szukaj
Wyszukaj w serwisie


Bp Lechowicz: śp. Cecylia Wryk miłością odpowiadała na miłość Boga

Artur Hanula / 05.02.2026
fot. nspjtarnow.aztv.pl
fot. nspjtarnow.aztv.pl

Będąc w przeszłości delegatem Konferencji Episkopatu Polski ds. Duszpasterstwa Emigracji Polskiej czuję się w obowiązku podziękować Panu Bogu i śp. Cecylii za jej duchowe wsparcie Polskiej Misji Katolickiej we Francji – napisał biskup polowy Wojska Polskiego Wiesław Lechowicz w liście odczytanym na pogrzebie śp. Cecylii Wryk, Mamy Sekretarz Polskiej Misji Katolickiej we Francji Elżbiety Wryk.


„Niech wiara, wspomnienie pięknego życia Mamy, staną się dla Pani Elżbiety i Bliskich źródłem niezachwianej nadziei, że zostanie przyjęta do grona zbawionych oraz cieszyć się będzie wiecznym pokojem i oglądaniem Jezusa twarzą w twarz” – wskazał bp Lechowicz w liście, który odczytał Rektor PMK ks. Bogusław Brzyś, podczas uroczystości pogrzebowych w parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Tarnowie, które odbyły się w środę 4 lutego 2026 r.

Wdzięczność za życie śp. Cecylii

Okolicznościowe przesłanie skierował również ordynariusz tarnowski bp Andrzej Jeż i zapewnił o łącznością duchowej w modlitwie z rodziną i uczestnikami pogrzebu. „Dziękując dobremu Bogu za dar życia śp. Cecylii, ogarniamy wdzięcznością to wszystko, co czyniła na chwałę Bożą i ku pożytkowi innych ludzi. Ufamy, że wszelkie owoce uczynionego za życia dobra idą teraz w ślad za nią i zostaną włączone w bezmiar dobra samego Boga. Niech zmartwychwstały Chrystus przyjmie duszę śp. Cecylii do chwały i radości zbawionych, a dla całej rodziny pogrążonej w żałobie niech będzie źródłem umocnienia, pokoju i nadziei” – napisał bp Jeż.

Eucharystyczny Jezus źródłem nadziei

„Źródłem naszej chrześcijańskiej nadziei w momentach trudnych, kiedy żegnamy naszych bliskich w czasie Mszy Świętej jest pewność, że obecny jest z nami Jezus Chrystus. I Msza Święta nie jest w żadnym wymiarze jakąś akademią ku czci tych, których żegnamy, ale jest przede wszystkim godziną Jezusa Chrystusa – mówił przed rozpoczęciem Eucharystii przewodniczący jej pomocniczy biskup tarnowski Leszek Leszkiewicz. – Pan Jezus w tym momencie uobecnia swoją ofiarę i zanosi swoje błagania do swojego Ojca, prosząc o miłosierdzie dla śp. Cecylii”.

„Prośmy także Pana Jezusa, żeby spojrzał miłosiernie na nas i dotknął nasze serca, nasze dusze w taki sposób, byśmy jak najlepiej przeżyli tę Mszę Świętą” – dodał bp Leszkiewcz, zachęcając do ofiarowania owoców Mszy za śp. Cecylię.

Zaangażowana w życie Kościoła

„Śmierć to wielka tajemnica, wobec której nauka jest bezradna. Bóg nie dał człowiekowi życia, by mu je potem odebrać, bo byłby to jakiś okrutny żart. Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa jest najlepszym dowodem na to, że człowiek powołany jest do życia wiecznego” – mówił w homilii były dyrektor Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie ks. Jan Wnęk.

Ks. Wnęk opowiedział też historię z ostatnich dni: „Teraz po jej śmierci została odnaleziona kartka z pozdrowieniami z Lourdes wysłana przez córkę z okazji Międzynarodowego Dnia Chorych w 2024 roku, czyli dwa lata temu. Pod pozdrowieniami i zapewnieniem o modlitwie śp. Cecylia napisała swój komentarz: ‘Starość się Panu Bogu nie udała’, ale zaraz to zdanie wyprzekleślała kilka razy i dopisała wielkimi literami: ‘Starość się Panu Bogu udała, bo daje czas na nawrócenie i zadośćuczynienie’”.

