Wielkopostne zamyślenia “Jezus i ja” stacja II – Belka
fot. Pixabay.com
Drugi odcinek cyklu wielkopostnego “Jezus i ja”. Tym razem pochylamy się nad II stacją Drogi krzyżowej.
Stacja II – Belka
Nie mogę Go poznać. “Tak Go oszpecili, ci bezecnicy!” – pomyślałem sobie, ale niemal w tej samej chwili poczułem wielki wstyd. W jakiś dziwny sposób odczułem w sercu, że cała ta boleść Jezusa to nie tylko sprawka oprawców, ale i… moja. W twarzy jednego z siepaczy rozpoznałem własną twarz. Podszedł on do Jezusa i uchwyciwszy Go mocno za ramię pociągnął w kierunku miejsca, w którym leżała na ziemi drewniana belka. Ważyła może ok. 30 kg.
W tej chwili jak gdyby w zwierciadle przesuwało mi się przed oczami tak wiele sytuacji z mojego życia, kiedy widziałem drzazgę w oku brata, a nie dostrzegałem belki we własnym. Jezus tego błędu nie popełnił – zgarbiony i chwiejący się, udręczony biczowaniem i cierniem ukoronowaniem, ukląkł i ucałował tę belkę. A ja tak często chciałem eliminować drobne błędy w czyimś zachowaniu, które mnie drażniły, sam będąc wielkim grzesznikiem. A ja często unikałem jak mogłem dźwigania belki moich słabości i codziennych obowiązków, a wolałem chełpić się z powodu jakiejś drzazgi.
I już włożyli Mu ten solidny kawał drewna na ramiona. Aż syknął z potwornego bólu. I pomyśleć, że to ja powinienem być na Jego miejscu…
Złączyli Jezusa sznurami z dwoma skazańcami, którzy szli przed Nim. Wtem dowódca żołnierzy dał znać, aby kolumna ruszyła. Nim jednak to się stało Jezus na moment skierował wzrok na mnie: wzrok pełen cierpienia, ale i ogromnej miłości oraz przebaczenia. Nic nie powiedział, a z moich oczu popłynęły łzy; cały obraz mi się zamazał.
Ruszyli.
Dodaj komentarz