szukaj
Wyszukaj w serwisie

Nowy Rok po staremu – zwyczaje i tradycje

Artur Hanula / 01.01.2019
brzesko.ws
brzesko.ws

1 stycznia – od dawien dawna był wyjątkowym czasem w ciągu roku i tak jest po dziś dzień. Moment zakończenia starego i początek czegoś nowego rozbudzał i nadal rozbudza wyobraźnię milionów ludzi. W związku z tym na przestrzeni dziejów wykształciło się wiele zwyczajów i wierzeń związanych z tym bardzo ważnym okresem.


Jak to było drzewiej (staropol. dawniej) w Polsce, czyli Nowy Rok po staremu

Jedne z najstarszych, o ile nie najstarsze, świadectw świętowania Nowego Roku pochodzą z czasów średniowiecza. Polscy królowie mieli w zwyczaju obdarowywać swoich dworzan cennymi nieraz podarkami za to, że ci winszowali im “nowego lata”. Zachowała się informacja z czasów Zygmunta Augusta – niejaki Herburt napisał o przeżywaniu Nowego Roku:

„Biegają dziatki po nowem lecie, i przyjaciele dają sobie nowe lato, a zwłaszcza panowie sługom, bogaci ubogim, winszując sobie na nowy rok wszego dobra”. Szczególnie starsi mieszkańcy Rzeczypospolitej mieli piękny zwyczaj zawierzania nowych 365 dni Bożej Opatrzności w krótkiej modlitwie: “Bóg cię stykaj!”. Proboszczowie również, kończąc nabożeństwa, składali życzenia parafianom.

Ciekawe, że ówczesny sposób składania sobie życzeń nie był sztywny i uniwersalny, ale każda grupa społeczna czy wiekowa miała jakiś swój patent na interesujące powinszowanie. I tak na przykład istniał piękny zwyczaj, że gromadki ubogich dzieci, które mieszkały i uczyły się w szkołach przyklasztornych chodziły od domu do domu z garnuszkami na jedzenie (utrzymywali je darczyńcy) i winszowały wszystkim “nowego lata”. Przy okazji recytowały wierszyki i rymowanki po polsku lub wyuczonej łacinie. Niektóre z nich, w formie żartu i dowcipu oczywiście, składały takie oto życzenia:

Mości gospodarzu, domowy szafarzu,
Nie bądź tak ospały, każ nam dać gorzały
Dobrej z alembika, i do niej piernika.
Hej kolęda, kolęda!
...............................................
Mościa gospodyni, domowa mistrzyni,
Okaż swoją łaskę, każ dać masła faskę,
Jeżeliś nie sknera, daj i kopę sera.
Hej kolęda, kolęda!

Wraz z rozwojem szkół przy parafiach dzieci wieśniaków mogły pobierać nauki. Naśladując miejskich rówieśników również chodziły od chaty do chaty “za nowym latkiem”, odwiedzały nawet dwory. Zbierały datki na wieczerzę wigilijną i winszowały gospodarzom. Oto przykład wierszyka przygotowanego na tę okazję:

Żeby wam się rodziło:
żytko – jak korytko,
pszenica – jak rękawica,
bób – jak żłób,
owies – jak skopiec,
len – jak pień

Oczywiście nie tylko dzieci składały innym życzenia. W “winszowate” wojaże “po nowym lecie” wybierali się też dorośli. W niektóych regionach chodziły tzw. “draby”, czyli osoby poprzebierane np. za cyganki.

Dziś już możemy pomarzyć o takiej obfitości dzikiej zwierzyny jak niegdyś, ale w czasach staropolskich zdarzało się, że grupa winszujących prowadziła ze sobą młodego wilka, tura lub niedźwiedzia. Widać, że wtedy nie tylko psy można było ciągnąć na smyczy… Gdy gdzieś brakowało zwierząt ludzie przebierali się sami w kożuchy i inne rekwizyty, żeby upodobnić się do mieszkańców lasu, co możemy jeszcze i dzisiaj obserwować (np. przebieranie się za tzw. turonia). Trudno byłoby jednak współcześnie spotkać kolędników z prawdziwym niedźwiadkiem… Stąd też mawiano dawniej, gdy ktoś szybko biegał lub spieszył się, że “biega, by z wilczą skórą po kolędzie”. Takie kolędowanie zwało się “chodzeniem po szczodrakach lub szczodrówkach” za “nowym latkiem”, a wieczór poprzedzający Nowy Rok był nazywany szczodrym.

Turoń, Muzeum Etnograficzne w Krakowie, fot. Łukasz S. Olszewski, wikimedia

Szczególnie ważnym dniem była wilia (wigilia) Nowego Roku, czyli nasz współczesny Sylwester. Wtedy z braku telewizji i koncertów nam dzisiaj znanych, ludzie zbierali się w gromady przy ogniskach i wesoło spędzali tę wyjątkową noc.