Kaznodzieja mówiąc o zmarłej wspomniał, że „każdy był dla niej ważny i w rodzinie, i wśród przyjaciół, a nawet przygodnie napotykany”. Była osobą zaangażowaną w życie swojej parafii, w ruch oazowy, Kościół domowy, zwłaszcza dla osób samotnych. Wielokrotnie podejmowała dzieło duchowej adopcji dziecka poczętego. Troszczyła się o misjonarzy i misje. Po chorobie odeszła 1 lutego 2026 r. w Domu Pogodnej Jesieni w Tuchowie.

Ks. Bogusław Brzyś: śp. Cecylia była kobietą odważną i ufną jak dziecko

Po zakończeniu Mszy św. Rektor PMK we Francji ks. Bogusław Brzyś podkreślił, że zapamiętał śp. Cecylię Wryk jako kobietę odważną, która wspierała swoją córkę Elżbietę podczas jej pracy w Afryce, a później w strukturach PMK. „Było widać wyraźnie, że ten brak lęku nie jest wyrazem jakiegoś braku świadomości, co do realnych zagrożeń wynikających z wyjazdu do Afryki, z pracy w tych warunkach, ale on wynikał z głębokiej relacji z Bogiem, z pięknego, głębokiego zaufania i wiary w to, że Pan Bóg troszczy się o jej córkę, że jej dziecko jest w dobrych rękach kochającego Ojca” – mówił ks. Brzyś.

„A potem kiedy nasilały się objawy tej wyniszczającej choroby na pierwszy plan wysuwał się jeszcze inny aspekt duchowości Pani Cecylii, o którym jest mowa w Ewangeliach wtedy, kiedy Pan Jezus mówi te słowa: ‘Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego’ (Mt 18, 3) – dodał ks. Rektor. – Z miesiąca na miesiąc, z dnia na dzień, było w niej coraz mniej lęku i coraz więcej dziecka”.

„Jako rektor Polskiej Misji we Francji dziękuję dziś Panu Bogu za życie Pani Cecylii, dziękuję Panu Bogu za to, że mogłem poznać członków jej najbliższej rodziny. W sposób szczególny dziękuję za współpracę, posługę Pani Elżbiety Wryk, w Polskiej Misji we Francji” – wskazał ks. Bogusław Brzyś.

Przesłanie rodziny

Na zakończenie zostało odczytane przesłanie córki Elżbiety i pozostałych członków rodziny zmarłej. „Dzień pogrzebu to smutek i łzy, ale to również dzień wielkiej wdzięczności. Dziękujemy Bogu za naszą kochaną mamę, która karmiła nas swoją miłością przez nieustanną troskę i modlitwę” – napisali. Podziękowali też bp. Leszkiewiczowi, ks. Brzysiowi, ks. Wnękowi, wszystkim przybyłym kapłanom i świeckim.

Po uroczystościach pogrzebowych w Tarnowie ciało zmarłej zostało przewiezione na cmentarz parafialny w Trześni k. Sandomierza.

 

Publikujemy pełne teksty

List bp. Andrzeja Jeża:

„Szanowna Pani Elżbieto, droga Rodzino śp. Cecylii Wryk!

Trwając w duchowej bliskości łączę się z wami w smutku i żałobie oraz składam szczere wyrazy współczucia i solidarności. Towarzyszę wam serdeczną modlitwą, w której proszę Boga o dar duchowej pociechy i pokój serc. Z ziemskiej perspektywy, gdy stajemy w obliczu śmierci kogoś z naszych ukochanych bliskich, uświadamiamy sobie, jak mocna była łącząca nas z nimi więź miłości, którą teraz śmierć boleśnie doświadcza.

