Cztery lata wojny: Francja dokonała zwrotu strategicznego, ale wciąż nie jest liderem we wspieraniu Ukrainy

fot. pixabay.com
Francja dokonała w ostatnich latach zwrotu strategicznego – znacząco zwiększyła inwestycje w armię, zmieniła politykę wobec Rosji i nawiązała bliższe stosunki z państwami wschodniej flanki NATO – niemniej Paryż wciąż nie jest liderem we wspieraniu Ukrainy – ocenili w rozmowie z PAP francuscy eksperci.
czytaj też: >>> Europejscy liderzy z koalicji chętnych w czwartą rocznicę wojny: Rosja ponosi straty <<<
Zwrot strategiczny we Francji dokonał się na dwóch płaszczyznach – poprzez zwiększenia nakładów finansowych na armię oraz zmianę podejścia w polityce zagranicznej wobec Rosji i zbliżenie strategiczne z państwami wschodniej flanki NATO. Francja m.in. rozmieściła wojska w Rumunii i podpisała traktat o współpracy i przyjaźni z Polską.
Wydatki na armię we Francji utrzymywały się do 2017 r. na poziomie ponad 32 mld euro, a od tamtego momentu zaczęły rosnąć. Jak wynika z raportu francuskiego resortu obrony dla parlamentu, w 2026 r, mają osiągnąć rekordową kwotę ponad 57 mld euro. Siły zbrojne są też rozwijane i reorganizowane: w 2017 r. powołano dowództwo obrony cybernetycznej, a w 2019 r. powstało dowództwo sił kosmicznych, które działa w ramach sił powietrznych.
Zmiana zaszła także w polityce Francji wobec wschodnich partnerów. Dyrektor Francuskiego instytutu spraw międzynarodowych (IFRI) Thomas Gomart przypomniał w rozmowie z PAP wystąpienie Emmanuela Macrona na szczycie GLOBSEC w 2023 roku. Prezydent Francji oświadczył wówczas: „Niektórzy mówili, że straciliście okazję, by milczeć. Ja sądzę, że my straciliśmy okazję, by was słuchać. Te czasy się skończyły”. Macron nawiązał do słów nieżyjącego już prezydenta Francji Jacques’a Chiraca, który w 2003 r. strofował kraje Europy Środkowej za przyłączenie się do amerykańskiej koalicji walczącej w Iraku, mówiąc, że straciły „okazję, by milczeć”.
Gomart zwrócił uwagę, że w wydanym w 2025 r. dokumencie definiującym strategię Paryża – Narodowym Przeglądzie Strategicznym – zaznaczono, że Francja musi do 2030 r. być gotowa do stawienia czoła „konfliktowi o dużej skali wymierzonemu w serce Europy”.
W polityce realizowanej przez francuski rząd widać, że kluczowa myśl zapisana w tym dokumencie, czyli przygotowanie państwa do konfliktu o wysokiej intensywności, jest przynajmniej w części realizowana. W lutym Francja rozpoczęła ćwiczenia wojskowe Orion 26, które są dla francuskiej armii największymi tego typu manewrami od czasów zimnej wojny. Potrwają trzy miesiące i będą w nie zaangażowane wszystkie rodzaje sił zbrojnych.
Analityk think tanku Euro Creative Aurélien Duchêne, analizując postawę Francji wobec Ukrainy, dzieli ją na dwa etapy. Jego zdaniem przez pierwsze dwa lata rosyjskiej inwazji na pełną skalę Paryż wciąż nie miał wypracowanej jasnej strategii.
Drugi etap rozpoczyna się wraz z organizowaniem przez Macrona koalicji chętnych, gdy francuski prezydent zaczyna mówić o wysłaniu wojsk na Ukrainę – wyjaśnił Duchêne w rozmowie z PAP. – Wówczas pierwszy raz poczułem, że Francja nie chce być mediatorem, jak Turcja, ale liderem we wsparciu dla Ukrainy. Niestety minęły dwa lata od tych deklaracji i nasi sojusznicy zaczynają nam wypominać, że robimy zbyt mało – dodał. Francuski badacz przyznał, że zgadza się z taką oceną.
Duchêne zwrócił uwagę, że Francja pomaga Ukrainie na mniejszą skalę niż np. Dania czy Szwecja, gdy mowa o bezpośredniej pomocy dla Kijowa. Przypomniał też wypowiedź szefa niemieckiej dyplomacji Johanna Wadephula z lutego, który wypomniał Paryżowi zbyt małe wydatki na zbrojenia.
