szukaj
Wyszukaj w serwisie

Wielkopostne zamyślenia “Jezus i ja” stacja IX – Wszystko albo nic

AH / 03.04.2019
fot. Pixabay.com
fot. Pixabay.com

Przyszedł czas, żeby zatrzymać się przy stacji IX, gdzie ważyły się losy ludzkości: wszystko albo nic. Przede wszystkim decydowały się losy mój i Twój, wszystkich i każdego z osobna, a wszystko spoczywało na barkach Boga-Człowieka.


Stacja IX – Wszystko albo nic

Coraz bardziej udziela mi się doniosłość sytuacji. Krwawy korowód jest już na ostatniej prostej przed szczytem Kalwarii. Każdy krok przybliża skazańców do celu. O zgrozo, tym celem nie będzie wreszcie odpoczynek, ale kulminacja cierpienia…

Snuję się wraz z ludźmi, którzy towarzyszą skazanym. Zdaje się, że wielu gapiów zostało w mieście wraz z tymi o słabszych nerwach. W bramie miasta widać spory tłum. Teraz, gdy ludzi idących na szczyt jest mniej, jestem bardziej ostrożny z uwagi na fakt, żeby nie rzucać się w oczy i nie stać się ewentualnie obiektem zainteresowania ze strony żołdaków. Jednocześnie dostrzegam więcej. Jezus już od dawna idzie schylony niemal do połowy ciała. Nie widać na jego ciele miejsc wolnych od ran i krwi. Zaczyna się ostatnie podejście pod szczyt. Kilkadziesiąt metrów stromego terenu. Przerażający widok: na szczycie góry grupka opryszków już szykuje teren pod ukrzyżowanie. Raczą się jakimś trunkiem dla dodania sobie odwagi i animuszu. A nieco bardziej w dole skazańcy walczą o przeżycie, dają z siebie więcej niż 100%.

Via Crucis IX Jésus tombe pour la troisième fois, fot. Didier Descouens, wikimedia

Coraz bardziej dopada mnie myśl, że teraz rozegra się niemalże decydująca wala: wszystko albo nic; śmierć albo życie; wóz albo przewóz; moje zbawienie albo potępienie.

Wtem Jezus popchnięty zachwiał się i runął na ziemię, uderzając głową o twardy kamień. Zamarłem w bezruchu… Chrystus nie daje oznak życia. Czyżby wszystko było stracone? Wszystko na nic? Przegrał? Przegraliśmy? To teraz może mnie ukrzyżują zamiast Niego…?

Odkąd pamiętam, zawsze przeżywałem swoje życie jak niekończącą się imprezę. Nigdy nie traktowałem go poważnie. Nawet wtedy, gdy podejmowałem próby samobójcze… Teraz jednak pierwszy raz poczułem, że życie to nie jest ułuda, bajka, ale coś śmiertelnie poważnego. A jeśli Jezus nie wstanie, wszystko straci sens.

Z moich ust wyrwał się jęk: “Boże, co teraz z nami będzie…? Co będzie ze mną…?”. Gdy tak się zastanawiałem Chrystus drgnął. Żołnierze i opryszkowie najwyraźniej trochę się przestraszyli, że zepsuli robotę i złamali rozkaz, bo skazaniec umrze im przed szczytem. Pociągali za łańcuchy i sznury, żeby postawić Go na nogi, rzucając przy tym obelżywe epitety.

W jakiś cudowny sposób Chrystus wstał z trudem, którego nie da się opisać. Widząc, że Skazaniec próbuje wstać, żołdacy już nic a nic Mu nie pomagali, zadowoleni, że jednak żyje. Ale On mimo to wstał.

Ja przysiadłem na moment  z wrażenia. Wtedy stało się coś, czego nie zapomnę nigdy, jak zresztą całej tej niezwykłej podróży, którą odbywam: Chrystus spojrzał na Mnie i choć miał twarz zalaną krwią, spojrzał na mnie z miłością i powiedział, co usłyszałem w duszy: “Muszę iść do końca, dla Ciebie. Miłuję Cię, (tu wstaw swoje imię, Czytelniczko, Czytelniku), nad życie”.

Dwaj skazańcy już byli na szczycie, Jezus po kilku krokach, które były już właściwie jakimś dramatem, a nie poruszaniem się, również stanął na szczycie. Dopiero teraz rozegra się najgorsze.

 

Poprzedni odcinek: stacja VIII – Łzy >>>

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Avatar użytkownika, wgrany podczas tworzenia komentarza.


2024-04-19 23:15:12