I chociaż z perspektywy wiary patrzymy na śmierć jako paschę do wieczności, to jednak tak trudno pohamować smutek i łzy, które towarzyszą takiemu rozstaniu. Źródłem pociechy dla nas jest także fakt, że właśnie w obliczu śmierci Jezus ogłasza
najbardziej podstawową prawdę radosnej nowiny chrześcijaństwa: ‘Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem, kto wierzy we mnie, choćby i umarł, żyć będzie’ (J 11, 24).

Dziękując dobremu Bogu za dar życia śp. Cecylii, ogarniamy wdzięcznością to wszystko, co czyniła na chwałę Bożą i ku pożytkowi innych ludzi. Ufamy, że wszelkie owoce uczynionego za życia dobra idą teraz w ślad za nią i zostaną włączone w bezmiar dobra samego Boga. Niech zmartwychwstały Chrystus przyjmie duszę śp. Cecylii do chwały i radości zbawionych, a dla całej rodziny pogrążonej w żałobie niech będzie źródłem umocnienia, pokoju i nadziei.

Wszystkim zebranym na uroczystościach pogrzebowych udzielam z serca pasterskiego błogosławieństwa.

Bp Andrzej Jeż”.

 

List bp. Wiesława Lechowicza:

„Szanowna i Droga Pani Elżbieto,

proszę przyjąć wyrazy serdecznego współczucia i solidarności w smutku z powodu śmierci śp. Mamy Cecylii. Tę solidarność wyrażam w modlitwie za śp. Cecylię.

Nie mogąc wziąć udziału w jej pogrzebie, w jej intencji, w dniu pogrzebu, odprawię Mszę Świętą. Otaczam również modlitwą Panią Elżbietę, całą rodzinę oraz wszystkich, których ta śmierć pogrążyła w bólu.

Modlę się o wieczne zbawienie dla zmarłej oraz o żywą nadzieję dla jej bliskich, opartą na wierze w zmartwychwstanie Jezusa i nasze oraz na miłości, z jaką śp. Cecilia odpowiadała na miłość Boga i jaką darzyła innych ludzi.

Będąc w przeszłości delegatem Konferencji Episkopatu Polski ds. Duszpasterstwa Emigracji Polskiej czuję się w obowiązku podziękować Panu Bogu i śp. Cecilii za jej duchowe wsparcie Polskiej Misji Katolickiej we Francji.

Niech wiara, wspomnienie pięknego życia mamy, staną się dla Pani Elżbiety i Bliskich źródłem niezachwianej nadziei, że zostanie przyjęta do grona zbawionych oraz cieszyć się będzie wiecznym pokojem i oglądaniem Jezusa twarzą w twarz.

Niech odpoczywa w pokoju wiecznym!

Z modlitwą i pasterskim błogosławieństwem bp Wiesław Lechowicz, Biskup Polowy”.

 

Przesłanie bp. Leszka Leszkiewicza przed Mszą Świętą:

„Źródłem naszej chrześcijańskiej nadziei w momentach trudnych, kiedy żegnamy naszych bliskich w czasie Mszy Świętej. jest pewność, że obecny jest z nami Jezus Chrystus. I Msza Święta nie jest w żadnym wymiarze jakąś akademią ku czci tych, których żegnamy, ale jest przede wszystkim godziną Jezusa Chrystusa. Pan Jezus w tym momencie uobecnia swoją ofiarę i zanosi swoje błagania do swojego Ojca, prosząc o miłosierdzie dla śp. Cecylii. Niech wiara w to, że moc modlitwy Jezusa Chrystusa przynosi zbawienie, ożywia nas, daje nam taką pewność, że śp. Cecylia jest w rękach Bożych, w dobrych rękach, że Pan Jezus umierając i zmartwychwstając wysłużył jej niebo.

