szukaj
Wyszukaj w serwisie

Bp Wróbel: w naprotechnologii człowiek podmiotem, w in vitro przedmiotem

Ks. Tomasz Sokół / Artur Hanula / 08.12.2023
fot. pixabay.com
fot. pixabay.com

W technice in vitro dziecko nie jest traktowane jako równe w godności rodzicom. Jest ono traktowane przedmiotowo – podobnie do innych rzeczy, które człowiek stara się nabyć i posiadać. Naprotechnologia w całej pełni respektuje godność osobową rodziców oraz ich dziecka. Nikt nie jest traktowany przedmiotowo, ale zawsze podmiotowo – powiedział portalowi Polskifr.fr bp dr hab. Józef Wróbel SCJ, prof. KUL, przewodniczący Zespołu Ekspertów Konferencji Episkopatu Polski ds. Bioetycznych. 8 grudnia Kościół obchodzi uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP, która jest okazją do podejmowania refleksji bioetycznych.


Prawo do życia i jego obrona to współcześnie poważne wyzwanie dla moralistów, etyków oraz lekarzy. Jak podkreślił bp Józef Wróbel, „cały zastęp lekarzy i naukowców występuje w zdecydowany sposób po stronie człowieka-pacjenta”. Zaznaczył, że wielu lekarzy naukowców, również noblistów, wkłada wiele wysiłku w odkrywanie przyczyn ludzkich chorób i dolegliwości, a także możliwości ich leczenia i profilaktyki. Jednocześnie występuje szereg negatywnych zjawisk takich jak aborcja, eutanazja, in vitro czy eksperymenty na ludzkich zarodkach i embrionach.

Zdaniem przewodniczącego Zespołu Ekspertów KEP ds. Bioetycznych, współcześnie największym wyzwaniem bioetycznym dla Kościoła powszechnego jest „prezentacja przekonującego stanowiska bioetyki kościelnej”. Podkreślił, że w „prezentacji refleksji bioetycznej niezwykle ważna jest antropologia, czyli zrozumienie i przedstawienie, kim jest człowiek”. Zaznaczył, że stanowisko Kościoła opiera się nie tylko na racjach religijno-filozoficznych, ale odwołuje się również do argumentów antropologicznych.

Jednym z najważniejszych wyzwań na gruncie bioetyki jest kwestia in vitro i naprotechnologii. In vitro jest metodą, którą często przedstawia się jako sposób na posiadanie dziecka przez rodziców mających problem z naturalnym poczęciem. Istnieje poważne ryzyko traktowania dziecka jako przedmiotu, który pragnie się zdobyć. „Nie jest więc ono równe rodzicom, ale oni przypisują sobie prawo do górowania nad jego życiem” – podkreślił bp Wróbel SCJ. W całym procesie in vitro występuje szereg wątpliwych moralnie etapów począwszy od sposobu pozyskania komórek rozrodczych od rodziców aż po abortowanie wadliwie rozwijających się embrionów wcześniej sztucznie wprowadzonych do łona matki.

Bardzo poważnym problemem jest statystycznie większe ryzyko rozwoju poważnych chorób u dzieci, które zostały poczęte metodą in vitro. „Przeprowadzono już wiele badań w tym zakresie i wyniki zostały opublikowane w prestiżowych czasopismach naukowych medycznych. Generalnie należy stwierdzić, że dzieci z probówki mają od dwóch do trzech razy więcej wad wrodzonych niż dzieci poczęte naturalnie” – poinformował przewodniczący Zespołu Ekspertów Konferencji Episkopatu Polski ds. Bioetycznych.

Odmiennie prezentuje się kwestia naprotechnologii. „Polega ona na badaniu i analizie stanu zdrowia kobiety i/czy mężczyzny, aby stwierdzić przyczyny trudności zajścia w ciążę. Po ich stwierdzeniu podejmuje się leczenie pozwalające na przezwyciężenie tych trudności” – zaznaczył rozmówca Polskifr.fr. „Jeżeli terapia jest możliwa, kobieta czy mężczyzna przeważnie są już trwale zdolni do naturalnego przekazywania życia” – dodał biskup i zaznaczył, że wbrew błędnie powielanej opinii in vitro nie leczy niepłodności. To naprotechnologia po odpowiednim leczeniu daje możliwość naturalnego poczęcia dziecka także w przyszłości.

