Na procesie apelacyjnym Le Pen prokuratura żąda 4 lat więzienia, w tym trzech w zawieszeniu

fot. pixabay.com
Na procesie apelacyjnym liderki francuskiej skrajnej prawicy Marine Le Pen prokuratura zażądała zakazania jej udziału w wyborach na 5 lat. Wymiar kary, którego się domaga, to cztery lata więzienia, w tym trzy w zawieszeniu. Sprawa dotyczy fikcyjnych etatów dla asystentów europosłów z partii Le Pen.
Le Pen została skazana w 2025 roku przez sąd niższej instancji, a sąd apelacyjny rozpatruje jej odwołanie od wyroku. We wtorek odbyły się wystąpienia, w których strona oskarżenia zażądała wymiaru kary. Wyrok będzie ogłoszony przed latem br.
Domagając się czterech lat więzienia, w tym trzech w zawieszeniu, prokuratura uznała, że „niezawieszony” rok mógłby zostać zastąpiony nadzorem w postaci noszenia bransoletki elektronicznej. Zażądała też kary grzywny w wysokości 100 tys. euro.
Zakaz ubiegania się o funkcje publiczne – w praktyce zakaz udziału w wyborach – jest kluczową sprawą dla Le Pen, która zamierza ubiegać się o urząd prezydenta w wyborach w 2027 roku. Tego rodzaju zakazy są zwykle orzekane w sprawach dotyczących sprzeniewierzenia funduszy publicznych.
Sąd, wydając wyrok, nie musi kierować się żądaniami prokuratury. Gdyby się na nie zgodził, mogłoby to udaremnić start Le Pen w wyborach w 2027 roku, choć prokuratura nie domaga się natychmiastowego wykonania kary (odmiennie niż orzekł sąd pierwszej instancji). Agencja AFP ocenia jednak, że ten niuans może stać się bezprzedmiotowy, ponieważ Sąd Kasacyjny – jeśli Le Pen zwróci się do niego w razie wyroku – powinien wypowiedzieć się przed wyborami prezydenckimi.
Na udział w wyborach pozwalałby Le Pen zakaz ubiegania się o funkcje publiczne krótszy niż dwa lata (bo obowiązuje on od marca 2025 roku) i kara, która nie polegałaby na noszeniu bransoletki elektronicznej.
Przy czym od dłuższego czasu przed partią Le Pen, Zgromadzeniem Narodowym (RN), rysuje się scenariusz wysunięcia w wyborach prezydenckich innego kandydata – Jordana Bardelli. Młody współpracownik Le Pen, który zajmuje stanowisko przewodniczącego partii, ostatnio wyprzedza liderkę skrajnej prawicy w sondażach popularności.
Sprawa, który teraz trafiła przed sąd apelacyjny, dotyczyła praktyk partii Le Pen, wcześniej znanej jako Front Narodowy, w Parlamencie Europejskim w latach 2004-16. Oskarżonymi byli zarówno dawni eurodeputowani tej partii, jak i ich byli asystenci. Sąd pierwszej instancji uznał, że istniał system polegający na tym, że eurodeputowani FN zatrudniali na stanowiskach asystentów w PE osoby, które zamiast świadczyć pracę na rzecz europosłów, wykonywały zadania dla partii. Regulacje PE tego zakazują. Spośród ponad 20 osób skazanych przez sąd pierwszej instancji około połowa odwołała się od wyroku.
źródło: PAP
czytaj też: >>> 14-latek zaatakował nożem nauczycielkę w szkole na południu Francji <<<
Dodaj komentarz