Prośmy także Pana Jezusa, żeby spojrzał miłosiernie na nas i dotknął nasze serca, nasze dusze w taki sposób byśmy jak najlepiej przeżyli tę Mszę św. Zachęcam już na samym początku Mszy Świętej: miejmy taką żywą intencję, obudźmy taką intencję w sobie, by owoce tej Mszy Świętej, a nade wszystko owoce Komunii Świętej, ofiarować za zmarłą Cecylię. To myślę jest najpiękniejszy dar, jaki każdy z nas jako osoba wierząca może dać jeszcze zmarłej Cecylii. Błagajmy Boga o miłosierdzie dla niej i dla nas”.

 

Homilia ks. Jana Wnęka:

„’Odejść tak, żeby nikt nie słyszał,

Żeby drzwi nie skrzypnęły,

Nie zapłakał na ścieżce kamień,

Zostawić dom, jak skrzypce sprzedane ciszy,

Jak bezpieczną, zagojoną już ranę.

A potem, potem iść długimi krokami

W błękit, aż się całkiem rozwidni.

Ciało? Cóż, nie nadążało za snami.

Wróciło do ziemi.

Na trzy dni!’

Tak opisuje śmierć bliskiej sobie osoby poeta Stanisław Podgórski w wierszu zatytułowanym ‘Bez pożegnania’. Te strofy wiersza trafnie oddają nastrój, z jakim tu dzisiaj jesteśmy.

Oto znowu odwiedziła nas śmierć. Znowu przyszła znienacka. Znowu nieproszona, Niewyglądana, niechciana, zjawiła się niepostrzeżenie i zabrała co swoje. Zniknęła i zostawiła ból i smutek.

Siostro i bracie!

‘Wyobrażasz sobie, że to będzie tak, jak było tyle razy, gdy wyjeżdżałeś w daleką podróż. Uporządkujesz pospiesznie swoje ostatnie sprawy, które od dawna leżały niezałatwione: zostawisz ostatnie zlecenia. Sprawdzą się znowu twoi przyjaciele i koledzy: w ostatnich godzinach okażą się interesowni, obrażający się albo wyrozumiali, przebaczający i absolutnie wierni. Powiesz jeszcze każdemu z nich: wybacz uchybienia, wybacz pośpiech; pozdrów siostrę, kłaniaj się twojemu ojcu; do widzenia, do zobaczenia – zobaczymy się przecież. Ostatnie uśmiechy, ostatnie uściski dłoni, ostatni widok tych, którzy ci w życiu towarzyszyli. Ostatnie westchnienie i ostatnia łza potoczy się po twojej twarzy.
A tymczasem to będzie zaskoczenie. A tymczasem ty do końca nie będziesz wiedział, że to już’.

Tak z zadumą pisał kiedyś ks. Mieczysław Maliński. I tak właśnie było tego dnia 1 lutego, o godzinie 12:55, kiedy śp. Cecylia Wryk zakończyła ziemską wędrówkę do Domu Ojca. Wszyscy biegli, by się pożegnać, ale tak naprawdę nikt nie zdążył.

W świetle tych smutnych wydarzeń, których mimowolnie jesteśmy świadkami, z wielką mocą do każdego z nas dociera pytanie: Czy śmierć jest ostatecznym kresem naszych doświadczeń? Czy też coś z nas nadal żyje po śmierci? Tak postawioną kwestię wielu określa mianem pytania zasadniczego: największą i najstarszą tajemnicą.

Śmierć wydaje nam się pozbawiona wszelkiej logiki. I dopiero gdy nałożymy okulary
wiary i zmienimy optykę patrzenia, pewne zjawiska z nią związane łatwiej jest nam zrozumieć. Wszystko na tym świecie przemija i wszystko ma swój kres i okulary wiary pozwalają dostrzec nadzieję.

Jest to nadzieja życia, wieczności i spotkania z Jezusem. Śmierć to wielka tajemnica, wobec której nauka jest bezradna. Bóg nie dał człowiekowi życia, by mu je potem odebrać, bo byłby to jakiś okrutny żart. Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa jest najlepszym dowodem na to, że człowiek powołany jest do życia wiecznego.