Jak zaznaczył bp Józef Wróbel, „Kościół odnosi się z wielką delikatnością do problemów osób z ich płciowością, czy to w postaci homoseksualizmu czy też transseksualizmu w różnych jego odmianach. Negatywnie ocenia natomiast uległość wobec tych skłonności tak samo, jak negatywnie ocenia nieformalne związki partnerskie czy nieterapeutyczne manipulacje i ingerencje w integralności ludzkiego ciała”. Dodał, że wiele proponowanych rozwiązań niezgodnych z nauką Kościoła zamiast rozwiązywać problemy ludzi, jeszcze bardziej je pogłębia.

W praktyce Kościoła ważne jest również podejście do sprawowania sakramentów wobec niektórych grup osób. „Tak, jak człowiek nie może dowolnie określać swojej płci i płci dziecka, tak też Kościół nie może udzielać chrztu św. niezgodnie z płcią danej osoby. To samo dotyczy sakramentu małżeństwa, kapłaństwa i życia zakonnego” – objaśnił bp Józef Wróbel SCJ. „Nie można jednak odmówić takiej osobie chrztu św., przyjęcia jej do wspólnoty kościelnej, rozgrzeszenia (jeżeli spełnia ona konieczne warunki w tym zakresie), sakramentu chorych czy pogrzebu zgodnie z rytuałem kościelnym” – podsumował.

*

Bp Józef Wróbel odbył studia wyższe w Rzymie, gdzie uzyskał doktorat z teologii moralnej. Kilka miesięcy spędził w Paryżu, gdzie najpierw studiował język francuski na Alliance Française i planował podjąć studia na Instytucie Katolickim. Ze względu na potrzeby logistyczne przełożeni poprosili go o przeniesienie się do Fryburga w Szwajcarii, gdzie przez rok studiował na tamtejszym uniwersytecie i przygotowywał doktorat. Później już jako biskup pracował przez siedem i pół roku w Finlandii, a następnie wrócił do Lublina, gdzie do dziś jest biskupem pomocniczym archidiecezji lubelskiej. „Wszystkie te wędrówki bardzo mnie ubogaciły i pozwoliły poznać mieszkańców innych krajów, ich kulturę, obyczaje. Dziś szeroko korzystam z tych doświadczeń” – powiedział w rozmowie z Polskifr.fr.

Bp Józef Wróbel (2012), fot. Autorstwa Ryszard Hołubowicz – Lublin.com.pl, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=20147500

 

Zapraszamy do lektury pełnej treści wywiadu:

1. Skąd wzięło się u Księdza Biskupa tak wielkie zamiłowanie do kwestii bioetycznych we współczesnym świecie i Kościele?

Źródłem tego zamiłowania jest silne zainteresowanie kwestiami biologii i ludzkiego życia oraz związanymi z nimi pytaniami etycznymi, czyli bioetyką. Kiedy kończyłem pisać doktorat z zakresu filozofii społecznej Jacquesa Maritaina medycyna otrzymywała zupełnie nowy kształt. Nie zajmowała się ona już tylko leczeniem chorób, ale coraz bardziej manipulowała ludzkim życiem w zakresie jego początku i końca, a także eksperymentowała z nowoczesnymi terapiami, w tym w zakresie genetyki. Wraz z tym postępem zaczęły się ukazywać coraz liczniejsze publikacje analizujące aspekty etyczne tych wszystkich poczynań, które coraz bardziej mnie wciągały. Kiedy po skończonych studiach wróciłem do Polski i ubiegałem się o nostryfikację doktoratu. Wtedy zaproponowano mi pracę na KUL-u. Wtedy nie miałem żadnych wątpliwości, czym powinienem się zająć w pracy naukowo-dydaktycznej.

 

2. Prawo do życia i jego obrona to poważne wyzwanie dla moralistów, etyków oraz lekarzy. Czy dostrzegają oni ten złożony problem, przed którym stoi obecnie cała Europa i Polska?

To złożony problem. Nie można go zamknąć w jednym zdaniu. Należy podkreślić, że cały zastęp lekarzy i naukowców występuje w zdecydowany sposób po stronie człowieka-pacjenta. Jeżeli się weźmie do ręki bardzo liczne, prestiżowe periodyki z zakresu biologii człowieka i medycyny, to widać, jak wiele wysiłku zastępy lekarzy naukowców, również noblistów, wkładają w odkrywanie przyczyn ludzkich chorób i dolegliwości, a także możliwości ich leczenia i profilaktyki. Jest to dominująca rzesza osób troszczących się o ludzkie życie i zdrowie. Niestety są też pracownicy służby zdrowia, którzy w swoich poszukiwaniach i praktyce medycznej wypracowują metody budzące wielkie kontrowersje etyczne. Wystarczy wspomnieć o praktykach aborcyjnych, eutanatycznych, in vitro, czy eksperymenty na ludzkich zarodkach i embrionach.

