szukaj
Wyszukaj w serwisie


Ugo Bienvenu o „Arco”: animacja to poezja i wrażliwość (wywiad)

AH / 17.04.2026
Zdjęcie ilustracyjne, fot. jackmac34, pixabay.com
Zdjęcie ilustracyjne, fot. jackmac34, pixabay.com

Animacja to poezja i wrażliwość. Gatunek, który przekazuje o wiele głębszą prawdę niż naukowe fakty – powiedział PAP twórca „Arco” Ugo Bienvenu. Nominowany do Oscara film o dziecięcej przyjaźni i poszukiwaniu własnego miejsca w świecie od piątku w polskich kinach.


czytaj też: >>> 59-letni paryżanin wygrał na loterii obraz Picassa <<<

W swoim pełnometrażowym debiucie animowanym francuski ilustrator, autor komiksów i powieści graficznych Ugo Bienvenu opowiada o dziesięcioletnim chłopcu z przyszłości, który chciałby podróżować ze swoim ojcem, ale jest zbyt mały, by mógł towarzyszyć mu w pracy. Pewnego dnia tytułowy bohater dostrzega na niebie tęczę i przypadkowo przenosi się do 2075 r. W świecie tym niektóre obiekty są przezroczyste, roboty pracują w szkołach i opiekują się dziećmi, a natura pozostaje w zagrożeniu. Arco zostaje odnaleziony w lesie przez swoją rówieśnicę Iris. Dziewczynka zaprzyjaźnia się z nim i postanawia pomóc chłopcu wrócić do domu. Aby ponowna podróż w czasie była możliwa, Arco musi odnaleźć zgubiony w lesie amulet. Nie może przy tym dać się schwytać trzem tajemniczym mężczyznom, którzy depczą mu po piętach.

PAP: Ważnym motywem twojego filmu jest tęcza. To nie tylko symbol nadziei i wzór peleryny noszonej przez głównego bohatera, ale też pomost między przyszłością a przeszłością. Skąd wziął się obraz świata za pół wieku, w którym wciąż obecne są piękno, harmonia i przyjaźń?

Ugo Bienvenu: Od ponad 10 lat piszę historie science fiction. W 2019 r. jeden z moich komiksów odniósł we Francji duży sukces. Wiele osób sugerowało przeniesienie go na ekran, jednak nie byłem tym zainteresowany. Miałem poczucie, że wszystko, co gatunek ten eksploruje od lat 50., dzieje się na naszych oczach. Żyjemy w kiepskim filmie science fiction. Jeśli pragniemy zmiany na lepsze, najpierw musimy ją sobie wyobrazić. W „Arco” chciałem dać widzom trochę światła i nadziei. Kiedy myślę o obrazach, które mnie ukształtowały, w pierwszej kolejności przychodzi mi do głowy kino familijne i superbohaterskie – „Jumanji”, „Kacper”, „Maska”, bajki Disneya. Do filmów animowanych wracamy wielokrotnie. Poznajemy je w dzieciństwie, a później pokazujemy kolejnym pokoleniom. Uważam, że animacja może wywrzeć na człowieka większy wpływ niż film aktorski.

PAP: Jesteś synem dyplomaty i graficzki, dorastałeś w Gwatemali, Czadzie, Paryżu i Meksyku. Miejsca, w których mieszkałeś, wpłynęły na twoją twórczość?

U.B.: Częste przeprowadzki przyzwyczaiły mnie do myśli, że świat wokół ciągle się zmienia. Kilka lat temu we Francji odbywały się protesty tzw. żółtych kamizelek. Często słyszałem, że ludzie chcą zmian, a przecież to kosztuje. Wydaje mi się, że zachodni świat kompletnie o tym zapomniał. Pomyślałem: ok, stworzę postać pragnącą zmian. Chciałem spojrzeć dzieciom prosto w oczy, tak jak zrobili to twórcy „Pinokia”, „Alicji w Krainie Czarów” i „Barbie”. Oni nie oszukiwali młodych widzów, nie traktowali ich z góry, jak robią to niektórzy reżyserzy. Dzieci bezbłędnie wyczuwają fałsz. Zależało mi też, by podczas seansu „Arco” babcie mogły śmiać się i wzruszać razem ze swoimi wnukami. Animowana forma idealnie się do tego nadaje. Zajmuję się tą materią od 18. roku życia i wciąż jest ona dla mnie najbardziej magicznym doświadczeniem na świecie.

