pod względem moralności traktować podobnie do ludzi. Innymi słowy: czy powinny one być karane za łamanie zasad praworządności, czy powinny podlegać praktykom religijnym, jak np. postom, itp. O dziwo, nie zabrakło głosów uznających zwierzaki za istoty, które należy karać podobnie jak przestępców. W związku z tym w niektórych krajach, zwłaszcza we Francji, Niemczech i Szwajcarii, przedstawiciele świata zwierząt byli pozywani do sądu. Barthélemy de Chasseneuz, francuski prawnik żyjący na przełomie XV i XVI w. twierdził, że jeśli skazane zwierzę nie może stawić się w sądzie osobiście, należy ustanowić dla niego pełnomocnika.

Świński proces czy zwyczajne świństwo?

Gdybyśmy prześledzili wszystkie znane przypadki procesów sądowych zwierząt okaże się, że najczęściej przed wymiar sprawiedliwości trafiały zwierzęta domowe, a zazwyczaj świnie. To one były najpopularniejszymi przedstawicielami wśród zwierząt hodowlanych. Jeśli chodzi o zarzuty, jakie stawiano zwierzętom, na szczycie listy znajduje się morderstwo. Taki też zarzut usłyszała pewna trzyletnia maciora, która zjawiła się w sądzie w 1386 r. Działo się to we francuskim Falaise. Została oskarżona o spowodowanie śmierci dziecka pozostawionego bez opieki. Do dziś zachowały się dokumenty z tamtych czasów, w których podane są szczegóły tego dość nietypowego z naszego punktu widzenia procesu.

Współczesny widok na Falaise. Polakom to miasto kojarzy się chyba przede wszystkim z gen. Maczkiem i jego 1 Dywizją Pancerną, fot. Goéland, wikimedia

Proces maciory trwał 9 dni. Oskarżona została odpowiednio ubrana, żeby wyglądać w pełni poważnie w czasie przesłuchania. Przywdziano na nią kubrak i pludry, a jej przednie racice ozdobiły białe rękawiczki. Przerwy między kolejnymi przesłuchaniami świnia spędzała zamknięta na klucz w areszcie i pilnowana przez strażnika. Dostarczano jej jedzenie. Jak prawdziwy oskarżony, miała też swojego obrońcę, który niestety nie mógł wiele wskórać. Zazwyczaj milczenie zwierzęcia traktowano jako przyznanie się do winy, a oskarżona raczej nie powiedziała zbyt wiele na swoją obronę…

Wiemy z ksiąg sądowych, że w Falaise rzemieślnicy sporządzili dla maciory szafot, a władze miasta opłaciły kata. Wyrok zapadł: świnia na szafot!

Kończ, waść, kwiku oszczędź…

Proces maciory przyciągnął rzesze ludzi. W dzień egzekucji ciągle przystrojoną w ludzkie odzienie świnię zawleczono w miejsce, gdzie stał gotowy szafot. Aby sprawiedliwości stało się zadość zwierzę zostało okaleczone podobnie jak kiedyś przyczyniło się do śmierci trzymiesięcznego dziecka. Wtedy kat powiesił maciorę za tylne nogi i założył jej maskę imitującą ludzką twarz. Wszyscy czekali aż się wykrwawi.

Gdy skazana wydała już ostatnie tchnienie, włóczono jej zwłoki po placu targowym, porąbano na części i spalono. Prochy zakopano za miastem.

Wśród widzów egzekucji byli oczywiście przedstawiciele lokalnych władz, czuwający żeby wszystko odbyło się w majestacie prawa. Obecny był także ojciec zamordowanego przez maciorę dziecka, dla którego egzekucja miała być z jednej strony karą za zostawienie dziecka bez opieki, a z drugiej okazją do czerpania satysfakcji z męczarni, jakie przechodziła morderczyni. Co ciekawe, świadkami wydarzenia były też lokalne świnie, który przygnano tam z przymusu, aby nauczyć je moralności i przestrzec przed pójściem w ślady nieszczęsnej maciory.

Dodajmy, że ranga świńskiego procesu była w Falaise na tyle duża, że przez pewien czas w kościele Trójcy Świętej można było podziwiać fresk przedstawiający tamto wydarzenie z pierwszych miesięcy 1386 r. Niestety nie dotrwał on do naszych czasów.

Nie tylko Falaise

Falaise to oczywiście tylko przykład, choć chyba najlepiej udokumentowany, spośród procesów zwierząt. W połowie XV w. w Savigny-sur-Etang również maciora zagryzła pięciolatka. Pomagało jej sześć prosiąt. Cała siódemka trafiła do sądu. Postanowiono, że prosięta jako “nieletni” sprawcy mogą zostać uniewinnieni, natomiast ich matkę spotkały tortury i kara śmierci.

Proces z Autun może być z kolei przykładem kary wymierzonej tym razem dzikim zwierzętom. W tej miejscowości ludziom podpadły szczury. Ich sprawą miał zająć się wspomniany uprzednio prawnik Barthélemy de Chasseneuz. Gdy oskarżeni nie stawili się na rozprawę, uznano to za wynik lekceważenia majestatu prawa. Ostatecznie jednak uznano, że za nieprzybycie szczurów do sądu odpowiedzialne są prawdopodobnie koty, których winowajcy się wystraszyli. W związku z tym skazano szczury zaocznie na karę ekskomuniki.

Zdarzyło się też, że w okolicach Saint Julien chrząszcze zniszczyły winnice. Sąd nakazał im opuszczenie winnic i przeniesienie się na inne tereny. Gdy to nie poskutkowało, obłożono owady ekskomuniką.

Jeszcze w 1741 r. we Francji rzeźnik wykonał wyrok śmierci na krowie, która poturbowała kilkoro ludzi, a w czasach rewolucji francuskiej ścięto papugę rzekomo wykrzykującą antyrewolucyjne hasła.

Nie tylko średniowiecze

Jeśli ktoś myśli, że w XIX i XX w. zwierzęta zniknęły z sali sądowych to jest w lekkim błędzie. Zamiast świni na ławę oskarżonych częściej trafiały jednak psy. Dodajmy, że w latach 20. XX w. dziennikarze odkryli, że w jednym z więzień pod Filadelfią osadzony był labrador.

fot. Pixabay.com

Choć procesy zwierząt zapewne nas dziwią, a może i bulwersują, trudno jest oceniać tamte procesy przez pryzmat współczesności. Trzeba pamiętać, że zwłaszcza we wczesnym średniowieczu w zasadzie nie istniało pojęcie nieumyślnej winy. Jeśli ktoś zrobił coś złego, nawet zwierzę, musiał ponieść karę. Nie liczyły się motywy i zdolność trzeźwego oceniania własnego zachowania. Ponadto pokazowe, dość brutalne procesy miały też głęboki wydźwięk edukacyjny. Podczas gdy większość społeczeństwa to byli analfabeci tego typu egzekucje stanowiły najlepszą naukę i przestrogę przed przekraczaniem prawa, które powoli ze zwyczajowego przechodziło w formę skodyfikowaną.

Byłoby chyba jednak trudno być takim zwierzęciem w średniowieczu, czyż nie?

 

Aby zgłębić temat zwierzęcych procesów warto sięgnąć po: Michel Pastoureau, “Średniowieczna gra symboli”

Tekst powstał głównie na podstawie: weekend.gazeta.pl, national-geographic.pl, rcin.org.pl, focus.pl.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Avatar użytkownika, wgrany podczas tworzenia komentarza.


2024-05-17 23:15:12