 

3. Co według Ekscelencji jest współcześnie największym wyzwaniem bioetycznym dla całego Kościoła powszechnego?

Moim zdaniem największym współczesnym wyzwaniem jest prezentacja przekonującego stanowiska bioetyki kościelnej. Z jednej strony chodzi tutaj o umiejętność ukazania, że stanowisko Kościoła w tych kwestiach niekoniecznie jest uwarunkowane religijnie czy filozoficznie, gdyż ono zawsze budzi odpowiedź, że takie stanowisko nie jest obiektywne, ale skażone subiektywizmem lub wprost irracjonalne. Prezentuje więc ono osobiste przekonanie bioetyka. Stąd w prezentacji refleksji bioetycznej niezwykle ważna jest antropologia, czyli zrozumienie i przedstawienie, kim jest człowiek, bo to ostatecznie on jest przedmiotem praktyki medycznej.

Na tej płaszczyźnie pojawia się fundament odpowiedzi na pytanie o etyczność konkretnych dążeń i praktyk medycznych. Ta odpowiedź zależy od tego, czy na człowieka patrzy się tylko częściowo, dostrzegając w nim tylko jego anatomię, biologię i fizjologię, czy też rozumie się go integralnie, a więc, że człowiek to także rozwijająca się samoświadomość, przejawy jego ducha w postaci rozumności, przeżyć, życiowych planów, pragnień. W niektórych środowiskach w Polsce powtarza się bzdurne stwierdzenie, że ludzki zarodek i embrion, nie jest jeszcze człowiekiem, bo żołądź nie jest jeszcze dębem. Ktoś, kto głosi taką opinię, nie dostrzega istotnej różnicy między żołędziem i embrionem. Z żołędzia może wyrosnąć tylko dąb, drzewo. Z embriona wyrośnie zawsze człowiek. W embrionie jest on już dokładnie zakodowany i nie będzie on niczym innym, jak tylko tym, co jest zapisane w jego DNA.

Tak na marginesie dodam, że bioetyka sięgająca do racji teologicznych też jest godna uwagi. Sięga ona do biblijnego obrazu człowieka i najgłębszych podstaw jego godności osobowej, która jest darem Boga. Stąd jestem przekonany, że jeżeli ktoś nie dostrzega tej więzi i nie uznaje w Bogu dawcy porządku moralnego, to refleksja filozoficzna ma ograniczoną albo nawet żadną moc przekonywania. Nieraz słyszy się opinie, że każdy może mieć swoją filozofię, której ktoś inny nie musi podzielać. Konsekwentnie etyka głoszona przez jednego myśliciela nie musi mieć dla innego mocy zobowiązującej.

 

4. Dlaczego więc np. naprotechnologia jest akceptowana przez Kościół, a in vitro już nie?

To bardzo szerokie zagadnienie. Nie sposób przedstawić go tutaj wyczerpująco. Wystarczy podkreślić, że na ten temat opublikowano multum książek i artykułów.
Biotechnologia in vitro cieszy się dużą popularnością w społeczeństwach, gdyż jest ona bardzo reklamowana. Jej popularność wzmacnia jej zdolność zaradzania problemom z płodnością. Stąd już tylko dla tych racji wielu ludzi uważa ją za coś dobrego, nie zdając sobie sprawy z tego, co ona implikuje. W rzeczywistości jest z nią związane wiele zła, które tutaj można przedstawić tylko częściowo. Zło prokreacji technicyzowanej wynika ze stosunku rodziców i lekarzy klinik in vitro do stwarzanego dziecka.

Niektórzy rodzice pragną mieć dziecko i są gotowi mieć je za wszelką cenę. Korzystają więc z dostępnych sztucznych technik, nie bacząc na znaczenie i następstwa ich zastosowania. W technice in vitro dziecko nie jest traktowane jako równe w godności rodzicom. Jest ono traktowane przedmiotowo – podobnie do innych rzeczy, które człowiek stara się nabyć i posiadać. Pragnienie posiadania dziecka ma priorytetowe znaczenie; większe niż szacunek okazany dziecku w naturalnym akcie prokreacji, gdzie zostaje umożliwione jego poczęcie, jest ono oczekiwane i przyjęte jako wielki dar. Ono przychodzi w sposób niewymuszony przez pragnienie, którego zaspokojenie jest ważniejsze niż samo dziecko. Nie jest więc ono równe rodzicom, ale oni przypisują sobie prawo do górowania nad jego życiem. Z pewnością te stwierdzenia będą boleśnie odbierane przez rodziców, ale taki sens ma sztuczna prokreacja.