Analityk zaznaczył jednocześnie, że Francja mimo wszystko jako pierwsza podjęła działania w niektórych obszarach, m.in. dostarczając nowoczesną broń, a także zastąpiła USA w roli głównego dostawcy danych wywiadowczych dla Ukrainy. – Niemniej mimo tych zasług, widać, że francuskie przywództwo stoi pod znakiem zapytania. Przykładem jest zakup francuskich rakiet przez Norwegię, która następnie przekazała je Ukrainie. Dlaczego Francja nie była w stanie sama zamówić tych rakiet i przekazać ich Ukrainie? – zapytał.
Na polu dyplomatycznym Francja wraz z Wielką Brytania w 2025 r. powołały koalicję chętnych. Część państw tworzących tę inicjatywę gotowa jest uczestniczyć w rozmieszczeniu na Ukrainie, z dala od linii frontu, tzw. sił reasekuracyjnych w razie rozejmu w wojnie rozpętanej przez Rosję. Macron był pierwszym europejskim przywódcą, który zaproponował wysłanie wojsk do Ukrainy.
– Koalicja chętnych jest wyłącznie projektem politycznym, ale jest słuszną inicjatywą, ponieważ gdybyśmy nie uczynili minimum wysiłku, to po Anchorage nie byłoby nikogo, aby towarzyszyć Zełenskiemu w Waszyngtonie, być może nie zostałby nawet zaproszony – ocenił Gomart, odwołując się do spotkania prezydenta USA Donalda Trumpa z przywódcą Rosji Władimirem Putinem na Alasce w mieście Anchorage w sierpniu 2025 r. Efektem tych rozmów była wizyta prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego w Białym Domu, którego wsparli przywódcy państw koalicji chętnych.
W ostatnich latach we Francji temat relacji z Rosją był bardzo często dyskutowany i to w sposób krytyczny. W wydanej w 2024 r. książce „Zaślepieni. Jak Berlin i Paryż dały Rosji wolną rękę” autorstwa Sylvie Kauffmann, autorka surowym okiem wskazuje na błędy francuskiej dyplomacji i Pałacu Elizejskiego. Niemniej także Kauffmann zauważa, że wśród francuskich elit w 2022 r. zaszła zmiana.
Dyrektor IFRI uważa, że nie należy rozpamiętywać błędów z przeszłości. – Pytanie brzmi, co Europejczycy są w stanie razem zrobić. Wszyscy dobrze wiedzą, że chociaż potencjał wojskowy Europejczyków nie jest nikły, musieliby oni, aby móc podjąć kroki wojskowe, zaakceptować ryzyko, na które nie są gotowi – zauważył Gomart. Analityk zwrócił uwagę, że opinia publiczna w żadnym z państw europejskich nie byłaby gotowa zaakceptować takiej skali strat ludzkich, jakie ponosi Ukraina.
Jednocześnie przypomniał, że francuski system polityczny jest wyjątkowy i prezydent ma w nim bardzo szerokie uprawnienia. – Prezydent może wysłać wojska jako dowódca i może odczekać cztery miesiące, zanim zwróci się do parlamentu o zgodę na kontynuowanie działań – wyjaśnił Gomart. Odnosząc się do Macrona, dyrektor IFRI zapewnił, że francuski przywódca jest zdecydowany, aby dalej realizować zapoczątkowaną politykę. – Prawdziwe pytanie to, kto jeszcze jest gotowy pójść w tym kierunku? – zapytał analityk, odnosząc się do reszty przywódców europejskich i potencjalnego następcy Macrona, który opuści Pałac Elizejski w 2027 roku.
– Nie ma żadnego ryzyka, że Francja odejdzie od polityki zwrotu strategicznego, wokół tego jest konsensus. Pojawia się jednak pytanie, jak daleko jesteśmy w stanie pójść, bo postulatu zwiększenia wydatków na zbrojenia do poziomu 5 proc. PKB nie podejmie żaden kandydat na prezydenta, chyba że chce przegrać wybory – ocenił Gomart.
– Nie ograniczymy wojska, ale myślę, że Francja nie zrobi tego, czego podjęła się Polska czy nawet Niemcy, czyli masowego dozbrojenia się. Dlatego sądzę, że doszło do zwrotu strategicznego, ale Francja nie jest wciąż liderem. Powód jest wewnętrzny. Francja nie wie, czego tak naprawdę chce: skupić się wyłącznie na Europie czy być światowym mocarstwem – podsumował Aurélien Duchêne.
źródło: PAP
Dodaj komentarz