Już ponad dwa tysiące lat temu autor Księgi Mądrości mówił dobitnie: ‘A dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich męka’ (Mdr 3, 1). Gdy w kółko pytamy po ludzku, dlaczego śmierć przychodzi tak szybko, w odpowiedzi słyszymy Słowa Boga z Księgi Izajasza: ‘Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami’ (Iz 55, 8).

I znowu, jeśli nałożymy okulary wiary z punktu na wieczności krótkie ludzkie życie okazuje się błogosławieństwem. Bóg powołuje do siebie tych, którzy dorośli do śmierci, dojrzeli jak kłos zboża. Pięknie o śmierci, jako przeprowadzce do nieba, napisał poeta ks. Jan Twardowski w ‘Zeszycie w kratkę’. Pisał: ‘Kiedy ktoś
przeprowadza się na inną ulicę albo do innego miasta to zabiera wszystkie rzeczy ze sobą. Jeśli jednak ktoś przeprowadza się do nieba, wszystko co miał zostawia w mieszkaniu (…) nawet szczoteczkę do zębów (…) i na nowe miejsce zabiera tylko swoją duszę. Jaka ta dusza ważna ! Nie można się z nią rozstać’.

Tak, jaka ta nasza dusza jest ważna, a w naszym świecie, który tak bardzo porażony jest materializmem, kultem przyjemności, świecie, który goni wciąż za sensacją, świecie zachowującym się tak, jakby Pana Boga nie była, a życie miało trwać wiecznie, każdy pogrzeb przypomina nam, że życie jest kruche, że przemijamy, że wszyscy zdążamy do wieczności.

Lecz aby przeminąć mądrze, aby zwyciężyć śmierć, należy zawierzyć wszystko Jezusowi Chrystusowi i trwać we wspólnocie Jego uczniów, czyli w Kościele.

W tym miejscu powtórzę za starotestamentowym prorokiem Jeremiaszem: ‘Wiem, Panie, że nie człowiek wyznacza swą drogę, i nie w jego mocy leży kierować swoimi krokami, gdy idzie” (Jr 10, 23). Dlatego na śmierć każdy z nas powinien być przygotowany. To przygotowanie nie może się ograniczyć do ostatniego namaszczenia i przyjęcia sakramentu chorych, bo i wtedy możemy nie zdążyć. Przygotowaniem powinno być całe życie człowieka, bo śmierć, jak mówi Pismo Święte, przyjdzie do nas jak złodziej w nocy, czyli zupełnie niespodziewanie.

I wróćmy jeszcze raz do ks. Malińskiego, gdy pisał: ‘Tam nie będą Ciebie pytali, czy nosiłeś sutannę albo habit, golf albo krawat, czy miałeś tytuł magistra albo doktora, czy miałeś powierzone sobie klucze państwa, czy tylko mieszkania. Tam będą Ciebie pytali, czy byłeś człowiekiem’.

Czy byłeś człowiekiem dla drugiego człowieka, bo jak mówi św. Jan od Krzyża, u schyłku życia ‘będziemy sądzeni z miłości’. Tak najkrócej moglibyśmy odpowiedzieć. Śp. Cecylia Wryk była prawdziwym człowiekiem dla drugiego człowieka, ze swoją dobrocią i miłością.

Przyszła na świat w 1943 roku w niełatwym przecież czasie wojny, biedy w Wierzchowinach w parafii Wadowice Górne koło Mielca. W domu było ich sześcioro, dwóch braci i cztery siostry. Rodzicom trudno było w tamtych czasach zapewnić wykształcenie dzieciom. Trzeba było samemu o nie walczyć.

Tak więc sama przybyła do Tarnowa, by uczyć się krawiectwa. Tu kiedyś wróci jako nauczyciel zawodu, do tej samej szkoły. Po skończeniu szkoły udaje się do Sandomierza. Tam pracuje i kontynuuje naukę. Poznaje wtedy męża Waldemara i w 1966 roku zawiera z nim sakrament małżeństwa.