Jeszcze gorzej przedstawia się relacja lekarza do tworzonego dziecka. Celem zwiększenia skuteczności metody jednocześnie próbuje się zapłodnić kilka komórek żeńskich. Następnie przeprowadza się diagnozę przedimplantacyjną powstałych embrionów, aby uniknąć urodzenia dziecka obciążonego wadą wrodzoną. W efekcie embriony z wadami wyrzuca się lub przekazuje do eksperymentów, w których zostają unicestwione. Do łona matki transferuje się najczęściej 1-2 embriony (ciąża mnoga jest zawsze niekorzystna dla matki i dla dziecka). Pozostałe embriony zamraża się. W takim postępowaniu embriony są traktowane w najwyższym stopniu jako rzeczy, z którymi można robić, co się chce (traktowanie przedmiotowe). Pracownicy kliniki za zgodą rodziców decydują: ty możesz żyć i rozwijać się; ty nie masz przynajmniej teraz takiego prawa. Może będziesz je miał w przyszłości i będziesz mógł żyć. Dalej transferowane do łona matki embriony obserwuje się, przeprowadzając diagnozę prenatalną. W ten sposób stwierdza się, czy rozwijający się płód jest zdrowy czy też obciążony wadami. I znowu embriony wadliwe abortuje się. Trzeba też odnotować, że metody in vitro wykorzystuje się też do innych celów, np. do wspomnianych eksperymentów medycznych, do wyboru płci dziecka, czy – rzadziej – innych cech specyficznych. Nierzadko też korzysta się z tych technik, aby dziecko mogła urodzić matka zastępcza czy też przychodzi ono na świat dzięki gametom osób trzecich.

Z punktu widzenia moralnego nie jest też obojętne, że komórki jajowe do zapłodnienia „w probówce” uzyskuje się w wyniku podania kobiecie odpowiedniej dawki hormonów celem wywołania hiperowulacji (dąży się do uzyskania od 5 do 7 komórek jajowych), co nie jest obojętne dla jej zdrowia i może prowadzić do różnych komplikacji (np. OHSS – Ovarian Hyperstymulation Syndrome). Z kolei gamety męskie uzyskuje się najczęściej poprzez masturbację, czego nie da się pogodzić z godnością osobową mężczyzny.

W końcu bardzo poważny skutek tych metod. Zapłodnienie in vitro niesie ze sobą ryzyko szeregu niekorzystnych skutków dla zdrowia dziecka. Przeprowadzono już wiele badań w tym zakresie i wyniki zostały opublikowane w prestiżowych czasopismach naukowych medycznych. Generalnie należy stwierdzić, że dzieci z probówki mają od dwóch do trzech razy więcej wad wrodzonych niż dzieci poczęte naturalnie. Innymi słowy, ryzyko wystąpienia tych wad jest znacznie większe, niż w naturalnej prokreacji. Niektóre skutki ujawniają się od razu, inne dopiero po jakimś czasie. Wśród tych skutków wylicza się między innymi podatność na otwarty rozszczep kręgosłupa, transpozycję wielkich pni tętniczych, Zespół Beckwitha-Wiedemanna, zwiększoną podatność rozwoju chorób nowotworowych (np. siatkówczaka – raka siatkówki, który prowadzi do oślepienia dziecka).

Czymś zupełnie innym jest naprotechnologia. Polega ona na badaniu i analizie stanu zdrowia kobiety i/czy mężczyzny, aby stwierdzić przyczyny trudności zajścia w ciążę. Po ich stwierdzeniu podejmuje się leczenie pozwalające na przezwyciężenie tych trudności. Jeżeli terapia jest możliwa, kobieta czy mężczyzna przeważnie są już trwale zdolni do naturalnego przekazywania życia. Co najważniejsze, naprotechnologia w całej pełni respektuje godność osobową rodziców oraz ich dziecka. Nikt nie jest traktowany przedmiotowo, ale zawsze podmiotowo.