PAP: Krytycy zestawiają twój utwór z dziełami trzykrotnego laureata Oscara Hayao Miyazakiego. Takie porównania cieszą czy drażnią?

U.B.: Dla mnie to prawdziwy zaszczyt. Miyazaki jest jednym z najlepszych artystów wszech czasów. Choć muszę przyznać, że recenzje trochę mnie zaskoczyły. Nikt wcześniej nie skojarzył mnie z Miyazakim. Przypuszczam, że stało się tak, ponieważ zrobiłem film fabularny, w dodatku pozbawiony przemocy. Niemal 99 proc. animacji przedstawia walkę. Może jestem podobny do Miyazakiego w tym sensie, że chcę pokazywać piękno natury. Najchętniej rysuję liście i drzewa. Poza tym nie lubię czarno-białych historii. Znacznie bardziej interesują mnie szare strefy. Animacje są na tyle wymagającym przedsięwzięciem, że zwykle nie ma w nich miejsca na nieświadomość. Tymczasem w kinie japońskiego mistrza zajmuje ona ważne miejsce. Proces pisania scenariusza „Arco” też był intuicyjny. Kiedy tworzę opowieść, lubię nie wiedzieć, dokąd mnie ona zaprowadzi.

PAP: W ostatnich latach dwukrotnie zostałeś ojcem. Stworzyłeś ten film dla swoich dzieci?

U.B.: Zaczynając pracę nad animacją, marzyłem o powiększeniu rodziny. Stwierdziłem, że gdyby kiedyś moje dzieci zapoznały się z tym, co zrobiłem, wzięłyby mnie za cynika. Często mówi się, że zadaniem młodego pokolenia jest kształtowanie nowej rzeczywistości, zmienianie świata, redefiniowanie zastałych norm. To prawda, ale my, dorośli, musimy przygotować im grunt. „Arco” był moim sposobem na wywiązanie się z tego zadania. Nie chciałem, by moje dzieci żyły w ciemnym, ponurym miejscu. Postanowiłem dać im trochę otuchy i wiary, że świat może być lepszy. Rok później urodziła się moja córka, a po niej – syn.

PAP: Słyszałam, że większość twojego zespołu animatorów stanowią absolwenci szkół artystycznych, w których wykładałeś. To prawda?

U.B.: Tak. Nie wykonuję tej profesji tylko po to, by wręczać podwładnym czeki pod koniec miesiąca. Dzielę życie z tymi, z którymi pracuję. Już na wstępie powiedziałem tym młodym ludziom, że w pracy liczą się również emocje i uczucia. Można nawiązać przyjaźnie, można się w kimś zakochać. W trakcie produkcji mieliśmy w zespole pięć par. Byłem szczęśliwy, że tworzymy zgraną drużynę, mamy do siebie zaufanie. Wiedziałem, kto z kim trzyma i pod tym kątem projektowałem przestrzenie w studio. Chodziło o to, by każdy czuł się komfortowo, mógł słuchać ulubionej muzyki i przebywać w towarzystwie tych, do których jest mu najbliżej. To zaprocentowało. Skończyliśmy pracę sześć miesięcy przed terminem, co praktycznie nigdy nie zdarza się w naszej dziedzinie. Cieszyłem się, że mogłem zaoferować współpracownikom odpowiednie wynagrodzenie. Wielu pracodawców na Zachodzie pragnie za wszelką cenę zaoszczędzić. A przecież w branży jest tak wielu wspaniałych, utalentowanych ludzi. Jeśli dobrze zapłacę komuś, kto zna się na swojej pracy, wydam mniej niż gdybym później miał płacić za poprawki. W moim zespole nie musieliśmy przerabiać animacji.

PAP: Producentką „Arco” została Natalie Portman. Jak do niej trafiłeś?