Panny oddawały się wróżbom niczym w wigilię św. Andrzeja, żeby się dowiedzieć czy w nowym roku przyjdzie im stanąć na ślubnym kobiercu. Wierzono, że gdy dziewczyna dotrwa do północy i da radę wpatrywać się w zwierciadło przy świetle dwóch palących się świec, zobaczy w nim prócz swojego odbicia także i przyszłego męża. Wydaje się, że popsucie wzroku dziewczyny było bardziej prawdopdobne niż ujrzenie w zwierciadle chłopaka…

Młodzi chłopcy i dziewczęta mieli także w zwyczaju płatanie różnych figli. Oto przykłady: wciąganie bron (maszyna rolnicza) na kominy domów, podpieranie drzwi klocem drewna, przebieranie się za cyganów i wędrowanie z niedźwiadkiem, który rzekomo zalecał się do dziewcząt, do których przybywali kolędnicy.

Co jedzono w wigilię Nowego Roku? Szczególne znaczenie miała tzw. lemieszka (do dziś znana chyba pod tą nazwą na Lubelszczyźnie; w innych rejonach prażucha ziemniaczana lub fusier) z mąki pszennej, żytniej albo hreczanej. Młodzież udarzała się nawzajem łyżkami po policzkach i oknach sąsiadów, co miało zapewnić urodzaj chleba w nowym roku. Za złą wróżbę uważano sytuację, gdy Nowy Rok zastał gospodarza bez chleba na stole. Wszak chleb wraz z solą miał służyć nie tylko jako posiłek, ale i piękny zwyczaj witania gości, co dziś zachowało się już tylko raczej od święta.

Gdy ludzie witali się w dniu Nowego Roku obsypywali się wzajemnie owsem, a kolędnicy nosili z sobą owies w rękawicy i sypali go na każdy róg stołu w domach, które odwiedzali. Wszystko po to, żeby nie zabrakło nigdy chleba. Jeszcze innym ciekawym obyczajem staropolskim związanym z wigilią nowego roku były symboliczne… kradzieże. Za tzw. wykupne młodzież organizowała nazajutrz biesiadę. Zwyczaj ten był praktykowany nawet wśród możnej szlachty.

Oddajmy głos ks. Karolowi Żerze, franciszkaninowi z Drohiczyna, który w XVIII w. w swojej księdze rękopiśmiennej wspomina opowiadanie pewnej szlachcianki, niejakiej pani Kryńskiej:

Było nas u rodziców 2 sióstr pannami. W blizkiem sąsiedztwie mieszkał kawaler, który miał konia drogiego. Raz w Nowy Rok pojechałyśmy z naszą panią matką kulikiem do niego, a chcąc zażartować przy Nowym Roku, wzięłyśmy z sobą naszego masztalerza i dały kilka złotych dla stajennego tego sąsiada, aby konia jego wydał naszemu masztalerzowi a po wyjeździe poszedł do pana swego i o psocie naszej opowiedział. Pożegnawszy się, powracamy w ukontentowaniu, że się wszystko dobrze udało. Mróz był trzaskący i od świecącego miesiąca widno jak w dzień. Wyjeżdżamy z lasu, aż tu widzimy blizko drogi gromadę wilków, którzy ustąpić się nie chcą. Masztalerz na podjezdku prowadził wierzchowca na powodzie, który że był żartki i płochliwy, więc zoczywszy wilków wyrwał się z ręki masztalerzowi. Bestje rzuciły się gromadą, napierając biedaka w cigęć leśną, gdzie udusiły go w naszych oczach. Powróciłyśmy do domu zaszlochane i jakby umarłe, nie śmiejąc
ojcu powiadać co się stało. Otóż nam żarty! Przyjeżdża potem on kawaler w dni kilka, jakby nic. Rodzic nasz zaczyna go przepraszać za pustotę panieńską i krzywdę, a my, słysząc to, drżymy jak liście klonowe. Skończyło się na błogosławieństwie rodzicielskiem i weselu.

Współcześnie już z przymrużeniem oka traktujemy tego typu obyczaje, które dla nas nie mają już żadnej mocy magicznej ani sprawczej, ale na pewno są bezcennym świadectwem staropolskich zwyczajów noworocznych, w których z kolei w jakiejś szczątkowej postaci przetrwały także pradawne, słowiańskie wierzenia.

Cytaty pochodzą z Encyklopedii staropolskiej Zygmunta Glogera, która była głównym źródłem informacji na potrzeby tego tekstu

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Avatar użytkownika, wgrany podczas tworzenia komentarza.


2024-04-17 23:15:11