W tym kontekście warto odnotować, że w języku obiegowym in vitro uważa się za terapię niepłodności. W rzeczywistości ono nie leczy, gdyż mimo urodzenia dziecka cały czas problem niepłodności nie został rozwiązany i jeżeli kobieta chce urodzić następne dziecko, znowu musi poddać się całej procedurze sztucznego zapłodnienia. Oznacza to, że in vitro jest tylko i wyłącznie „protezą”, a nie terapią.

fot. pixabay.com

 

5. Aktualne zagrożenia, na które wyraźnie wskazuje Kościół: ideologia LGBT, adopcja dzieci przez pary homoseksualne, przechowywanie ludzkich embrionów i ich wykorzystanie. Dlaczego Kościół podchodzi do tychże zagadnień dość zdecydowanie, a niekiedy krytycznie?

W odpowiedzi chciałem podkreślić, że Kościół odnosi się z wielką delikatnością do problemów osób z ich płciowością, czy to w postaci homoseksualizmu czy też transseksualizmu w różnych jego odmianach. Negatywnie ocenia natomiast uległość wobec tych skłonności tak samo, jak negatywnie ocenia nieformalne związki partnerskie czy nieterapeutyczne manipulacje i ingerencje w integralności ludzkiego ciała. Negatywnie ocenia też formy uproszczonego podejścia do problemów tych osób. Nierzadko zamiast pomagać im w pokonywaniu trudności, jakich doświadczają, jeszcze bardziej się je pogłębia. W wyniku tych działań człowiek czuje się zagubiony i nie wie, jak zaradzić swoim problemom. Wystarczy przypomnieć, że zmiana płci w przypadku transseksualizmu często nie rozwiązuje problemów tych osób, ale je pogłębia. Negatywnie należy też ocenić rozwijanie w tym kierunku trendów współczesnej kultury i kierunki wychowania, i to poczynając od wieku szkolnego.

 

6. Jak wobec tych problemów powinien zachować się Kościół w sakramentalnej posłudze?

To znowu szeroki problem, który także nie sposób omówić w ramach tego wywiadu. Skróconą odpowiedź można sformułować w postaci fundamentalnej zasady. Przede wszystkim Kościół jest zobowiązany sprawować sakramenty św. w duchu prawdy o Bogu i o człowieku. Tak, jak człowiek nie może dowolnie określać swojej płci i płci dziecka, tak też Kościół nie może udzielać chrztu św. niezgodnie z płcią danej osoby. To samo dotyczy sakramentu małżeństwa, kapłaństwa i życia zakonnego. „Zmiana płci” przez osobę transseksualną nie zmienia faktycznie jej płci z punktu widzenia genetycznego, a konsekwentnie także kanonicznego. Stąd osoba, która będąc dziewczyną stała się chłopakiem czy to w wymiarze anagraficznym (prawnym i uznania społecznego) czy też cech anatomicznych (operacyjna zmiana płci), nie może zawrzeć związku małżeńskiego z dziewczyną, nawet jeżeli ona jest tego świadoma i akceptuje ten stan. Analogicznie dziewczyna, która stała się chłopakiem, nie może przyjąć ważnie święceń diakonatu czy kapłańskich. Także osoba, która zmieniła płeć, nie może być przyjęta do wspólnoty zakonnej zgodnie z „nową” płcią i złożyć ślubów zakonnych.

Nie można jednak odmówić takiej osobie chrztu św., przyjęcia jej do wspólnoty kościelnej, rozgrzeszenia (jeżeli spełnia ona konieczne warunki w tym zakresie), sakramentu chorych czy pogrzebu zgodnie z rytuałem kościelnym.

 

7. Wiemy, że kwestie emigracyjne są dość bliskie Ks. Biskupowi. Jakie ma tu Ekscelencja ciekawe wspomnienia np. z Francji czy innych krajów europejskich?

Zasadnicze studia wyższe odbyłem w Rzymie, gdzie uzyskałem doktorat z teologii moralnej. Kilka miesięcy spędziłem w Paryżu, gdzie najpierw studiowałem język francuski na Alliance Française. Dalej miałem studiować na Instytucie Katolickim. Ze względu na potrzeby logistyczne przełożeni poprosili mnie o przeniesienie się do Fryburga w Szwajcarii, gdzie przez rok studiowałem na tamtejszym uniwersytecie i przygotowywałem doktorat. Później już jako biskup pracowałem przez siedem i pół roku w Finlandii. Po spełnieniu mojej misji wróciłem do Lublina, gdzie do tej pory pracuję. Wszystkie te wędrówki bardzo mnie ubogaciły i pozwoliły poznać mieszkańców innych krajów, ich kulturę, obyczaje. Dziś szeroko korzystam z tych doświadczeń.

 

czytaj też:

Bioetyka we Francji – biskupi ponawiają swoje ostrzeżenie >>>


2024-03-01 00:15:11