U.B.: Ilekroć opowiadałem komuś o pomyśle na film, słyszałem, że to nie może się udać. Skoro w fabule nie ma antagonisty, nie ma mowy, by kogoś zainteresowała. Nawet mój serdeczny przyjaciel, który jest ważnym francuskim producentem, był tego samego zdania. Dlatego razem z producentem i współscenarzystą Félixem de Givry włożyliśmy w tę animację wszystkie oszczędności. Po sześciu miesiącach mieliśmy 45 minut filmu, ale byliśmy spłukani. Zadzwoniliśmy do naszego agenta, a on wspomniał, że Natalie Portman założyła firmę producencką i może będzie zainteresowana projektem. Następnego dnia Natalie przyjechała do naszego studia ze swoją wspólniczką Sophie Mas. Obejrzały materiał, zapytały o nasze oczekiwania i wpłaciły pieniądze, jakich potrzebowaliśmy. Sześć miesięcy później zaprosiliśmy na spotkanie kupców i dystrybutorów. Doszło do tego, że musieliśmy wybierać, z kim chcemy współpracować. Ci sami ludzie, którzy mówili, że nam się nie uda, teraz chcieli dołączyć do projektu. To było istne szaleństwo.

PAP: Biorąc pod uwagę duże zainteresowanie, wyobrażasz sobie w przyszłości „Arco” w formie filmu aktorskiego?

U.B.: Wykluczyłem taką możliwość w kontrakcie. To byłby naprawdę kiepski pomysł. Szczerze mówiąc, nie rozumiem tego, co robi z filmami aktorskimi chociażby Disney… Po prostu tego nie kupuję. Dawniej filmy animowane były bardzo emocjonalne. Teraz są przerażające. Nie chcę, by prawdziwe zwierzęta mówiły do mnie z ekranu. Animacja to poezja i wrażliwość. Gatunek, który przekazuje o wiele głębszą prawdę niż naukowe fakty. Jeśli zaczniemy skupiać się na faktach w animacji, zabrniemy w ślepy zaułek. Nie interesuje mnie taki kierunek i nie rozumiem, dlaczego niektórzy są w stanie wyłożyć na to tyle pieniędzy. Pokutuje przekonanie, że twórcy animacji oglądają wyłącznie filmy z tego gatunku. Tymczasem ja już rzadko sięgam po takie obrazy. Skupiam się na pisaniu historii i lekturze – niekoniecznie literatury science fiction. Czytam utwory Marguerite Duras, Lwa Tołstoja, poezję. Najbardziej interesuje mnie to, co ludzkie. Uważam, że science fiction powinno skłaniać do filozoficznej refleksji nad życiem.

PAP: Ostatnie lata wydają się sprzyjającym czasem dla niezależnych twórców animacji. W ubiegłym roku „Flow” Gintsa Zilbalodisa jako pierwsza w historii łotewska produkcja otrzymał Oscara w kategorii pełnometrażowy film animowany. Ty zgarnąłeś za „Arco” nominacje do Oscara, Złotego Globu i nagrody BAFTA.

U.B.: Chociaż mieliśmy budżet o 100 milionów mniejszy niż inne filmy, z którymi konkurowaliśmy… Ale przecież nie chodzi o pieniądze. Liczy się intencja. Jeśli widzowie czują, że ktoś włożył w film serce, że jest wobec nich szczery, doceniają to. Duże studia robią, co mogą, by przyciągnąć publiczność. Jednak ciążąca na nich presja zysku sprawia, że nie mają takiej wolności artystycznej jak my. Nie chciałbym mieć na plecach ciężaru dużych pieniędzy.

PAP: Widzisz w swojej dziedzinie wielu interesujących artystów?

U.B.: Tak, to osoby, które ze mną pracują. Mam nadzieję, że nie brzmię pretensjonalnie. Po prostu prowadząc wydawnictwo komiksowe, prezentuję twórczość innych autorów, która mi się podoba. Również ludzie z naszego studia doceniają talenty swoich kolegów. Obecnie produkujemy krótkometrażowy film Jocelyna Charlesa. Jestem przekonany, że przypadnie on do gustu publiczności i za kilka lat Jocelyn zrealizuje pełnometrażowy debiut. Z kolei krótki metraż Stephena Vuillemina, który wyprodukowaliśmy, zebrał w ubiegłym roku blisko 50 nagród. Teraz Stephen pracuje nad długą formą. Chciałbym, by głosy tych artystów poniosły się echem po świecie.

Rozmawiała Daria Porycka

„Arco” można oglądać od piątku w polskich kinach. Dystrybutorem obrazu jest Kino Świat.

źródło: PAP

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


2026-04-17 23:15:17
Skip to content