Po urodzeniu córki, wszyscy przybywają do Tarnowa, by zamieszkać w tej parafii, na ulicy Spadzistej, na ostatnim dziesiątym piętrze. Rodzinny pokój nie trwa długo. Po wypadku męża, a był zawodowym kierowcą, gdy przyjechał bez szyby, przy kilkunastostopniowym mrozie z drugiej strony Polski, rozpoczęła się walka o jego oczy i wzrok. Niestety zakończona po kilku latach leczenia po całej Polsce porażką. Widział tylko 30 proc.

Tak zwyczajnie, a może niezwyczajnie, jest ona całkowicie oddana rodzinie. Najpierw niewidomemu mężowi i dzieciom, córce i synowi, mając cały dom na głowie. A w tak trudnych sytuacjach łatwo można stać się opryskliwym, szorstkim, nerwowym, a ona stawała się coraz lepsza, cierpliwsza, bardziej kochająca i pokorna.

Jak o tym zaświadcza wielu, każdy był dla niej ważny i w rodzinie, i wśród przyjaciół,
a nawet przygodnie napotykany. Bardzo angażuje się w życie swojej parafii, w ruch oazowy, Kościół domowy, zwłaszcza dla osób samotnych.

Charakterystyczne jest, że ciągle robiła adopcję dzieci nienarodzonych. Jak jedną zakończyła, zaczynała następną. Potrafiła wszystkich nieustannie omadlać i to w różnych szczegółach życia. Jako nauczyciel była wymagająca, ale tylko po to, by dobrze nauczyć zawodu krawiectwa.
Po wyjeździe na misje córki Elżbiety w 1997 roku rozpoczęło się jej nowe pole zaangażowania i modlitwy – misje i misjonarze, czego ukoronowaniem była pięcioletnia praca w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie jako szefowa kuchni.
I tu w imieniu wszystkich misjonarzy i misjonarek, którzy z całego wręcz świata przybywali do naszego domu, bądź też przygotowywali się do wyjazdu na misje, chcę jej, jako były dyrektor tej instytucji, serdecznie podziękować.

A wszystkie te słowa kieruję, bo znałem ją już jako wikariusz parafii św. Józefa i Matki Bożej Fatimskiej od 1992 roku. Niejeden z misjonarzy chciałby tu być, ale o swojej modlitwie zapewniają nas tam gdzieś, w afrykańskich czy południowoamerykańskich wspólnotach.

A na koniec jej życia, jak to często bywa przyszła choroba. I to był w tym cierpieniu jej prawdziwy egzamin z wiary i pobożności. Była w nim bardzo cierpliwa i poddana woli Bożej.

I tak jak przez całe swoje życie starała się wszystko przyjąć z ręki Bożej z pokorą i cichością.

Teraz po jej śmierci została odnaleziona kartka z pozdrowieniami z Lourdes wysłana przez córkę z okazji Międzynarodowego Dnia Chorych w 2024 roku, czyli dwa lata temu. Pod pozdrowieniami i zapewnieniem o modlitwie śp. Cecylia napisała swój komentarz: ‘Starość się Panu Bogu nie udała’, ale zaraz to zdanie wyprzekleślała kilka razy i dopisała wielkimi literami: ‘Starość się Panu Bogu udała, bo daje czas na nawrócenie i zadośćuczynienie’.

Być może był to czas jej choroby i samotności, i ostatnie trzy miesiące bezsilności w
bólu i cierpieniu, jak bezradne małe dziecko. Mimo wspaniałej na wskroś opieki sióstr józefitek i całego personelu domu w Tuchowie.

Pomimo więc smutku, poczujmy pokój i ciszę serca, które do końca ufa Bogu Ojcu pełnemu miłosierdzia.

Jeszcze słowo dla najbliższych. Dla Was od jutra rozpocznie się inne życie. Poeta Adam Asnyk pisał kiedyś, uczyliśmy się o tym w ósmej klasie, ale dzisiaj z polskiego wszystko wyrzucają, bo niepotrzebne. Ten wiersz znaliśmy na pamięć.

