szukaj
Wyszukaj w serwisie


Mardi Noir – relacja Polki ze Strasburga

/ 13.12.2018



– Wtorek, 11 grudnia, był naprawdę ponurym dniem. Na ulice wyszli manifestować licealiści, dołączając swoje postulaty do protestów „żółtych kamizelek”. Wszędzie panowała posępna atmosfera. Już to sprawiło, że w mediach mówiono o czarnym wtorku – mardi noir. Nikt z nas nie spodziewał się, że może stać się tego dnia coś straszniejszego… – wspomina Ania, doktorantka ze Strasburga.


Ania pochodzi z Polski, w Strasburgu mieszka już od wielu lat. Zna to miasto od podszewki. – By pojąć, jak bardzo to wszystko jest nieoczekiwane, trzeba zrozumieć specyfikę Strasburga.

Ścisłe centrum historyczne, gdzie też tradycyjnie odbywa się Jarmark Bożonarodzeniowy, oddzielone jest od reszty miasta rzeką. Żeby tam się dostać, trzeba przejść przez kontrolę. Na każdym moście sprawdzane są torby. Wiadomo, bywają pracownicy bardziej skrupulatni i ci nieco mniej zaangażowani. Ale trudno jest przemknąć się niezauważonym – no chyba, że przyjedzie się do centrum tramwajem. W mediach mówią, że napastnik przybył pieszo. Z bronią automatyczną! – nie może się nadziwić Ania. – Podobno po wszystkim złapał taksówkę, sterroryzował kierowcę odjechał w kierunku dzielnicy Neudorf.

Trudno Ani zrozumieć, że zamachowiec wybrał akurat to miejsce – Jarmark był zawsze ostoją bezpieczeństwa. Od czasu zamachów w Paryżu, w 2015 roku, przechadzają się tam regularnie żołnierze w pełnym uzbrojeniu. To wszystko dawało nam poczucie bezpieczeństwa.

Wiele osób, w tym Ania, są po wielkim wrażeniem działań służb. -To było imponujące. Służby pojawiły się na miejscu w błyskawicznym tempie. Widziałam to z daleka. Wszystkie wozy nadjechały w przeciągu paru minut. Trzeba to docenić, zwłaszcza w tak trudnym okresie dla francuskich służb, po wszystkich ostatnich protestach. Akcja była przeprowadzona natychmiast. Całe centrum zostało dosłownie zamknięte. Wszyscy, którzy znajdowali się gdzieś w barach, restauracjach, kinach musieli tam pozostać. Dopiero późną nocą policja wyprowadzała ich na zewnątrz, z rękami do góry.

Podczas ataku Ania przebywała blisko centrum, po drugiej stronie rzeki. Miała świętować ze znajomymi urodziny koleżanki. Nie zdążyli się długo nacieszyć. – Jakoś chwilę po godzinie 20 zadzwonił do nas znajomy, mieszkający w centrum. Powiedział “Unikajcie centrum – coś się tu dzieje”. Myślałam, że to kolejna odsłona protestów żółtych kamizelek. Chwilę potem rozdzwoniły się telefony. Dzwonili bliscy i dalecy znajomi. Cały świat już wiedział.

Dla mieszkańców Strasburga, w tym dla Ani, Jarmark Bożonarodzeniowy jest jedną z atrakcji wyróżniających do miasto. – Spokojnie mogłabym umieścić go na drugim miejscu po katedrze, jako główną atrakcję turystyczną. W tym roku sama byłam tam kilkanaście razy. Głównie przechadzają się tam turyści. Obawiam się, że to oni byli ofiarami zamachowca.

Restauracja, w której przebywała Ania jakimś cudem nie została zablokowana. W momencie, kiedy z niej wychodziła, główna akcja służb przeniosła się do dzielnicy Neudorf. -Mieszkam w dzielnicy obok. Szłam do domu na pieszo – nie działała żadna komunikacja miejska. Wyszłam na ulicę już po oficjalnym komunikacie władz miasta, by nie kierować się ani w kierunku centrum, ani w kierunku dwóch dzielnic – Neudorf i Parc de l’Etoile – gdzie aktualnie odbywały się działania policji. “Eskortował” mnie policyjny helikopter, który leciał niemalże nad moją głową. To wszystko brzmi jak fabuła filmu akcji.

Ania podkreśla, że po wtorkowych zamachach doświadczyła charakterystycznej francuskiej solidarności. -Gdy policja pozwoliła ludziom wyjść z zablokowanych lokali było już bardzo późno. Obcy ludzie zapraszali ludzi do siebie na noc. Podobnie było poza centrum – gdy ktoś nie mógł wrócić do siebie, na stare miasto, zostawał na noc u znajomych. Taksówkarze za darmo podwozili ludzi do domów. Panowała atmosfera przyjaźni i wzajemnej pomocy. Wszyscy rozumieli się bez słów.

Zapytana o atmosferę w środę, na dzień po ataku, przyznaje, że jest bardzo cicho. W centrum pojawiły się kwiaty i świeczki. Dzieci nie poszły do szkół. -Dostałam maila od Rektora Uniwersytetu, nakazującego nam przyjść na uczelnię – żałoba żałobą, ale świat musi toczyć się dalej. La vie doit continuer.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Avatar użytkownika, wgrany podczas tworzenia komentarza.


2024-06-18 23:15:13