„Le Monde”: kraje europejskie są zmuszone przemyśleć na nowo swą zbiorową obronę

fot. pixabay.com
Kraje europejskie są zmuszone przemyśleć na nowo swą zbiorową obronę – podkreśla francuski dziennik „Le Monde”, komentując zapowiedź wycofania przez USA ok. 5 tys. amerykańskich żołnierzy z Niemiec i doniesienia o zawieszeniu rozmieszczenia tam przez USA systemów rakietowych dalekiego zasięgu.
czytaj też: >>> 60 lat temu zmarł Królikiewicz, pierwszy polski indywidualny medalista olimpijski z Paryża <<<
W artykule, który ukazał się w druku w środę, dziennik stawia pytanie, czy USA „interweniowałyby, by bronić swych sojuszników w razie ataku na Stary Kontynent”. Ocenia, że przywódcy europejscy, którzy uczestniczyli w poniedziałek w szczycie Europejskiej Wspólnoty Politycznej w Armenii, „coraz bardziej w to wątpią”.
Prezydent USA Donald Trump „dodatkowo osłabił” Sojusz, ogłaszając decyzję o wycofaniu części żołnierzy z Niemiec – pisze „Le Monde”, a w odniesieniu do systemów dalekiego zasięgu przypomina, że byłyby one w stanie razić cele znajdujące się na terytorium Rosji. Jak powiedziała dziennikowi Gesine Weber, ekspertka z Ośrodka Studiów nad Bezpieczeństwem na Politechnice w Zurychu, „pozbawia to Europejczyków ważnego środka odstraszania wobec Rosji”. Zdaniem Weber „grozi to wywołaniem bądź pogłębieniem deficytu odstraszania”, z czym Europa może się zetknąć, jeśli USA wycofają się z zapewniania bezpieczeństwa na kontynencie.
Nathalie Tocci, specjalistka od spraw międzynarodowych na Uniwersytecie Johnsa Hopkinsa, podkreśliła, że sojusz Europy i USA opiera się na zaufaniu, „a teraz to zaufanie jest na najniższym poziomie”.
„Wzmocnienie »europejskiego filaru« Sojuszu Północnoatlantyckiego, czego od dawna bronił Paryż, obecnie popierane jest przez wielu sojuszników, w tym Berlin, Londyn, Hagę i Sztokholm” – ocenia „Le Monde”. Kraje europejskie – jak dodaje – „zmuszone są podporządkować się nakazowi USA, by wziąć odpowiedzialność za swą obronę konwencjonalną”. Dziennik podkreśla, że „od wielu miesięcy armie europejskie już stanęły na czele głównych ćwiczeń NATO, pozwalając USA na zmniejszenie ich zaangażowania”, a oficerowie europejscy mają wziąć odpowiedzialność za różne ośrodki dowodzenia w NATO. Przed szczytem NATO w Ankarze w dniach 7-8 lipca „stolice identyfikują możliwości, jakie mogą wnieść do Sojuszu, by pozwolić USA na przeorientowanie ich zasobów na inne regiony” – relacjonuje „Le Monde”.
Jednak – zdaniem dziennika – „bardziej zeuropeizowane NATO nie przekształci się w organizację obrony zbiorowej w rękach Europejczyków”, ponieważ „USA nadal chcą zachować najważniejsze stanowiska dowodzenia”. Zdaniem Nathalie Tocci „pod względem strategicznym, operacyjnym i przemysłowym NATO będzie organizacją amerykańską z lepiej uzbrojonymi krajami europejskimi”, które będą też „bardziej autonomiczne”.
„Le Monde” zauważa, że sojusznicy europejscy, dążąc do większej autonomii, „stopniowo wdrożyli w ostatnich latach zalążki struktur, które można byłoby wzmocnić w razie naglącej potrzeby”. Jako przykład podaje utworzone w 2014 roku Połączone Siły Ekspedycyjne (JEF) pod przywództwem Wielkiej Brytanii. Ponadto od 2024 roku Francja i Wielka Brytania inicjują „koalicje ad hoc” z krajami, które chcą się przyłączyć np. do gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy bądź do misji w cieśninie Ormuz. Powołując się na opinię niewymienionego z nazwiska dyplomaty, dziennik zastrzega jednak, że centra dowodzenia i planowania tych koalicji są „bardzo skromne”.
Pojawiają się też inne pomysły, jak stworzenie Rady Bezpieczeństwa Europejskiego czy „sojuszu obrony” otwartego dla krajów europejskich, np. dla Ukrainy. Te gremia „miałyby pozwolić na przyspieszenie podejmowania w Europie decyzji w sferze obrony” – ocenia „Le Monde”. Jak dodaje, na ciąg dalszy i przyspieszenie dyskusji o usamodzielniania się krajów europejskich wpłynie przyszła postawa Trumpa wobec NATO.
źródło: PAP
Dodaj komentarz