szukaj
Wyszukaj w serwisie

Karolina Naja: dzięki byciu mamą nauczyłam się inaczej patrzeć na sport

Family News Service / 15.10.2021
fot. Alicja Szulc
fot. Alicja Szulc

Mama trzyletniego Miecia i multimedalistka olimpijska, srebrna oraz trzykrotna brązowa medalistka igrzysk olimpijskich w kajakarstwie – Karolina Naja w rozmowie z Magdaleną Szefernaker, w książce „Mama na obcasach”, opowiada o tym jak po urodzeniu syna powróciła do uprawnia sportu.


“W momencie podjęcia decyzji o powrocie do sportu po porodzie wiedziałam, że będzie już zupełnie inaczej, niż przez ostanie siedem, osiem lat, czyli przed urodzeniem dziecka. To będzie z dzieckiem u boku. Mało sportsmenek przeszło taką drogą powrotu do sportu wyczynowego” – wyznaje polska wicemistrzyni olimpijska i dodaje, że mottem, które pomagało jej w tym wytrwać, był cytat: „Tylko niemożliwe jest warte wysiłku”. – “Te słowa pomagały mi, gdy jeszcze jako młoda zawodniczka słyszałam, że jestem za malutka, za chudziutka i wtedy znalazłam ten cytat, który zawsze mi towarzyszył”.

Karolina Naja podkreśla, że bez wsparcia od rodziny i drużyny nie udałoby się jej połączyć macierzyństwa z karierą sportsmenki. – “Praktycznie przez pierwsze dwa lata Miecio jeździł na każde zgrupowania razem ze mną i wtedy zawsze ktoś musiał być do pomocy. Dla mnie ta umiejętność zorganizowania opieki nad dzieckiem była niezbędna do tego, bym mogła osiągnąć zamierzony cel. Teraz, gdy mój syn ma już trzy lata i chodzi do przedszkola, nie wyjeżdża na każde zgrupowanie ze mną, jak to miało miejsce, gdy był młodszy. Na szczęście mam też świadomość, że w tym czasie, gdy muszę rozstać się z Mieciem, mój syn jest w dobrych rękach, ponieważ u nas bardzo ważną rolę w wychowaniu dziecka pełni tata – podkreśla sportsmenka”.

Zapytana o to w jaki sposób macierzyństwo zmieniło jej spojrzenie na karierę sportową, odpowiada, że tak naprawdę bycie mamą bardzo jej pomogło.

Złapałam dystans do wielu spraw dzięki temu, że mam dużo mniej czasu a więcej obowiązków. Nie mam zatem czasu na zmartwienia, na zajmowanie się mało ważnymi problemami. Nauczyłam się też trochę inaczej patrzeć na sport i nie myśleć już przede wszystkim tylko o celach, ale tak naprawdę czerpać radość z trwania tej przygody z trenowania, z tego, co udało mi się stworzyć z drużyną, czy również z tego, jaką wielką radością jest mój syn dla nas i dla dziadków i że to wszystko tak bardzo fajnie łączy się ze sobą – opowiada w rozmowie z Magdaleną Szefernaker.

I dodaje, że macierzyństwo jest dla niej bezwarunkową miłością.

Przygotowując się do olimpiady w Tokio, tak jak każdy sportowiec, marzyła o zdobyciu złotego medalu, choć podkreśla, że bez względu na to, jakiego koloru uda jej się zdobyć olimpijski krążek – będzie szczęśliwa. – “Przyznam, że bardziej zależy mi na drodze, którą przebywam teraz, niż na samym wyścigu i na samym zdobyciu medalu. Uważam, że właśnie ta droga jest czymś, co najbardziej buduje człowieka na całe życie. Chodzi o to, z czym przychodzi nam się mierzyć, jak zapamiętamy dane chwile i jak teraz budujemy swoje życie. A tak naprawdę sam wyścig i samo odebrania medalu – tak, jak miało to miejsce podczas poprzednich igrzysk – to jest tak naprawdę parę chwil, które oczywiście są wisienką na torcie, ale, tak jak powiedziałam już wcześniej, dla mnie najważniejsza jest droga, a nie sam cel” – zaznacza Naja.

Cały wywiad Magdaleny Szefernaker z Karoliną Nają do przeczytania w książce “Mama na obcasach. Rozmowy z kobietami o łączeniu kariery zawodowej z macierzyństwem”. Autorka rozmawia też m.in. z Małgorzatą Ostrowską-Królikowską, Jadwigą Emilewicz czy Małgorzatą Kożuchowską.

czytaj też:

Pro-life elementem tożsamości Rycerzy Kolumba >>>

Dzwony z Polski zabrzmią za granicą w obronie życia >>>

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Avatar użytkownika, wgrany podczas tworzenia komentarza.


2024-04-21 23:15:12