‘Wy nie cofniecie życia fal!

Nic skargi nie pomogą –

Bezsilne gniewy, próżny żal!

Świat pójdzie swoją drogą’.

‘Trzeba z żywymi naprzód iść,

Po życie sięgać nowe… ‘

Miłość, jeżeli jest dojrzała, pozwala odejść w imię miłości rodzinnej, tej naturalnej i duchowej. Miłości mamy i taty. Pozwólmy śp. Cecylii odejść. Niech odbierze nagrodę przygotowaną przez pana i to mieszkanie, które przygotował jej przed zaraniem świata”.

 

Przesłanie ks. Bogusława Brzysia:

„Poznałem Panią Cecylię krótko po tym, jak jej córka, Pani Elżbieta, podjęła pracę w strukturach Polskiej Misji we Francji. Najpierw jako dyrektor naszych domów pielgrzyma, a następnie jako sekretarz Polskiej Misji z siedzibą w Paryżu.

Chciałem poznać kobietę, która pozwoliła swojemu dziecku na realizację swoich marzeń, a wśród nich tego najbardziej szalonego i największego, jakim było powołanie do pracy misyjnej w Afryce.

Z tego pierwszego spotkania zapamiętałem najpierw to, że się nie bała. Że nie było w niej żadnego zaborczego lęku o swoje dziecko, o to, że coś się może stać. Lęku, który często może się przerodzić w jakąś zaborczą chęć kierowania życiem innych ludzi, prowadzenia ich za rękę, podczas kiedy oni chcą iść sami, wolno, przez życie swoją drogą.

A jednocześnie było widać wyraźnie, że ten brak lęku nie jest wyrazem jakiegoś braku świadomości, co do realnych zagrożeń wynikających z wyjazdu do Afryki, z pracy w tych warunkach, ale on wynikał z głębokiej relacji z Bogiem, z pięknego, głębokiego zaufania i wiary w to, że Pan Bóg troszczy się o jej córkę, że jej dziecko jest w dobrych rękach kochającego Ojca, że to jest najlepsza gwarancja bezpieczeństwa, dlatego nie musi się bać. Takie miałem wrażenie.

A potem kiedy nasilały się objawy tej wyniszczającej choroby na pierwszy plan wysuwał się jeszcze inny aspekt duchowości Pani Cecylii, o którym jest mowa w Ewangeliach wtedy, kiedy Pan Jezus mówi te słowa: “Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” (Mt 18, 3).

Z miesiąca na miesiąc, z dnia na dzień, było w niej coraz mniej lęku i coraz więcej dziecka. Dla tych co w tym okresie, ostatnim okresie jej życia, mieli okazję ją spotykać, w szczególności dla sióstr józefitek, pań pracujących w domu pogodnej starości w Tuchowie, Pani Cecylia była pięknym, ewangelicznym wzorem tego, jak się odmieniać, po to, żeby stawać się coraz bardziej dzieckiem, mimo że dzieciństwo ma się już dawno za sobą i jest się dorosłym człowiekiem w podeszłym wieku. ‘Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebieskiego’.

To był piękny przykład, piękna lekcja. Jako rektor Polskiej Misji we Francji dziękuję dziś Panu Bogu za życie Pani Cecylii, dziękuję Panu Bogu za to, że mogłem poznać członków jej najbliższej rodziny. W sposób szczególny dziękuję za współpracę, posługę Pani Elżbiety Wryk, w Polskiej Misji we Francji.

Niech dobry Bóg otworzy przed śp. Cecylią bramy tego królestwa, które jest obiecane tym, którzy się nie boją, którzy się odmieniają i stają się jak dzieci, dzieci dobrego Ojca, kochającego Ojca, którego wszyscy mamy w niebie”.

 

czytaj też: >>> Ks. Bogusław Brzyś: śp. Cecylia Wryk była kobietą odważną i pełną zaufania <<<

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Avatar użytkownika, wgrany podczas tworzenia komentarza.


2026-02-16 00:15:18
Skip to content