szukaj
Wyszukaj w serwisie


Dzień, który pachniał trawą. Reportaż z La Ferté-sous-Jouarre

Barbara Joanna Gruca / TS / AH / 20.05.2026
Pożegnalne zdjęcie
Pożegnalne zdjęcie

25 kwietnia 2026
Sobotni poranek w Paryżu. W metrze niewiele osób o 7:30. Zaspani ludzie mijający się bez spojrzeń. A jednak tego dnia coś było inne. Spotkanie grupy przed kościołem, i wspólny dojazd na Gare de l’Est. Ten wyjazd, jak i wcześniejsze, wracają nas atmosferą w lata szkolne, czuje się lekkie podekscytowanie, jak przed klasową wycieczką. Dworzec, peron, usadowienie się w przedziale. Wszystko trochę chaotyczne, jak to na wycieczce. A skoro wycieczka, to nie mogło zabraknąć kanapek jedzonych w pociągu i herbaty z termosu.
40 minut później byliśmy już w La Ferté-sous-Jouarre. Wychodzimy z pociągu i jesteśmy w innym świecie. Małe miasteczko, mniej ludzi, mniej hałasu, domki z kamienia. Droga, którą idziemy, wiedzie pod górę. Ktoś powiedział półgłosem:
— Tu jest inaczej.
I rzeczywiście – jest inaczej. Po to „inne” tu przyjeżdżamy…


zobacz też: >>> Domy wypoczynkowe i rekolekcyjne PMK <<<

„Można się zatrzymać”

Dochodzimy do Domu Polskiej Misji Katolickiej. Okazały budynek, z odsuwaną bramą, a w głębi piękny, ogromny ogród, z wysokimi drzewami. Przed wejściem robimy sobie pierwsze wspólne zdjęcie żartując, czy na ostatnim zdjęciu tego dnia też będziemy tak zadowoleni.
Na stole przed wejściem do domu czeka na nas kawa i napoje, i kartka ”witajcie”. Dobrze przyjechać gdzieś, gdzie ktoś na nas czeka…
Pierwsze minuty zawsze są podobne. Ktoś chodzi po ogrodzie, ktoś siada na ławce, ktoś po prostu stoi i patrzy. Jakby trzeba było chwilę, żeby ciało nadążyło za tym, że już nie trzeba się spieszyć, bo ten dzień skończy się tak jak się zaczął, i tylko od nas zależy co się w nim wydarzy. Jakie to oczywiste.

Ręce w ziemi

Po kawie, organizacja pracy, pod batutą p. Eli wszystko działa jak w szwajcarskim zegarku, mamy listę zadań, narzędzia są przygotowane. Takie są nasze pobyty: praca, która jest odpoczynkiem, a zarazem odpoczynek, który jest pracą.
W ogrodzie szybko zrobiło się gwarno – ktoś wyrywał chwasty, ktoś inny okopywał hortensje. Przy różach pochylone sylwetki, przy tulipanach skupienie. W środku ogrodu dwie osoby malują drewniany domek, a spokój jest tak duży, że słychać pociągnięcia pędzla po drewnie, które komponują się ze żwawym, porannym śpiewem ptaków w koronach drzew. Wszyscy przykładają się do pracy
— Nie musisz tak dokładnie — mówi Kasia, do Rafała, który z pełnym zaangażowaniem kopie i grabi do „czysta” ziemię przy murze.
— Jak coś robię, to to robię dokładnie, i tak nie jestem zadowolony! Ziemia za grabkami Rafała jest idealna.
Zapach trawy i ziemi, ptaki śpiewające w wysokich drzewach ogrodu, słońce na twarzy, powtarzalne ruchy. Niby nic wielkiego. A jednak coś się zmienia.
Bo praca z roślinami uspokaja. Nie trzeba o tym wiedzieć z książek – wystarczy zobaczyć, jak ludzie po godzinie pracy mówią ciszej, poruszają się wolniej, zaczynają żartować.
Ktoś nagle mówi:
— Fajnie tak… normalnie.

Rozmowy, które mają czas

W „Pomost–Passerelle” przyzwyczailiśmy się do intensywności. Spotkania środowe, biuro socjalne, interwencje, wiele osób, wiele historii, wiele spraw do załatwienia.
Tutaj jest inaczej.
Rozmowy dzieją się same. Bez planu. Bez presji.
Ktoś opowiada o tym, co było. Ktoś inny słucha. Ktoś żartuje. Ktoś milczy, ale jest obok.
— W Paryżu nie ma kiedy tak pogadać — mówi jeden z uczestników.
— Zawsze szybko.
Tutaj nie ma „szybko”.
Jest czas.

Dom, który przyjmuje

Dom PMK jest duży, oprócz goście, którzy przyjechali na pobyt. Pracy jest dużo i zaledwie kilka osób do zajęcia się wszystkim: posiłkami, przygotowaniem pokojów, budynkami, ogromnym ogrodem. Każde ręce do pracy są tu zawsze mile widziane.
W południe z domu Polskiej Misji Katolickiej zaczyna unosić się zapach obiadu.
I nagle wszyscy robią się trochę bardziej głodni, trochę bardziej uśmiechnięci.
Czeka na nas nakryty stół. Jest ktoś, kto mówi:
— Nie modlimy się przed jedzeniem?
I wszyscy jak na komendę wstają.
Jest zupa, pomidorowa, najlepsza, jest dokładka, drugie danie, deser. Rozmawiamy o naszych ulubionych polskich daniach.
Bo ten dom taki właśnie jest, sprawia, że czujemy się jak w domu.

Być potrzebnym

Po obiedzie wracamy do pracy. Ktoś jeszcze coś poprawia, ktoś kończy malowanie, ktoś sprząta narzędzia.
— Ładnie się zrobiło— mówi ktoś. I to zdanie dobrze oddaje sens tego dnia.
Bo ta praca nie jest tylko pomocą dla domu Misji. Jest też czymś więcej.
Dla wielu osób to moment, w którym mogą poczuć: jestem potrzebny, zrobiłem coś dobrego i pożytecznego. To nie jest mało, a do tego kojąca obecność natury, z daleka od nerwowej obojętności, czy nawet wrogości miejskiej.

Pod wieczór rozpalamy grill. Kiełbaski, rozmowy, śmiech. Ktoś opowiada swoją śmieszną historię, ktoś się śmieje tak, że aż musi usiąść. Okazuje się, że ktoś śpiewa doskonale imitując Martyniuka. Ktoś patrzy w ogień i nic nie mówi.

Wracamy trochę inni

Wyjazd, podziękowania, machamy do siebie na pożegnanie. Kiedy wracamy do Paryża, miasto jest takie samo jak rano. Ale my – już trochę inni.
Trochę spokojniejsi. Trochę bliżej siebie.
— Trzeba tu częściej przyjeżdżać — ktoś mówi na koniec.
I wszyscy wiedzą, że ma rację.

Fot. archiwum stowarzyszenia „Pomost-Passerelle”

W drodze do domu PMK

Praca w ogrodzie

Wspólna praca

Widok na dom PMK od strony ogrodu

Praca przy hortensjach

Malowanie domku

Domowy obiad

Po pracy czas na grill i wypoczynek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Avatar użytkownika, wgrany podczas tworzenia komentarza.


2026-05-20 23:15:20
Skip to content